
TBL. Jezioro w pojedynku z Rosą nieźle trzymało się przez trzy kwarty.
„Jeziorowcy” ponieśli kolejną – już szóstą porażkę z rzędu – przegrywając z czwartym zespołem ub. sezonu różnicą szesnastu punktów. O zwycięstwie Rosy zadecydowała lepsza dyspozycja strzelecka w IV kwarcie meczu i dłuższa ławka rezerwowych.
Tarnobrzeżanie rozpoczęli spotkanie od świetnej serii 12:0. Pierwsze punkty dla gości po trzech minutach meczu zdobył Majewski. Bardzo dobrze w ekipie gospodarzy radził sobie jednak Williams i to po jego kolejnych punktach Jezioro wygrywało 22:13. Rosa w pierwszej kwarcie odrobiła jednak większość strat. Akcja Adamsa na początku II kwarty dała radomianom pierwszej prowadzenie. W pewnym momencie zespół trenera Wojciecha Kamińskiego prowadził już siedmioma punktami. Ostatecznie po pierwszej połowie ekipa z Radomia wygrywała 42:21.
Po przerwie na prowadzenie wyszli gospodarze. Po „trójce” Walla gospodarze wygrywali 50:44, ale z czasem coraz bardziej zaczęła zarysowywać się przewaga Rosy. Po akcji Turka radomianie wyszli na prowadzenie 61:57 i nie oddali go już do końca. Ostatnia część meczu była już pod zdecydowaną kontrolą gości, którzy zdobyli z rzędu dziewięć punktów i było już po meczu.
– Widać było szczególnie w IV kwarcie, że mamy dłuższą ławkę rezerwowych, szerszą rotację i zdominowaliśmy wydarzenia na boisku. Cieszy nas wygrana, bo ostatni nie graliśmy dobrze – mówił zadowolony Wojciech Kamiński, szkoleniowiec Rosy. Zupełnie inne nastroje panowały w ekipie gospodarzy. – Dopóki graliśmy w miarę zespołowo, to ta gra się kleiła. Była ambicja, wola walki i dobra obrona – opisuje trener Zbigniew Pyszniak. – W II połowie momentami za dużo było indywidualnej gry z naszej strony. Podejmowaliśmy złe decyzje, a przeciwnik nam odjeżdżał. Brakowało też szybkiego ataku. Rosa grała konsekwentnie. Za dużo w pewnym momencie wierzymy w rzut, a trzeba troszkę pobronić, bo jak była defensywa, to jakoś to wszystko wyglądało. Kilka razy się nie wróciliśmy do obrony, a rywal nas skontrował – stwierdza szkoleniowiec Jeziora, a środkowy Daniel Wall dodaje. – Dopóki starczyło sił, czyli przełom III i IV kwarty, to graliśmy jak równy z równym. Kiedy zmęczenie dało się we znaki, to zrobiliśmy parę głupich strat i to ustawiło już mecz. Rywal nam odjechał. Mimo tych braków kadrowych to i tak nie wyglądało to aż tak źle – uważa rodowity Daniel Wall, rodowity radomianin.
JEZIORO Tarnobrzeg 69
ROSA Radom 85
(22:21, 19:21, 16:19, 12:24)
JEZIORO: Johnson 18 (3×3, 8 a), Williams 17 (3×3, 11 zb), Wall 16 (2×3, 5 s), Patoka 7 (1×3, 7 zb), Miller 3 (1×3) oraz Wysocki 5 (1×3), Kozłow 3 (1×3), Pandura 0
ROSA: Turek 19 (1×3), Sokołowski 15 (2×3), Gibson 12 (1×3, 7 zb), Majewski 3 (1×3), Witka 2 oraz Mirković 11 (2×3), Adams 8 (9 zb), Jeszke 7 (1×3), Szymkiewicz 5, Łączyński 3 (1×3).
Sędziowali: M. Kowalski, T. Trojanowski i M. Chrakowiecki. Widzów 800.
rm


