
RZESZÓW, DĘBICA. – Była wredna, wulgarna. Ciągle gadała i gadała. Strasznie mnie denerwowała. Nie mogłem wytrzymać – tłumaczy przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie Grzegorz O. (31 l.) z Dębicy.
– Ona zginęła z mojej ręki, ale tego nie pamiętam – twierdzi Grzegorz O. (31 l.) z Dębicy, który jest oskarżony o zabójstwo swojej 25-letniej narzeczonej, Anny W. Mężczyzna miał ją najpierw ogłuszyć pałką, a potem zadać 80 ciosów nożem. – Cierpiała, chciałem ją dobić – wyjaśnia w jednym z przesłuchań. Dlaczego zabił? Z zazdrości czy dlatego, że kobieta chciała od niego odejść?
Do tragicznego zdarzenia doszło 10 lutego 2012 r. w mieszkaniu sprawcy przy ul. Głowackiego w Dębicy.
Anna W. po czterech latach burzliwego związku postanowiła odejść od Grzegorza O. Zgodnie z umówionym wcześniej spotkaniem, przyszła do Grzegorza po swoje rzeczy. Przyniosła ze sobą dwa piwa, które wspólnie wypili.
– Spotkaliśmy się koło 16. Rozmawialiśmy o nas, o związku. Od tej głupiej wróżki wszystko się zaczęło (Anna miała skorzystać z porady wróżki, co nie spodobało się jej partnerowi – przyp. red.) – wyjaśnia przed sądem Grzegorz O. – Broniła jej, zaczęła obrzydzać moje życie. Podnosiła głos. Prosiłem, żeby przestała, żeby nie robiła mi wstydu. Mówiłem, że moje nerwy już nie wytrzymują – kontynuuje. – Mówiła, że jestem skończonym ch… Krzyczała: „zdradzałam cię ty ch…”! Była strasznie chamska, nie wytrzymałem tego. Tyle razy prosiłem! – tłumaczy.
Żeby się uspokoiła…
Para poszła do łazienki zapalić. Grzegorz O. po drodze miał wziąć pałkę do ogłuszania ryb. Jak zeznaje, Ankę uderzył parę razy, żeby się „uspokoiła i opamiętała”. 25-latka miała zacząć krzyczeć, co miało jeszcze bardziej rozwścieczyć oprawcę. – Upodliła mnie do tego stopnia, że poszedłem po nóż – zeznaje O. – I mówię jej, że przez taką francę muszę popełnić samobójstwo – dodaje. W tym momencie miało dojść do tragedii.
W wyniku 80 uderzeń nożem w okolicy szyi i głowy kobieta zmarła. Na pytania sądu, jak to się stało, że nie targnął się na swoje życie, jak planował, ale zaatakował kobietę, oskarżony nie potrafi odpowiedzieć, zasłaniając się niepamięcią. – Tak krzyczała i nakręcała mnie, że zadawałem uderzenia – mówi O.
31-latek twierdzi, że nie chcąc, żeby kobieta cierpiała, postanowił ją dobić. Później miał butem sprawdzić, czy kobieta jeszcze żyje, przebrać się, umyć twarz oraz nóż i wyjść z domu. Następnego dnia został zatrzymany przez policję nad Wisłoką.
Według Prokuratury Rejonowej w Dębicy, mężczyzna działał z zamiarem zabójstwa i to w wyniku zadanych przez niego obrażeń W. zmarła. Za zabójstwo grozi mu nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Ewelina Nawrot



2 Responses to "Zadźgał narzeczoną. Butem sprawdził czy żyje i wyszedł"