Z Hiszpanami bój o wszystko

Mielecka ławka tuż po przegranych derbach ze Stalą Rzeszów. - Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, ale walczymy do końca. Z Concordią musimy wygrać - podkreśla przed dzisiejszym, zaległym meczem 26. kolejki, trener beniaminka Włodzimierz Gąsior (z lewej). Fot. Wit Hadło
Mielecka ławka tuż po przegranych derbach ze Stalą Rzeszów. – Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji, ale walczymy do końca. Z Concordią musimy wygrać – podkreśla przed dzisiejszym, zaległym meczem 26. kolejki, trener beniaminka Włodzimierz Gąsior (z lewej). Fot. Wit Hadło

II LIGA. – Gdybym miał pewność, że moja rezygnacja pomoże drużynie, nie wahałbym się ani przez minutę – mówi trener Stali Mielec Włodzimierz Gąsior.

W środę wieczorem Stal gra na własnym boisku z Concordią Elbląg. To być może najważniejszy mecz w najnowszej historii mieleckiego klubu.

Po kapitalnej pierwszej części sezonu Mielec ogarnęła futbolowa gorączka. Do rundy wiosennej beniaminek przystępował z hasłem „W drodze po dawny blask”. Jednak z ambitnych planów wyszły nici. W ośmiu meczach 2014 roku Stal uciułała ledwie 5 punktów i spadła na 12. miejsce. Dziś nie może się potknąć.

Błędy w przygotowaniu
– Nie zgadzam się, że to najważniejsze spotkanie. Dla nas właściwie każdy mecz jest o wszystko. Gra idzie o wielką stawkę, musimy utrzymać dla Mielca drugą ligę – mówi trener Włodzimierz Gąsior, który w kryzysie zachowuje się z klasą i nie ucieka od odpowiedzialności. – Niepowodzenia biorę na siebie. Może popełniliśmy błędy w przygotowaniu drużyny? To prawda, że nie pracowałem w pojedynkę, ale przecież zgodziłem się na takie, a nie inne zajęcia.

Od marca trenerowi Gąsiorowi przybyło sporo siwych włosów. – W pierwszych meczach źle wyglądaliśmy fizycznie, ale problem jest dużo bardziej złożony – przekonuje. – Rywale wiosną grają przeciwko nam zupełnie inaczej, już nie traktują nas jako beniaminka. Transfery nie do końca wypaliły. Gawęcki, Papka czy Słotwiński to wartościowi zawodnicy, ale nie są lepsi od tych, którzy w klubie już byli. No i kolejna, może najważniejsza kwestia: kontuzje. Przecież taki Kościelny nadawał tej drużynie charakteru, a Domański mógł biegać 120 minut i robił różnicę. Ubytków było zresztą więcej.

Nie ucieknie z okrętu
66-letni szkoleniowiec zjadł zęby na piłce, ale przyznaje, że obecna sytuacja należy do najtrudniejszych. – Zbyt mocno jestem związany ze Stalą i mieleckim środowiskiem, by nie odbierać tego co się dzieje emocjonalnie. Bardzo przeżywam wszystkie porażki. Są dni, gdy najchętniej rzuciłbym wszystko w diabły, ale to byłoby jak ucieczka z tonącego okrętu. Choć gdybym miał pewność, że moja rezygnacja pomoże drużynie, nie wahałbym się ani przez minutę – zdradza Włodzimierz Gąsior. Podkreśla, że i zawodnicy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność. – Rozumiem ich frustrację. Zaliczyliśmy falstart i nie możemy odbudować się psychicznie. Brakuje zwycięstw, ale żeby zdobywać punkty, trzeba wykorzystywać okazje. Ze Stalą Rzeszów przegraliśmy na własne życzenie. Sto razy oglądałem akcję Sebastiana Łętochy i do teraz nie wiem, dlaczego nie podał do świetnie ustawionego Słotwińskiego albo sam nie uderzył.

Agresywnie na Hiszpanów
Najbliższy rywal Stali wiosną imponuje, choć ostatnio poległ 0-3 w derbach z Olimpią. – W Concordii ton nadają obcokrajowcy, głównie świetnie wyszkoleni technicznie Japończycy i Hiszpanie. Jak będą mieć kawałek placu, to może się zrobić niewesoło. Dlatego trzeba zagrać bardzo agresywnie, być blisko rywala. Nie będziemy czekać, aż Concordia coś zrobi, tylko sami przejmiemy inicjatywę. Taki jest plan, bo innego być nie może – klaruje Gąsior.

STAL M. – CONCORDIA
środa, godz. 19

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.