Zafajdany pomnik

W samym centrum Rzeszowa, piedestał pomnika Walk Rewolucyjnych jest notorycznie zawalany ptasimi odchodami i są one sprzątane tylko sporadycznie. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Gołębie brudzą pomnik, nikt tego nie sprząta. Miasto nie ma prawa oczyszczać prywatnego terenu, na którym stoi monument Walk Rewolucyjnych.

Odpadający tynk, popisane ściany i mnóstwo ptasich odchodów – tak prezentuje się piedestał pomnika Walk Rewolucyjnych w Rzeszowie. Monument od kilkudziesięciu lat uchodzi za wizytówkę miasta, ale z każdym rokiem coraz bardziej straszy rzeszowian i osoby przyjezdne. Rzadko ktoś sprząta zabrudzone przy pomniku schodki, a miejsce to upodobały sobie gołębie, które pozostawiają zwały odchodów. Niestety, służby miejskie nie mogą oczyścić piedestału pomnika, bo obiekt nie jest własnością miasta, a ojców bernardynów.

– Syf, brud, odchody ptasie – tak wyglądają okolice pomnika Walk Rewolucyjnych – mówi jeden z mieszkańców Rzeszowa. – To wstyd dla miasta. Nikt nic nie robi, żeby wysprzątać to miejsce. Skutkiem braku działań w tej sprawie może być ptasia grypa.

Plac, na którym stoi pomnik Walk Rewolucyjnych nie należy do miasta, a do zakonu ojców bernardynów. Usunięcia tego monumentu domaga się Instytut Pamięci Narodowej i wydał opinię, że propaguje komunizm. Jednak dotąd nie zapadła decyzja o jego wyburzeniu. Większość mieszkańców (jak wynika z badań socjologów) jest za jego pozostawieniem. Działkę, na której stoi monument, w 2006 roku rzeszowscy radni przekazali bernardynom za symboliczny 1 procent jej wartości, czyli za 30 tys. zł. Była to forma zwrotu terenów, które zostały za czasów PRL-u zabrane zakonnikom.

Zakonnicy chcieliby, żeby pomnika nie było na ich działce. Tylko że musieliby ponieść koszty jego likwidacji. A są one spore. Szacunkowo to minimalnie 900 tys. zł, a maksymalnie od 5 do 6 mln zł. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zdarzało się, że czasem zakonnicy zlecali oczyszczanie pomnika z gołębich odchodów. Ale nawet, gdy je usunięto, to wkrótce znów piedestał nimi był zabrudzony. Żeby było czysto, trzeba byłoby dwa razy w tygodniu regularnie oczyszczać piedestał monumentu. Niestety, dotąd ani razu tak się nie stało.

W czwartek i piątek w ub. tygodniu próbowaliśmy uzyskać wyjaśnienia w tej sprawie w klasztorze ojców Bernardynów. Niestety, ojciec Rafał Klimas, proboszcz parafii oo. Bernardynów, nie odbierał telefonu. 

– Straż Miejska co jakiś czas zgłasza właścicielowi terenu – ojcom Bernardynom – żeby oczyścili z odchodów ptasich pomnik Walk Rewolucyjnych – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa. – Prawo nam nie pozwala sprzątać na terenie prywatnym i nie możemy wydawać na ten cel państwowych pieniędzy.

W obronie pomnika Walk Rewolucyjnych stanęła Rzeszowska Fundacja Stacja Rzeszów Dziki. Jej przedstawiciele są przeciwni jego wyburzeniu. Przekonują, że gdyby właściciele terenu, na którym stoi monument, wystąpili o uznanie go za zabytek, to otrzymaliby pieniądze na jego konserwację i na sprzątanie odchodów.

– To właściciele terenu,  na którym stoi pomnik, są odpowiedzialni za usuwanie odchodów po gołębiach – wyjaśnia Bartłomiej Garncarczyk z Fundacji Rzeszowskiej Stacja Rzeszów Dziki. – Jednak z tego co wiem, nawet gdy zakonnicy zlecą oczyszczenie schodów przed monumentem, to zaraz znów ptaki nabrudzą. W ubiegłym roku, w maju, dwóch działaczy Stacji Rzeszów Dziki wspólnie z przedstawicielem Bernardynów zabrali się za oczyszczenie pomnika. W ruch poszedł skrobak, szufle i łopata. W ciągu godziny zebraliśmy odchody do worków i je wywieźliśmy. To była spontaniczna akcja. Nasza fundacja ma kompetencje do tego typu działań, ale to zadanie dla bernardynów, bo to ich teren.  

Mariusz Andres

16 Responses to "Zafajdany pomnik"

Leave a Reply

Your email address will not be published.