
SANOK. Pies skatowany prawie na śmierć przez furiata.
Kolejny przejaw bestialstwa wobec zwierząt. Mieszkaniec podsanockich Olchowiec prawie skatował na śmierć psa swojej partnerki. Bił kijem i łopatą, a kiedy wycieńczony psiak stracił przytomność, zakopał go żywcem.
Nic nie zrobiła też wezwana na miejsce policja. – Całkowicie zignorowali temat. Osobiście zawiozłam im zakrwawioną łopatę i kij. Na litość boską, przecież tak nie może być, żeby na oczach ludzi prawie zamordować zwierzę! – mówi zbulwersowana Aneta Zaleska ze Społecznego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i zapowiada, że sprawy nie odpuści. – Złożę w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Horror psa zaczął się w niedzielny poranek, 31 maja. – Mężczyzna, który przebywał wtedy u swojej partnerki, wpadł w szał i zaczął okładać przerażonego psa po całym ciele łopatą. Pies uciekał, wył z bólu, a oprawca gonił go po całym ogrodzie. Wokół mieszkają sąsiedzi. Nie zareagował nikt! Polowanie na pieska trwało ponad trzy godziny. Ślady krwi są wszędzie: na płytkach chodnikowych, ścianach budynku. Kiedy w końcu pies stracił siły, oprawca chciał pochować go żywcem. Pies odzyskał jednak przytomność i wykopał się z ziemi – relacjonuje Aneta Zalewska ze STOnZu.
Kiedy na miejsce przyjechał syn właścicielki psa, od razu wezwał policję. – Owszem, patrol się pojawił, lecz nie zrobił kompletnie nic! O sytuacji dowiedziała się członkini Społecznego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Zadzwoniła do dyżurnego policjanta z zapytaniem o tę interwencję. Dowiedzieliśmy się, że może ktoś chciał psa skarcić! – mówi Aneta Zaleska.
Policja odpowiada, że w sprawie wszczęła postępowanie, które ma wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Właścicielka psa bowiem zaprzecza, że został on pobity. Co innego mówi z kolei jej syn, który wezwał na miejsce policję. Psem zajął się weterynarz. Opatrzył rany, ma też przygotować obdukcję.
– Przemoc wobec zwierząt jest przestępstwem! Dlaczego policjanci nie zatrzymali mężczyzny? Dlaczego natychmiast nie zajęli się sprawą? Po prostu odjechali zostawiając pobitego psa… Czy to w porządku, że policja ignoruje takie sprawy? Czy to w porządku, że sąsiedzi widzą tylko koniec swojego nosa? Nikt, dosłownie nikt przez trzy godziny nie pomógł temu biednemu, skatowanemu psu – podsumowuje Aneta Zaleska ze Społecznego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Martyna Sokołowska



9 Responses to "Zakopał psa żywcem"