Wysokie loty Pauliny

Paulina Różyło, jedyna kobieta w Polsce, która na co dzień zajmuje się testowaniem nowych samolotów M28. Fot. PZL Mielec
Paulina Różyło, jedyna kobieta w Polsce, która na co dzień zajmuje się testowaniem nowych samolotów M28. Fot. PZL Mielec

Paulina Różyło, jedyna w Polsce kobieta pilot doświadczalny, oblatuje samoloty w PZL Mielec.

Ma na swoim koncie w sumie ponad 700 godzin nalotu. Siedziała za sterami ponad 18 typów samolotów. Jednym z kolejnych marzeń jest zdobycie licencji pilota śmigłowcowego. Na co dzień jest pilotem doświadczalnym i jedyną kobietą w Polsce, która testuje „świeżutkie” M28.

W kwietniu 2013 roku do dwuosobowej ekipy pilotów doświadczalnych – testujących samoloty M28 dołączyła pochodząca z Legnicy 26-letnia Paulina Różyło. – Jest to najlepszy samolot za którego sterami, przyszło mi siedzieć. Jest niezawodny. Kiedy siedzę w jego fotelu i wzbijam się w powietrze, czuć jego moc – mówi Paulina.

Na początek – szybowiec
– Miałam 18 lat, kiedy tata zabrał mnie na lotnisko Aeroklubu Zagłębia Miedziowego w Lubinie – wspomina Paulina. – Pokazał mi szybowce. W pewnym momencie powiedział „Chodź przelecisz się”. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, siedziałam już na miejscu pasażera. Instruktor wyprawiał nim takie ewolucję, że po skończonym locie położyłam się na trawie i mimo wielkiego zdezorientowania poczułam, że to jest to, co chcę robić. Przebywanie w powietrzu było jak inny wymiar, do którego koniecznie chciałam wrócić.

Był to koniec roku szkolnego, wszystkie kursy na pilota szybowca zostały już zakończone. Paulina nie chcąc trącić czasu obiecała instruktorowi, że sama we własnym zakresie opanuje niezbędny materiał i wiedzę, jaka potrzebna jest do tego, aby rozpocząć szkolenie szybowcowe. Do tego dołączyły opłacone przez rodziców Pauliny godziny lotów i zdany egzamin.

Dla młodej amatorki latania było to jednak za mało. Niestety, kurs pilotażu liczy się nie w setkach, ale w tysiącach złotych. – Chciałam sama zarobić na realizacje swoich pasji. Wyjechałam do USA do pracy. Wiele szkoleń odbyłam właśnie za granicą, bo jest to po prostu tańsze. Tam zrobiłam m.in. turystyczną licencję samolotową – dodaje.

Pobyt za oceanem i szkolenia w języku angielskim bardzo jej pomogły, nie tylko w zdobyciu pracy, ale otworzył jej kolejne drzwi do lotniczej kariery. – Po angielsku rozmawia się na lotniskach w każdej niemal części świata. Ludzie komunikują się ze sobą szybko i też tego samego oczekują od innych. To ważna umiejętność – dodaje.

Miotła i spotterzy w krzakach
Ogromny potencjał Pauliny, jej zapał i determinację zauważali instruktorzy. Rodzice też nie hamowali zapędów młodziutkiej dziewczyny. Wręcz przeciwnie, bardzo ją wspierali. – Moje marzenia o lataniu były też wielkim pragnieniem młodzieńczych lat mojego taty. Dlatego tak cieszył go fakt, że rozwijam się ciągle w tym kierunku – wspomina Paulina.

Jednym z wydarzeń, jakie przywołuje Paulina, był jej pierwszy samodzielny lot. – Podczas szkoleń przychodzi taki czas, kiedy instruktor dopuszcza do pierwszego samodzielnego lotu. Wykonałam wtedy pięć samodzielnych kręgów. Udało się. Po zakończonym locie zza krzaków wyszła moja rodzina. Cały ten czas siedzieli w ukryciu i robili mi zdjęcia. Prawie jak spotterzy czatujący na lotnisku na samoloty – mówi Paulina.

– Na pamiątkę dostałam od taty klasyczną miotłę z gałązek, na drążku wygrawerowana została data, na drugim końcu przyczepione zostało śmigło. Do tej pory wisi w hangarze lubińskiego aeroklubu.

O M28 możesz tylko pomarzyć
Swoją lotniczą przygodę z Mielcem młoda legniczanka rozpoczęła jednak wcześniej niż pracę w PZL Mielec. Część najpotrzebniejszej wiedzy oraz doświadczenia w lataniu zdobywała w mieleckich szkołach lotniczych. – W Mielcu są jedne z najlepszych szkół instruktażowych w Polsce. Pierwszy raz przyjechałam tutaj cztery lata temu. Wtedy nawet do głowy mi nie przyszło, że mogłabym tutaj pracować, nie mówiąc już o lotach doświadczalnych na jakichkolwiek samolotach produkowanych w tutejszej fabryce. Kiedyś widząc obloty M28 powiedziałam do instruktora, że chciałabym latać właśnie tym samolotem. W odpowiedzi usłyszałam, że nie mam na to najmniejszych szans. Przelecieć się z drugim pilotem może będę mogła, ale samodzielne loty taką maszyną powinnam sobie raz na zawsze wybić z głowy. Jakież było jego zdziwienie kiedy dowiedział się, że osiągnęłam to, co w jego ocenie było niemożliwe. Przeprosił mnie i pogratulował – wspomina Paulina.

Nie rywalizujemy
Współpraca Pauliny z innymi mieleckim pilotami układa się wręcz wzorowo. – Nikt tutaj z nikim nie rywalizuje, wspieramy się wzajemnie. Nie czuję się też traktowana na specjalnych warunkach w pracy dlatego, że jestem kobietą. Jesteśmy zespołem i wspólnie pracujemy po to, by samoloty, które schodzą z taśmy produkcyjnej były dokładnie sprawdzone. Ekipa, która testuje Black Hawki też jest niezawodna – mówi. – Mimo że moja rodzina jest kilkaset kilometrów stąd, to czuję się tutaj bardzo dobrze. W Mielcu ludzie też są inni niż na Dolnym Śląsku. Serdeczni i otwarci na drugiego człowieka.

Także osoby pracujące na co dzień z dziewczyną mówią o niej same pozytywne rzeczy. – To taka nasza iskierka. Nigdy nie widziałam, żeby miała zły humor, czy strzelała tzw. babskiego focha, bo jej się coś nie podoba. Wystarczy spędzić z nią kilka chwil, by poprawić sobie samopoczucie – śmieje się Agnieszka Emerling-Gąsiewska, specjalista PR w PZL Mielec.

Trudne marzenia
Młoda pani pilot nie ukrywa, że droga do miejsca, w którym teraz jest okupiona była ciężką pracą, a przed nią jeszcze więcej wysiłku. – Szkolenia, lekcje pilotażu również te w ciężkich warunkach atmosferycznych, to lata pracy liczone w godzinach spędzonych w powietrzu. Tu liczy się tak naprawdę każda minuta lotu, do tego dochodzą kursy teoretyczne i tomy książek, które trzeba przyswoić. Na swoim koncie mam ponad 700 godzin nalotu na ponad 18 różnych samolotach – mówi Paulina.

Do tego obok realizacji pasji, jaką jest latanie, równocześnie studiowała na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. – Czasem, ktoś pyta czy nie łatwiejszą drogą byłaby akademia lotnicza. W obu przypadkach wysiłek włożony w naukę i zdobywanie doświadczenia byłby ten sam. Ja nie żałuję takiej ścieżki, bo doprowadziła mnie ona do wymarzonego celu.

– Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała ciągle czegoś więcej. W tym roku chciałabym zdobyć uprawnienie instruktora samolotów wielosilnikowych oraz instruktora lotów w trudnych warunkach pogodowych IFR. W przyszłości nie ukrywam, że bardzo chciałabym samodzielnie zasiąść za sterami śmigłowca. Porównać to można do przesiadki z samochodu na motocykl, ale jest taka możliwość. Dlaczego nie – dodaje.

Joanna Tarnowska-Leyko

4 Responses to "Wysokie loty Pauliny"

Leave a Reply

Your email address will not be published.