
SANDOMIERZ. Korzenie ustabilizują skarpę.
Minęły dwa lata od potężnej ulewy, a królewskie miasto dalej walczy z jej skutkami. Deszcz jak z biblijnego potopu, na szczęście krótszy, dał się porządnie we znaki wzgórzu, na którym stoi historyczne stare miasto. Utrzymanie stabilności gruntu sporo kosztuje, ale dzięki temu człowiek wygrywa walkę z żywiołem.
Latem 2011 r. deszcze rozmiękczyły sandomierskie wzgórza na tyle poważnie, że sporo miejskiej infrastruktury zwyczajnie spłynęło w dół. Tak stało się chociażby z Kozimi Schodkami, które są nie lada atrakcją i były naprawiane w pierwszej kolejności.
Ostatnie prace po pamiętnej ulewie
Pojawienie się ekip remontowych na Podwalu Górnym było zaskoczeniem dla mieszkańców, a to ciąg dalszy napraw szkód sprzed dwóch lat. Istnieje poważna obawa, że skarpa na której wsparta jest zachodnia część starówki, a przynajmniej jej wierzchnia warstwa, przy podobnej ulewie popłynie. Dlatego teraz jest wzmacniana geokratą. Ta specjalna siatka zostanie przykryta warstwą ziemi, a na niej zostaną zasadzone rośliny z mocnym systemem korzeniowym. To powinno zatrzymać nawet zmiękczoną wodą odkrytą część staromiejskiej skarpy.
Prace na Podwalu potrwają do września. Sandomierz otrzymał na nie przeszło półmilionową dotację z rządowych funduszy na usuwanie klęsk żywiołowych. Przed rokiem w inny, bardziej kosztowny sposób była zabezpieczana skarpa przy ul. Zamkowej oraz samo wzgórze zamkowe. Tam musiały być wbijane betonowe słupy, albo wstrzykiwano ciekły beton do nawierconych w zboczach dziur.
Jerzy Mielniczuk


