
Równo rok po tym, jak należący do Mariusza S. z Przemyśla pitbul, zagryzł 12-letniego kolegę jego pasierba, ruszył przed przemyskim Sądem Okręgowym proces 50-letniego przemyślanina. S. nie przyznaje się do winy, twierdząc, iż nie miał świadomości, że na posiadanie psów rasy uznawanej za niebezpieczną powinien mieć pozwolenie. Podczas pierwszej rozprawy oskarżony płakał tak bardzo, że sąd musiał zarządzić przerwę. Kolejne rozprawy zaplanowano na najbliższy wtorek (5 października), a następnie na 8 i 22 października. Mężczyźnie grozi 5 lat pozbawienia wolności.
Tragedia ta wydarzyła się 28 września zeszłego roku. 11-letni Szymon z przemyskiego Zasania zaprosił do swego domu o rok starszego Kamila. W mieszkaniu nie było nikogo z dorosłych, były za to dwa duże psy: Jocker i Katalaja, które – jak się potem okazało – reprezentowały niebezpieczną rasę american pitbull terrier. W trakcie odwiedzin Kamila u Szymona jeden z nich rzucił się na gościa. Dziecko zostało dotkliwie pogryzione i mimo, wysiłków lekarzy, 1 października 2020 roku zmarło. Obrażeń doznał też 11-letni Szymek, pasierb właściciela psów, Mariusza S, na szczęście nie zagrażały one jego zdrowiu i życiu. S. został zatrzymany i przedstawiono mu zarzuty bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia dwóch chłopców, w tym swego pasierba, 11-letniego Szymona, oraz o nieumyślne spowodowanie śmierci jego rok starszego kolegi Kamila. Grozi za to 5 lat za kratkami. Wkrótce Mariusz S. został tymczasowo aresztowany, ale po dość krótkim czasie opuścił areszt. Tymczasem oba psy trafiły do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w podprzemyskich Orzechowcach.
Płakał i nie przyznał się do winy
W sądzie S. odpowiadał zatem z wolnej stopy. Podobnie jak w śledztwie, tak i przed sądem 50-latek konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Twierdził, że nie miał świadomości, iż na posiadanie psów rasy niebezpiecznej powinien mieć wymagane pozwolenie. Do tego wspominał o tym, że psy nigdy nie były agresywne dla domowników ani gości, także podczas imprez typu zabawa sylwestrowa. Na pytania, dlaczego niechętnie widział odwiedziny kolegów u pasierba, utrzymywał, że obawiał się, iż dzieci zniszczą wyposażenie mieszkania, a nie tego, że zaatakuje je któryś z psów. Oskarżony mówił też o karach dla psów. Otóż, jeśli te zrobiły coś zdaniem właściciela złego, były przypinane za szelki do haków umieszczonych w przedpokoju i musiały tak spędzić dwie godziny. Choć wydawałoby się, że Mariusz S. chętnie składa wyjaśnienia w sądzie, odmówił on odpowiedzi na pytania oskarżenia. Oskarżony nie miał jednak kamiennej twarzy i nie okazywał spokoju. Nieustannie szlochał, w pewnej chwili płakał tak bardzo, że sąd musiał zarządzić przerwę w jego przesłuchaniu.
Matka Kamilka chce najsurowszej kary
W sądzie obecna była także mama zmarłego Kamila. Nie umiała powstrzymać łez, gdy prokurator odczytywał, jakich obrażeń przed śmiercią doznało jej dziecko. Dla oskarżonego Mariusza S. matka śp. Kamila chciałaby najsurowszej kary, a także odszkodowania od niego w wysokości 250 tys. zł, o które wystąpiła na drodze cywilnej. Jak zwierzyła się dziennikarce Super Ekspresu, odwiedza codziennie grób synka. Za Kamilem bardzo też tęskni jego siostrzyczka.
Podczas rozprawy oskarżony, jego obrońca, a także oskarżyciele – publiczny i posiłkowy oraz matka zmarłego Kamila obejrzeli nagranie wideo z przesłuchania 11-letniego Szymka, który był naocznym świadkiem tragedii. Dla dziennikarzy ta część rozprawy była niejawna. Nie wiemy zatem, co konkretnie powiedział 11-latek.
Kolejne rozprawy tego procesu zaplanowano na najbliższy wtorek (5 października), a następnie na 8 i 22 października. Choć Szymek był jedynym, jak ustalono w śledztwie, naocznym świadkiem dramatycznych wydarzeń, w procesie powołano wielu innych świadków. Są to m.in biegli z zakresu kynologii i behawiorystki, którzy wypowiedzą się na temat psów biorących udział w tym tragicznym zdarzeniu.
Monika Kamińska



9 Responses to "Zagryzł 12-latka. Ruszył proces właściciela psa"