Wyszedł na papierosa i utonął w Wisłoku?

Policjanci wraz ze strażakami prowadzili działania w miejscu znalezienia zwłok. Fot. KMP Rzeszów

Wszystko wskazuje na to, że zwłoki znalezionego w środę w rzeszowskim zalewie należały do zaginionego kilka miesięcy temu Mariusza Michalika. – Zgadza nam się wzrost mężczyzny, budowa ciała, długość włosów. A przede wszystkim ubranie – mówi prok. Wojciech Przybyło. Wszelkie wątpliwości mają rozwiać wyniki badań DNA.

Przypomnijmy; w środę, około godz. 4.50 dyżurny rzeszowskiej komendy został zawiadomiony o znalezieniu w zalewie nad Wisłokiem zwłok. Zauważył je pracownik firmy prowadzącej prace przy pogłębianiu zalewu. Ciało było w stanie daleko posuniętego rozkładu. Wstępne ustalenia wskazywały jednak, że należało do mężczyzny.
Śledczy od początku przypuszczali, że to może być poszukiwany od stycznia 25-letni Mariusz Michalik. Wskazywały na to fragmenty ubrania.
W czwartek przeprowadzono sekcję zwłok. – Nie wykazała ona jakichkolwiek obrażeń na ciele denata. Biegły wstępnie wykluczył działania osób trzecich – informuje Wojciech Przybyło, szef Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów.
Stan rozkładu płuc nie pozwala na to, by ocenić, czy śmierć mężczyzny nastąpiła w wodzie, dlatego zlecono dodatkowe badania histopatologiczne. W ustaleniu przyczyny zgonu pomóc mają również badania toksykologiczne.
Śledczy są prawie pewni, że ciało znalezione w środę w zalewie należy do zaginionego 25-latka. – Zgadza nam się wzrost mężczyzny, budowa ciała, długość włosów. A przede wszystkim ubranie, w którym 5 stycznia widziano Mariusza Michalika zgadza się z tym, który ujawniliśmy na ciele zmarłego. Mężczyzna miał na sobie podkoszulkę z logo firmy, w której był zatrudniony
– podkreśla prok. Wojciech Przybyło.
Stuprocentową pewność dadzą testy DNA. Ich wyniki mają być znane za ok. kilkanaście dni.

Wielomiesięczne poszukiwania

Mariusz Michalik zaginął 5 stycznia. Około godz. 22 wyszedł z mieszkania przy ul. Grabskiego w Rzeszowie, żeby zapalić papierosa. Założył tylko bluzę. Nie zabrał ze sobą portfela ani kluczy. Następnego dnia około godz. 11 współlokator chłopaka zorientował się, że nie ma go w mieszkaniu. Nie wrócił do miejsca zamieszkania i do dziś z nikim nie nawiązał kontaktu. Policja wielokrotnie przeszukała teren w pobliżu ul. Grabskiego oraz Kwiatkowskiego. Policjanci wspólnie ze strażakami sprawdzili akweny w rejonie zalewu na Wisłoku, kąpielisko Żwirownia oraz mniejsze zbiorniki. Poszukiwania dwukrotnie – w lutym i w marcu – prowadziła przy użyciu specjalistycznego sprzętu Grupa Specjalna Płetwonurków RP. Akweny oraz tereny przybrzeżne w pobliżu miejsca zaginięcia 25-latka sprawdzili przewodnicy z psami wyszkolonymi do odnajdywania zwłok ludzkich na lądzie oraz w wodzie. Bez skutku.
Do tej pory wersji zaginięcia było kilka. Jedna z nich mówiła o tym, że ciało mogło zostać wciągnięte przez maszynę wydobywającą muł z rzeszowskiego zalewu. Według innych, mężczyzna miał paść ofiarą porwania lub wypadku drogowego. Domniemani sprawcy mieli wywieźć zwłoki poza miasto. Znany polski jasnowidz twierdził nawet, że zakopali je w podrzeszowskim lesie.
Śledztwo w sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa dla Miasta Rzeszów Niedawno zostało umorzone.
wk

2 Responses to "Wyszedł na papierosa i utonął w Wisłoku?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.