
RZESZÓW. Gołębie brudzą pomnik, nikt tego nie sprząta. Miasto nie ma prawa oczyszczać prywatnego terenu, na którym stoi monument Walk Rewolucyjnych.
Odpadający tynk, popisane ściany i mnóstwo ptasich odchodów – tak prezentuje się piedestał pomnika Walk Rewolucyjnych w Rzeszowie. Monument od kilkudziesięciu lat uchodzi za wizytówkę miasta, ale z każdym rokiem coraz bardziej straszy rzeszowian i osoby przyjezdne. Rzadko ktoś sprząta zabrudzone przy pomniku schodki, a miejsce to upodobały sobie gołębie, które pozostawiają zwały odchodów. Niestety, służby miejskie nie mogą oczyścić piedestału pomnika, bo obiekt nie jest własnością miasta, a ojców bernardynów.
– Syf, brud, odchody ptasie – tak wyglądają okolice pomnika Walk Rewolucyjnych – mówi jeden z mieszkańców Rzeszowa. – To wstyd dla miasta. Nikt nic nie robi, żeby wysprzątać to miejsce. Skutkiem braku działań w tej sprawie może być ptasia grypa.
Plac, na którym stoi pomnik Walk Rewolucyjnych nie należy do miasta, a do zakonu ojców bernardynów. Usunięcia tego monumentu domaga się Instytut Pamięci Narodowej i wydał opinię, że propaguje komunizm. Jednak dotąd nie zapadła decyzja o jego wyburzeniu. Większość mieszkańców (jak wynika z badań socjologów) jest za jego pozostawieniem. Działkę, na której stoi monument, w 2006 roku rzeszowscy radni przekazali bernardynom za symboliczny 1 procent jej wartości, czyli za 30 tys. zł. Była to forma zwrotu terenów, które zostały za czasów PRL-u zabrane zakonnikom.
Zakonnicy chcieliby, żeby pomnika nie było na ich działce. Tylko że musieliby ponieść koszty jego likwidacji. A są one spore. Szacunkowo to minimalnie 900 tys. zł, a maksymalnie od 5 do 6 mln zł. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zdarzało się, że czasem zakonnicy zlecali oczyszczanie pomnika z gołębich odchodów. Ale nawet, gdy je usunięto, to wkrótce znów piedestał nimi był zabrudzony. Żeby było czysto, trzeba byłoby dwa razy w tygodniu regularnie oczyszczać piedestał monumentu. Niestety, dotąd ani razu tak się nie stało.
W czwartek i piątek w ub. tygodniu próbowaliśmy uzyskać wyjaśnienia w tej sprawie w klasztorze ojców Bernardynów. Niestety, ojciec Rafał Klimas, proboszcz parafii oo. Bernardynów, nie odbierał telefonu.
– Straż Miejska co jakiś czas zgłasza właścicielowi terenu – ojcom Bernardynom – żeby oczyścili z odchodów ptasich pomnik Walk Rewolucyjnych – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa. – Prawo nam nie pozwala sprzątać na terenie prywatnym i nie możemy wydawać na ten cel państwowych pieniędzy.
W obronie pomnika Walk Rewolucyjnych stanęła Rzeszowska Fundacja Stacja Rzeszów Dziki. Jej przedstawiciele są przeciwni jego wyburzeniu. Przekonują, że gdyby właściciele terenu, na którym stoi monument, wystąpili o uznanie go za zabytek, to otrzymaliby pieniądze na jego konserwację i na sprzątanie odchodów.
– To właściciele terenu, na którym stoi pomnik, są odpowiedzialni za usuwanie odchodów po gołębiach – wyjaśnia Bartłomiej Garncarczyk z Fundacji Rzeszowskiej Stacja Rzeszów Dziki. – Jednak z tego co wiem, nawet gdy zakonnicy zlecą oczyszczenie schodów przed monumentem, to zaraz znów ptaki nabrudzą. W ubiegłym roku, w maju, dwóch działaczy Stacji Rzeszów Dziki wspólnie z przedstawicielem Bernardynów zabrali się za oczyszczenie pomnika. W ruch poszedł skrobak, szufle i łopata. W ciągu godziny zebraliśmy odchody do worków i je wywieźliśmy. To była spontaniczna akcja. Nasza fundacja ma kompetencje do tego typu działań, ale to zadanie dla bernardynów, bo to ich teren.
Mariusz Andres




16 Responses to "Zafajdany pomnik"