
PRZEMYŚL. 56-letnia głuchoniema zginęła od ciosów najprawdopodobniej rozbitą butelką.
W piątek (31 sierpnia) sąsiadka małżeństwa głuchoniemych z przemyskiej ulicy Głowackiego zawiadomiła policję o tym, że w mieszkaniu opodal stało się coś strasznego. Przebyli na miejsce funkcjonariusze znaleźli tam zwłoki gospodyni, 56-latki. Kobieta zmarła wskutek krwotoku zewnętrznego, zadano jej 6 lub 7 ran ciętych w głowę, stosunkowo płytkich, ale i tak spowodowały śmierć. O ten czyn podejrzewa się jej 52-letniego męża, podobnie jak kobieta głuchoniemego. Jacek Ch. w chwili zatrzymania był kompletnie pijany, miał 2 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu.
Głowackiego to krótka ulica na przemyskim Starym Mieście, raczej przynajmniej z pozoru – spokojna. Mieszkanie rodziny Ch. znajduje się w odnowionym budynku, z wierzchu robiącym dobre wrażenie, gorzej z klatką schodową, ale i ta najgorsza nie jest. Lokum, w którym doszło do tragedii nietrudno znaleźć, sąsiedzi wskazują ostatnie piętro, a tam już tylko jedne drzwi są oklejone taśmą z napisem „policja”. Trudniej dowiedzieć się czegokolwiek od sąsiadów, a już szczególnie tak z imienia i nazwiska. – My nic nie wiemy, mieszkamy tu od dwóch dni – zarzeka się młoda, sympatyczna para. – To ja zgłosiłam sprawę na policję, nic nie mogę na ten temat mówić – tłumaczy z kolei kobieta w średnim wieku. – Mało ich znałem, bo kontakt z nimi był utrudniony, wiadomo, nie słyszeli, nie mówili dobrze – tłumaczy z kolei inny sąsiad. – Uciążliwi bywali w tym sensie, że głośno się zachowywali, bo nie mieli świadomości, że hałasują, sami tego przecież nie słyszeli – wyjaśnia mężczyzna. – No tak, wypić to lubili, chyba, bo ja z nimi kontaktów jakichś nie utrzymywałem – zastrzega inny pan z sąsiedztwa. – Podobno ten pan miał już jakieś sprawy w związku ze znęcaniem się nad rodziną, ale szczegółów nie znam – podkreśla. – Siedział chyba, ale co i jak dokładnie, to nie wiem. Dzieci mieli, chyba dwoje – podaje skąpe informacje.
Rodzina znana była miejscowej policji z interwencji, wobec niej wdrożono także procedurę „niebieskiej karty”. Feralnego piątku (31 sierpnia) na policję zadzwoniła sąsiadka rodziny Ch., ta sama, która nie chciała z nami rozmawiać, bo jak podkreślała, nie wolno jej udzielać żadnych informacji. – 56- etnia denatka miała 6 do 7 ran ciętych głowy – wyjaśnia zastępca prokuratora okręgowego w Przemyślu, prok. Beata Starzecka-Skrzypiec. – Jak wynika z badań sekcyjnych zwłok, to te obrażenia, choć dość powierzchowne wywołały krwotok zewnętrzny, którego następstwem był zgon – precyzuje. – O zadanie tych ran podejrzany jest mąż denatki, 52-letni Jacek Ch., którego zatrzymano. W chwili zatrzymania był nietrzeźwy, miał w wydychanym powietrzu 2 prom. alkoholu – mówi prok. B. Starzecka-Skrzypiec. – Na razie nie określono precyzyjnie czasu zgonu 56-latki – dodaje.
W sobotę (1 września) podejrzany Jacek Ch. został doprowadzony do przemyskiej Prokuratury Okręgowej, gdzie był przesłuchiwany. Musiano w tym celu skorzystać z pomocy tłumacza języka migowego. – Podejrzany przyznał się do zarzucanego mu czynu, to jest spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem był zgon – informuje prok. B. Starzecka-Skrzypiec. Mężczyźnie grozi nawet dożywocie.
Monika Kamińska


