
był w trudnych warunkach
atmosferycznych. Fot. Stal Mielec
Niewiele brakowało, aby w trzecim tegorocznym meczu przed własną publicznością, PGE Stal Mielec ponownie zeszła z boiska pokonana. Jeden punkt w starciu z Jagiellonią Białystok uratował dla niej Konrad Wrzesiński, który precyzyjnym strzałem w 90. minucie zmusił do kapitulacji Zlatana Alomerovicia.
– Patrząc na przebieg spotkania uważam, że remis jest wynikiem sprawiedliwym. Nasz zespół jest znany z tego, że gra do końca, pokazaliśmy charakter. Początek rywalizacji w naszym wykonaniu był niemrawy. Później, gdy opanowaliśmy sytuację, nie potrafiliśmy strzelić gola. Szkoda, że na początku II połowy straciliśmy bramkę, bo wprowadziła ona pewną nerwowość w nasze poczynania. Było dużo niedokładności i prostych strat. Konrad Wrzesiński, który wszedł na boisko, w kluczowym momencie zachował spokój i doprowadził do remisu. Dziękuję zespołowi za zaangażowanie – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Adam Majewski, trener PGE Stali.
Podobnie jak w poprzednim meczu w Łęcznej, także i tym razem mielczanie mieli przytłaczającą przewagę w posiadaniu piłki, której nie powstydziłaby się FC Barcelona za swoich najlepszych czasów. Niestety, kolejny raz na próżno było w niej szukać choćby ofensywnego gracza, który byłby w stanie skutecznie zaskoczyć rywali. Jakby tego było mało, mielczanie zaczęli spotkanie źle. Nonszalancka, szczególnie w pierwszym kwadransie gra bramkarza Rafała Strączka by o mały włos, a nie zakończyłaby się stratą gola przez miejscowych. W środku pola mało widoczny był Grzegorz Tomasiewicz, a dośrodkowania Krystiana Getingera w większości przypadków były bezproduktywne. Nic więc dziwnego, że to przyjezdni jako pierwsi stanęli przed szansą wyjścia na prowadzenie, jednak Filip Piszczek nieznacznie się pomylił. Chwilę później dwie dogodne sytuacje mieli miejscowi. Najpierw strzał z ostrego kąta Macieja Domańskiego obronił Alomerović, a potem uderzenie głową Mateusza Matrasa przeszło tuż obok bramki Jagiellonii. Mocny początek obu drużyn, mimo padającego śniegu, zaostrzył apetyty kibiców na dobre widowisko. Niestety, w dalszej części I połowy nie było już tak emocjonująco, czego nie da się powiedzieć o pierwszych minutach po zmianie stron. Goście zaledwie 3 minuty po wznowieniu gry w II połowie wyszli na prowadzenie. Podobnie jak w meczu z Górnikiem Łęczna, także i tym razem sporo na sumieniu przy straconym golu miał Mateusz Żyro, który przegrał główkowy pojedynek z Miłoszem Matysikiem, a ten wpakował futbolówkę do bramki, obok zaskoczonego takim obrotem sprawy Strączka. Minuty uciekały, fani PGE Stali coraz mocniej się niecierpliwili, a ta wciąż grała bez wyrazu. Co więcej, to goście byli bliscy podwyższenia prowadzenia, ale zamykający akcję Tarasa Romańczuka Przemysław Mystkowski, nieznacznie się pomylił. Chwilę później na boiskowe wydarzenia wreszcie zareagował Adam Majewski, desygnując do boju Wiktora Kłosa i Konrada Wrzesińskiego, a potem także Dawida Korta. I to właśnie ten ostatni jako pierwszy stanął przed szansą doprowadzenia do remisu, jednak piłka po jego strzale z rzutu wolnego trafiła tylko w poprzeczkę. W ostatnich minutach trener Majewski zagrał va bank, wpuszczając na boisko Bożidara Czorbadżijskiego, a przesuwając do ataku Mateusza Matrasa. Jak się później okazało, to było mistrzowskie posunięcie, warte remisu. Po zgraniu piłki przez Dominika Steczyka, Matras, niczym rasowy rozgrywający, wyłożył ją Wrzesińskiemu. Ten przymierzył z zegarmistrzowską precyzją i technicznym strzałem doprowadził do rozpaczy… swój były klub, w barwach którego grał jeszcze w ubiegłym sezonie. – Zabrakło nam spokoju, powinniśmy go zachowywać częściej, ale też na pewno skuteczności, gdybyśmy to poprawili, moglibyśmy prowadzić już w I połowie. Na pewno to spotkanie było do wygrania. Przeważaliśmy przez większość gry i mieliśmy swoje sytuacje. Zabrakło dużo dokładności w niektórych momentach. Gdy Jagiellonia strzeliła bramkę na 1-0, zaatakowaliśmy pełną parą i ostatecznie strzeliliśmy tę bramkę. Z remisu możemy być nie do końca zadowoleni, ale szanujemy ten punkt. Na pewno jesteśmy zespołem silnym mentalnie, do końca dożyliśmy do odwrócenia losów gry, atakowaliśmy i przeważaliśmy. Mental tej drużyny jest na pewno jej mocną stroną – przyznał Wrzesiński na łamach oficjalnej strony internetowej klubu z Mielca. Z remisowego wyniku niezadowolony był również Piotr Nowak. – Straciliśmy dwa punkty i trudno dodać cokolwiek więcej. Byliśmy zespołem bardziej dojrzałym, ale gra się do końcowego gwizdka. Mam pretensje do swojego zespołu, że straciliśmy bramkę w sposób bardzo nierozważny i nieodpowiedzialny. Nie powinniśmy dopuścić do takiej sytuacji – Straciliśmy dwa punkty i trudno dodać cokolwiek więcej. Byliśmy zespołem bardziej dojrzałym, ale gra się do końcowego gwizdka – ubolewał opiekun Jagiellonii.
PGE STAL – JAGIELLONIA
61 Posiad. piłki (proc.) 39
4 Strzały celne 2
8 Strzały niecelne 8
7 Rzuty rożne 5
1 Spalone 1
16 Faule 22
W innych meczach: Bruk-Bet Termalica Nieciecza – Warta Poznań 1-0, Pogoń Szczecin – Radomiak 4-0, Zagłębie Lubin – Piast Gliwice 0-0, Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 1-1, Wisła Płock – Górnik Łęczna 3-1, Górnik Zabrze – Cracovia 3-0, Lech Poznań – Raków Częstochowa zakończył się po zamknięciu numeru, Legia Warszawa – Śląsk Wrocław (dziś, godz. 19).
1. Pogoń 24 49 44-20
2. Lech 23 48 48-17
3. Raków 23 45 42-23
4. Lechia 24 40 37-28
5. Radomiak 24 39 32-25
6. Górnik Z. 24 36 34-30
7. Wisła P. 24 33 34-35
8. PGE Stal 24 32 29-32
9. Piast 23 41 31-29
10. Cracovia 24 31 31-34
11. Jagiellonia 24 30 29-36
12. Śląsk 23 36 32-36
13. Zagłębie 24 25 25-42
14. Warta 24 24 20-28
15. Górnik Ł. 24 24 24-41
16. Wisła K. 24 23 23-36
17. Legia 22 22 24-33
18. Termalica 23 22 25-39
W następnej kolejce: Raków – PGE Stal (14.03. – godz. 18).
mj


