Wywalczyły podwyżki, obroniły miejsca pracy

Tuż po podpisaniu porozumienia, które kończy kilkumiesięczny spór zbiorowy. Na zdjęciu: władze powiatu, dyrekcja szpitala, a także przedstawicielki i przedstawiciele trzech związków zawodowych działających w mieleckiej lecznicy. Fot. Autor
Tuż po podpisaniu porozumienia, które kończy kilkumiesięczny spór zbiorowy. Na zdjęciu: władze powiatu, dyrekcja szpitala, a także przedstawicielki i przedstawiciele trzech związków zawodowych działających w mieleckiej lecznicy. Fot. Autor

Po trzech miesiącach dobiegł końca spór zbiorowy w Szpitalu Powiatowym w Mielcu. Związkowcom udało się wywalczyć podwyżki dla 740 pielęgniarek, położnych i personelu technicznego. Mają też gwarancję, że żaden pracownik szpitala nie zostanie zwolniony z pracy. Porozumienie obowiązuje przez najbliższe pół roku. Co dalej?

Spór zbiorowy w mieleckim szpitalu rozpoczął się 24 października ub.r. Wtedy to ponad stuosobowa grupa pielęgniarek, położnych i personelu technicznego przybyła przed nową siedzibę Pogotowia Ratunkowego, domagając się podwyżki płac.

„Niezadowolenie pracowników jest bardzo duże”
Iwona Burdzy, wiceprzewodnicząca Zakładowej Organizacji Związkowej Pielęgniarek i Położnych w szpitalu, w rozmowie z Super Nowościami raczej wykluczała strajki:
– Chcemy wyczerpać wszystkie możliwości łagodnego dojścia do celu – dodała. – Strajk jest formą ostateczną. Sięga się po niego, kiedy zawiodą inne możliwości. My cały czas jesteśmy nastawieni na dialog, na rzetelne i merytoryczne podejście do sprawy. Z tym że chcę zaznaczyć, że w dalszym ciągu niezadowolenie pracowników i rozżalenie na sytuację, która od lat kształtowała się tak niepomyślnie, jest naprawdę bardzo duże… – zaznaczyła.

I wydawało się, że do strajku w szpitalu nie dojdzie. Tym bardziej że w poniedziałek (12 bm.) miało zostać zawarte porozumienie, które kończyłoby spór zbiorowy. Podczas negocjacji ustalono, że 711 pracowników, których zasadnicze wynagrodzenie wynosi poniżej 2450 zł brutto, otrzyma po 130 zł podwyżki. Do podpisania dokumentu jednak nie doszło. Podobno o podwyżki zaczęli dopominać się… lekarze. Ci natychmiast to zdementowali.

Czy lekarze chcieli coś ugrać na tym proteście?
– Pan dyrektor na pół godziny przed zamierzonym spotkaniem poinformował naszego prawnika, że się ono nie odbędzie – relacjonuje Iwona Burdzy. – Argumentował to w ten sposób, że potrzebuje dwóch-trzech dni na rozmowy z lekarzami. Możemy tylko domniemywać, że chodzi o grupę lekarską, która w tym momencie poczuła się pominięta. Ta informacja wywołała ogólne niezadowolenie, ponieważ od razu zaświeciła się nam „czerwona lampka”, że lekarze chcą coś ugrać przy naszym proteście, co zresztą często się zdarzało.

– Następnego dnia doszło do spotkania pana dyrektora z mediatorem i naszym prawnikiem. Był tam jeszcze ktoś reprezentujący grupę lekarską. Nas przy tym nie było – kontynuuje. – Wówczas zapadła decyzja, że podwyżką trzeba będzie jeszcze objąć niedużą grupę pracowników. Chodzi o kierowników, oddziałowych i diagnostów laboratoryjnych. Oni poczuli się opuszczeni w tym porozumieniu. Lekarze prawdopodobnie zrzekli się wchodzenia w spór płacowy, rezygnując tym samym z pieniędzy z wywalczonej przez nas puli.

– Sprawa się toczyła za naszymi plecami. I to wybiło nas z równowagi, wprowadzając swoistą huśtawkę emocjonalno-informacyjną. Niestety, później pan dyrektor przekonywał w mediach, że to z winy związków nie doszło do porozumienia. To nieprawda. Związki były gotowe podpisać porozumienie, ale nie były nieświadome sytuacji – zaznacza Iwona Burdzy.

Przez dwie godziny pikietowali wokół szpitala
Na tym nie koniec. Okazuje się, że w myśl niedoszłego porozumienia podwyżki dla kadry nielekarskiej miały być efektem zwolnień pracowników. I to było główną przyczyną piątkowego (16 bm.) strajku ostrzegawczego. O godz. 7.30 blisko 200 osób opuściło swe stanowiska pracy i przez dwie godziny pikietowało, maszerując wokół szpitala.

– Nigdy nie było naszej zgody na podwyżki kosztem zwolnień pracowników – zaznacza Iwona Burdzy. – Mówiliśmy o tym wielokrotnie na spotkaniach z panem starostą i dyrekcją szpitala. Oni deklarowali, że nie będą tej sfery ruszać, a potem okazało się, że ma to być podstawowym źródłem finansowania naszych podwyżek. Bez naszej zgody podjęto decyzję o szukaniu środków na podwyżki kosztem zwolnień naszych koleżanek i kolegów – dodaje.

I zdarzył się cud…
Wydało się, że strajk generalny jest kwestią czasu. Tymczasem zdarzył się… cud. W poniedziałek (19 bm.) w godzinach popołudniowych w mieleckim starostwie podpisano porozumienie, który przynajmniej do 30 czerwca br. przywróci spokój w szpitalu. Dokument mówi, że ok. 740 pracowników, których miesięczna stawka zasadnicza wynosi poniżej 2451 zł, otrzyma 125 zł brutto podwyżki. W przypadku zarabiających w przedziale 2451 – 3000 zł będzie to wzrost miesięcznej pensji o 60 zł brutto.

W porozumieniu podpisanym przez związkowców i dyrekcję szpitala zapisano m.in., że realizacja planu naprawczego lecznicy w zakresie dotyczącym redukcji zatrudnienia nie zostanie przeprowadzona wcześniej niż po drugim kwartale br. Zapis ten nie dotyczy pracowników posiadających uprawnienia emerytalne i osób, którym kończą się umowy na czas określony. W takich przypadkach plan naprawczy może być realizowany niezwłocznie.

– Na razie dajemy sobie szansę na zrobienie restrukturyzacji bez zwolnień. Po 30 czerwca spotkamy się i wspólnie ze związkami zawodowymi przeanalizujemy jeszcze raz budżet naszej placówki – mówi Leszek Kołacz, dyrektor szpitala.

“Dajemy sobie czas do końca czerwca”
Związkowcy cieszą się z wywalczonych podwyżek i gwarancji, że przynajmniej do końca czerwca br. nie będzie zwolnień. – Wnosiliśmy o wydłużenie tego terminu do końca trzeciego kwartału. Pan dyrektor poprosił jednak o skrócenie tego czasu. Argumentował, że w połowie roku może zabraknąć mu na wypłaty. Zgodziliśmy się na to – zdradza Iwona Burdzy.

– W ciągu najbliższych miesięcy chcemy go skłonić do innych rozwiązań niż redukcja zatrudnienia. Żeby np. nie likwidował stacji łóżek, która naszym zdaniem, jest potrzebna. Chcielibyśmy również, żeby dla tych osób, które ewentualnie miały być zwolnione z tej placówki, znaleźć jakieś miejsca pracy w szpitalu. To jest 8 osób. Dalsza kwestia to jest ginekologia, gdzie do zwolnienia przewidzianych jest 8 położnych. Dajemy czas panu dyrektorowi no i sobie, żeby w tym czasie się przyglądać i być pomocnym – twierdzi.

Podwyżki dostanie 740 osób
– Bardzo nas cieszy zapis w porozumieniu o corocznych negocjacjach. Do tej pory żadnym związkom nie udało się takiego zapisu uzyskać – zaznacza Iwona Burdzy. – Jeśli chodzi o podwyżki, to nie są one może jakieś oszałamiające, ale my je uważamy za sukces, bo wiemy, z jakim trudem je wywalczyliśmy. Wzrost wynagrodzeń dotknie aż 740 osób, to jest praktycznie 90 proc. pracowników. My się z tego cieszymy, chociaż środowisko jest po części niezadowolone i chciałoby więcej. Ale niestety, nie wszyscy wiedzą, jak to naprawdę ciężko jest cokolwiek wywalczyć. Pan dyrektor najlepiej by związki zlikwidował.

– Na szczęście, pan starosta pokazał determinację, żeby nam pomóc i to właśnie dzięki niemu doszło do porozumienia. Bardzo kategorycznie naciskał w naszej sprawie na pana dyrektora. Trudno byłoby nam samotnie o to walczyć. Myślę, że chciał bardzo szybko tę sytuację zakończyć, ale pewne okoliczności wytrącały go z równowagi, i to wszystko się kotłowało. Czy z poprzednią władzą powiatu byłoby to możliwe? Nie. Nigdy nie udałoby się tego osiągnąć. Czy protesty pielęgniarek, położnych dotkną całe Podkarpacie? Sądzę, że tak. Bo nasze zarobi w całym kraju są naprawdę żałosne – dodaje nasza rozmówczyni.

Paweł Galek

8 Responses to "Wywalczyły podwyżki, obroniły miejsca pracy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.