RESOVIA – MOTOR LUBLIN. Na trybunach siedział trener Ruchu Chorzów. Po meczu chwalił rzeszowską młodzież.
– Wiele osób skreśliło nas przed meczem. Ten wynik to odpowiedź dla wszystkich niedowiarków. Nasza młodzież udowodniła, że potrafi grać w piłkę i posiada ogromne serce do walki – podkreślał z dumą na konferencji prasowej Szymon Grabowski, II trener Resovii. „Pasiaki” po raz drugi w tym sezonie ograły Motor.
Resovia na finiszu imponuje skutecznością. Nawet jeśli nie gra pięknie, i tak punktuje. To było już czwarte z rzędu zwycięstwo. Tym cenniejsze, iż stało się udziałem małolatów. Z powodu kartek i kontuzji w zespole gospodarzy nie mogło wystąpić 5 kluczowych zawodników. W kadrze znalazło się zatem aż 11 młodzieżowców i tylko dwóch piłkarzy urodzonych w latach 80. XX wieku. Średnia wieku graczy, którzy rozpoczęli pojedynek na szczycie, wyniosła ledwie 23 lata. A taki Jakub Konefał (rocznik 1996) właśnie w sobotę zadebiutował w III lidze.
Mecz sam się nie wygra
Gospodarzom może i brakowało jakości, ale ambicji mógłby im pozazdrościć niejeden zespół. Podkreślał to trener lublinian Mariusz Sawa. – Resovia zasłużyła na 3 punkty. Moim zawodnikom wydawało się, że gdy naprzeciwko staje młodzież, mecz sam się wygra. Przeliczyli się. Zanim się obudziliśmy, było 0-1. Potem coś próbowaliśmy, lecz niewiele z tego wynikało – przyznawał.
Jedynego gola zdobył już na początku spotkania Bartłomiej Makowski. Stoper Resovii wykorzystał karnego podyktowanego za dotknięcie piłki ręką przez Rafała Króla. – Sędzia się pomylił. Trzymałem ręce przy sobie, rywal nabił mnie z metra – zaklinał się pomocnik Motoru. – W tym sezonie gwiżdżą przeciwko nam strasznie dziwne karne. Ten również taki był. To oczywiście żadne tłumaczenie. Mieliśmy cały mecz, żeby odrobić straty – dodał trener Sawa. Co ciekawe, jego podopieczni inaczej spoglądali na boiskowe wydarzenia. – Zagraliśmy dobry mecz – tłumaczył zdumionym dziennikarzom Król.
Popędził na porodówkę
Motor przycisnął jedynie w końcówce, gdy resoviacy grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Kacpra Ropa. Nerwówki można było uniknąć, ale podczas kilku szybkich wypadów pod lubelską bramkę, gospodarzy gubił brak spokoju. Najbliższy szczęścia był natomiast po bombie z 25 metrów Daniel Wilk – zmierzającą w okienko piłkę w świetnym stylu na róg wybił jednak Paweł Lipiec.
– Graliśmy zrywami. Chwilami lepiej, chwilami gorzej. To był kolejny trochę dramatyczny mecz, ale widocznie wracamy do tradycji, bo kiedyś na tym polegał urok Resovii – przekonywał Grabowski, który zwycięstwo zadedykował żonie. – Właśnie rozpoczęła akcję porodową, więc pędzę do niej. Będzie druga córka – rzucił na pożegnanie.
RESOVIA 1
MOTOR Lublin 0
(1-0)
1-0 Makowski (6. – karny)
RESOVIA: Pietryka – Wilk, Makowski, Tabaka, Konefał – Adamski, Grześkiewicz (46. Fedan), Sadecki, Rop, Dziedzic (90. Ząbkiewicz) – Mołdoch (69. Skuba, 90. Bieniasz).
MOTOR: Lipiec – Kazubski, Karwan, Komor, Falisiewicz (35. Kosiarczyk) – Mroczek (75. Jabkowski), Piekarski, Król, Stachyra, Majewski – Wolski (57. Czułowski).
Sędziował: Arkadiusz Łaszkiewicz (Zamość). Żółte kartki: Rop, Sadecki, Adamski – Król. Czerwona kartka: Rop (77., druga żółta). Widzów: 650.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=133176]


