
FINAŁOWY TURNIEJ LŚ. Historyczny brąz polskiej reprezentacji.
Brązowym medalem zakończyli udział w finałowym turnieju Ligi Światowej rozgrywanym od środy do niedzieli polscy siatkarze.
Biało-czerwoni po raz piąty zagrali w finałowej imprezie, a po raz trzeci w meczu o trzecie miejsce i zgodnie z przysłowiem do trzech razy sztuka sięgnęli po pierwszy w historii LŚ medal.
Brązowe medale są sporym osiągnięciem dla ekipy trenera Andrei Anastasiego, tym bardziej gdy spojrzy się w jakich bólach rodził się ten sukces. Najpierw nasz zespół stracił będącego w wysokiej formie Zbigniewa Bartmana (kontuzja mięśnia brzuchatego łydki). Później przyszedł katastrofalny występ w pojedynku z Włochami, po którym szanse biało-czerwonych były już mocno czysto teoretyczne. Wydawało się, że znów z medal nic nie będzie… ale wydarzył się cud.
Najpierw Bułgarzy, którzy mieli jeszcze mniejsze szanse na awans od naszego zespołu pokonali Włochów, którzy byli niemal pewniakiem do gry w półfinale. Natomiast w wieczornym, piątkowym meczu po niesamowitej walce pokonali Argentynę. Choć biało-czerwoni wyszli na parkiet spięci, a losy meczu co chwilę odmieniały się, w końcówce nasi siatkarze ofiarnie rzucali się o każdą piłkę i gdyby nie 29 punktów fenomenalnego Bartosza Kurka, ocalenie nie byłoby możliwe.
Drużyna walczaków nie pęka
– Woli walki nam nigdy nie zabraknie, bo to jest drużyna walczaków, która nie odpuszcza i gra do końca – mówił po spotkaniu z Argentyną, Krzysztof Ignaczak. – Wiadomo, że zdarzają się słabsze mecze, ale dziś pokazaliśmy charakter i jesteśmy z siebie dumni, że dokonaliśmy naprawdę fajnej rzeczy. Jesteśmy kolektywem, gramy jako zespół. Nas nie interesują żadne statystyki. Ja mogę być na ostatnim miejscu, byleby zespół wygrywał – dodaje w swoim stylu libero Asseco Resovii, któremu w półfinałowym meczu Rosjanie dawali się we znaki potężną zagrywką. – Tłukli niemiłosiernie po 111 km na godzinę i było bardzo ciężko – mówi Igła.
Trener Andrea Anastasi mimo porażki był zadowolony z tego co pokazali jego podopieczni w półfinale. – Różnice w tym spotkaniu uczyniła zagrywka Rosjan. Pokazaliśmy walkę i charakter, dlatego jestem zadowolony ze swoich podopiecznych. Widzę świetlaną przyszłość przed naszą reprezentacją. Nasi rywale okazali się lepsi, ale jeszcze raz podkreślam jestem dumny z tego jak się zaprezentowaliśmy – stwierdził Anastasi.
Horroru już nie było
W walce o brąz biało-czerwoni w pojedynku z Argentyną nie zafundowali już takiego horroru jak w fazie grupowej, choć zaciętej walki nie brakowało. – Nie jesteśmy najmocniejszą reprezentacją, jaką Polska może wystawić, nie ukrywajmy tego. Gramy jednak siłą charakterów, wciąż zdobywamy doświadczenie. Dysponujemy wyrównaną drużyną i każdy z nas ma zmiennika, który może zagrać na tym samym poziomie. Ten medal jest sporym sukcesem – mówi lider biało-czerwonych Bartosz Kurek, a Piotr Gruszka dodaje.
– To jest nowa drużyna, dużo młodzieży, debiutantów. Stąd może te wahania dyspozycji, bo to jest w jakimś stopniu normalne, ale zespół się dociera. Walczymy, tak jak obiecaliśmy sobie na początku. Mecze są nierówne, ale się układają jak na razie. Trudne mecze dodają więcej sił zespołowi, bo w takich warunkach zespół się lepiej tworzy, niż gdyby wszystko miało iść łatwo – mówi 34-letni Gruszka, który w Gdańsku zaliczył 150 występ w reprezentacji Polski w historii gry w LŚ.
Oprócz brązowego medalu LŚ, Polska reprezentacja zainkasowała 40 punktów do rankingu FIVB i awansowała o dwa miejsca (z 10 na 8 wyprzedzając Niemców i Argentyńczyków) co jest niezwykle istotne w kontekście kwalifikacji do igrzysk olimpijskich w Londynie 2012.
Polska-Argentyna 3:0 (25:18, 25:23, 25:22)
Polska: Piotr Nowakowski (7), Grzegorz Kosok (7), Bartosz Kurek (14), Jakub Jarosz (17), Michał Ruciak (2), Łukasz Żygadło (4) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Michał Kubiak (4).
Argentyna: Facundo Conte (14), Rodrigo Quiroga (3), Sebastian Sole (5), Federico Pereyra (8), Pablo Crer (8), Luciano de Cecco (3) i Alexis Gonzales (libero) oraz Lucas Ocampo (3), Nicolas Uriarte (1).
Rafał Myśliwiec



