
RZESZÓW. Naczelnik Pierwszego Urzędu Skarbowego twierdzi, że nie ma szans na wypłatę pieniędzy.
– Będę żądał odszkodowania od urzędu skarbowego, bo wywróciłem się na łańcuchach, które leżały na parkingu przy tym urzędzie – mówi zdenerwowany Jan M. (nazwisko znane redakcji). – 30 grudnia wieczorem przechodziłem tamtędy, zawadziłem o łańcuchy i przewróciłem się na bruk. Rozdarłem rękaw kurtki i poczułem straszny ból. Cierpię już dziesiąty dzień.
Nasz Czytelnik zaraz po upadku wezwał strażnika miejskiego i zrobił zdjęcie łańcucha. Zgłosił się też do Izby Przyjęć w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Z jego karty informacyjnej wynika, że miał stłuczony łokieć i lewe przedramię. Zalecono mu dalsze leczenie w poradni chirurgicznej.
– Ten łańcuch nie powinien leżeć na ziemi, a właściwie być rozciągnięty na wysokości trzech centymetrów. W ten sposób nie spełnia swojej roli, czyli zapory dla kierowców, którzy chcieliby wjechać na parking, a jest zagrożeniem dla przechodniów. Skarbówka zastawia sidła na ludzi – żali się pan Jan.
Nie ma dowodu, nie ma pieniędzy
– Niestety, ten pan przyszedł do naszego urzędu dopiero pięć dni po zdarzeniu. W związku z tym nie mogliśmy potwierdzić, czy rzeczywiście wywrócił się na łańcuchu. Zapisy z monitoringu elektronicznego są archiwizowane tylko przez cztery dni. Gdyby przyszedł 2 lub 3 stycznia, to mielibyśmy wgląd w ten zapis z kamery, ale odwiedził nas 4 stycznia i nie było już możliwe odtworzenie tego zdarzenia. Jako urząd jesteśmy ubezpieczeni, ale ubezpieczyciel musi mieć jakieś potwierdzenie zdarzenia, a skoro nie ma zapisu elektronicznego z monitoringu, to ten pan nie ma szans na wypłatę odszkodowania. – mówi Lesław Janicki, zastępca naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Rzeszowie.
Mariusz Andres



3 Responses to "Wywrócił się przy skarbówce i żąda odszkodowania"