Zabił niedźwiedź, a może człowiek?

Poszukiwania zaginionego mieszkańca Olszanicy prowadzone m.in. przez policjantów. Ciało znaleziono, ale nie wiadomo, dlaczego zginął. Fot. Policja
Poszukiwania zaginionego mieszkańca Olszanicy prowadzone m.in. przez policjantów. Ciało znaleziono, ale nie wiadomo, dlaczego zginął. Fot. Policja

OLSZANICA. To jedno z najtrudniejszych śledztw obecnie prowadzonych na Podkarpaciu.

W październiku ubiegłego roku znaleziono ciało 61-letniego mieszkańca Olszanicy. Początkowe komunikaty mówiły o tym, że człowiek został zabity przez niedźwiedzia. Byłby to pierwszy tego typu przypadek w Polsce od 1927 roku. Biegli z krakowskiego zakładu medycyny sądowej uznali jednak, że mężczyznę nie zabił niedźwiedź, a… człowiek. – Co tu dużo mówić. Sami jesteśmy bardzo zdziwieni tym obrotem sprawy – mówiła wówczas Maria Chrzanowska, szefowa leskiej Prokuratury Rejonowej. Jednak tydzień temu przyszła do prokuratury uzupełniająca opinia biegłych, którzy skłaniają się jednak ku temu, że 61-latek został zabity przez niedźwiedzia. Tak naprawdę jednak rozłożyli ręce, bo z takim przypadkiem nie mieli jeszcze nigdy do czynienia.

Mężczyznę, który wyszedł do lasu, a nie wracał, zaczęła szukać rodzina. Nie dało to jednak rezultatów, dlatego zawiadomiła policjantów, a ci wspólnie z GOPR-owcami zaczęli poszukiwania zaginionego. Podczas tych poszukiwań właśnie ratownicy GOPR przeżyli mrożącą krew w żyłach przygodę. Zaatakował ich niedźwiedź. Ratownicy zostawili swojego quada i zaczęli uciekać. Później okazało się, że w pobliżu tego miejsca leży ciało zaginionego. Początkowo wiele wskazywało na to, że zabił go niedźwiedź. Sprawa miała być prosta. Tyle że nastąpił nagły zwrot. Po sekcji zwłok biegli określili, że mężczyzna miał rany cięte nóg i przedramienia. Co więcej, ciało miało wiele ran drążących, czyli inaczej mówiąc, kłutych na twarzy i głowie. Rany te miały być zadane jakimiś narzędziami. Mieszkaniec Olszanicy miał połamane również kości czaszki. Śledczy postanowili poprosić o opinię uzupełniającą. Czekali kilka miesięcy i tydzień temu przyszła ona do prokuratury w Lesku.

Rany mogły powstać w wyniku ataku niedźwiedzia
O ile za pierwszym razem krakowscy biegli, którzy uznawani są za jednych z najlepszych w Polsce, wykluczali zabicie mężczyzny przez dzikie zwierzę, to teraz już nie są tego pewni. Okazuje się, że rany zadane narzędziem kończystym, a więc np. szpikulcem, mogą także pasować do ran po wbitych pazurach niedźwiedzia. Dlaczego biegli nie mogą określić, czy 61-latek został zamordowany, czy do jego śmierci przyczynił się niedźwiedź? Między innymi dlatego, że zwłoki znajdowały się w stanie znacznego procesu gnilnego. Jest także drugi powód. – Biegli zaczęli zgłębiać fachowe piśmiennictwo dotyczące śmierci człowieka, którą spowodowało zwierzę. Takiej literatury jest jednak niewiele, bo ostatni przypadek zabicia człowieka przez niedźwiedzia w Polsce miał miejsce jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku. Prędzej można coś znaleźć na temat psów czy wilków, które zabiły człowieka, stąd opinia nadal nie mówi nam jednoznacznie, kto spowodował śmierć tego człowieka – mówi prokurator Chrzanowska. – Pierwsza opinia wykluczała udział niedźwiedzia, ale ta uzupełniająca, choć nie potwierdza, to jednak pozwala przypuszczać, że zabić mężczyznę mógł jednak niedźwiedź, choć biegli w sposób jednoznaczny nie potrafią tego określić – dodaje.

Biegli wciąż badają znalezione na miejscu zdarzenia różne dowody rzeczowe, a także odzież zmarłego. W śledztwie badane są różne hipotezy na czele z zabójstwem włącznie. Mężczyzna mógł zostać zamordowany np. przez kłusowników lub przemytników, bo np. był świadkiem czegoś, czego nie miał prawa zobaczyć. Rany zadane przez niedźwiedzia mogły z kolei powstać po śmierci, kiedy niedźwiedź zainteresował się ciałem. Czy uda się kiedykolwiek rozwikłać tę kryminalną zagadkę?

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.