Żal było na to patrzeć

PLUSLIGA. Siatkarze Asseco Resovii w trzech setach przeciwko drużynie Jastrzębskiego Węgla zdołali ugrać zaledwie 47 punktów.

Mylił się ten, kto przypuszczał, że Asseco Resovia zdoła pokonać Jastrzębski Węgiel. Mylił się również ten, kto sądził że będzie ona w stanie nawiązać choćby wyrównaną walkę z zespołem z Górnego Śląska. Po beznadziejnej grze, podopieczni Piotra Gruszki dostali tęgie lanie od brązowego medalisty poprzedniego sezonu i ponieśli już 8. porażkę w bieżących rozgrywkach.

ASSECO RESOVIA 0
JASTRZĘBSKI WĘGIEL 3
(12:25, 20:25, 15:25)
ASSECO RESOVIA:
Komenda 2, Schulz 11, Lemański 3, Krulicki 4, Hoag, Rousseaux 3, Perry (libero) oraz Buszek 9, Shoji, Marechal
JASTRZĘBSKI WĘGIEL:
Kampa 3, Konarski 15, Fromm 10, Vigrass 6, Gladyr 11, Fornal 10, Popiwczak (libero) oraz Lyneel (libero), Rusek.
Sędziowali:
Szymon Pindral (Kielce) i Magdalena Niewiarowska (Warszawa). Widzów 4012. MVP: Tomasz Fornal.

Asseco Resovia nadal nie może się wygrzebać z głębokiego kryzysu, czego dowodem był piątkowy pojedynek w hali na Podpromiu. Goście, którzy po raz pierwszy zagrali pod wodzą Slobodana Kovaca, byli w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła lepsi od rzeszowian. Ci z kolei chyba chcieli zabawić się w Świętych Mikołajów, bowiem rozdawali rywalom prezenty na lewo i prawo. Fatalne przyjęcie i równie kiepska gra w ataku były największymi grzechami ekipy Piotra Gruszki w inauguracyjnej partii. W niej Asseco Resovi samodzielnie udało się zdobyć zaledwie… 6 „oczek”, a o jej nieporadności w ataku świadczy fakt, że jej dotychczasowy lider, Nicholas Hoag nie skończył żadnej z 4 prób. Zupełnie inaczej wyglądała dyspozycja Jastrzębia, które bawiło się grą i niemal zmiotło rzeszowian z boiska, wygrywając seta do 12. – Przez ostatnie dwa sezony w Rzeszowie zawsze były bardzo szybkie starcia i przed tym spotkaniem nie spodziewałem się, że tak łatwo nam pójdzie. Wiedziałem, że jesteśmy teraz na fali wznoszącej, że gramy dobrze, poza tym zmiana trenera, która zawsze jest takim pozytywnym bodźcem. Ale że tak dobrze poradzimy sobie z Resovią to nawet nie śniłem. My też przeżyliśmy w tym sezonie ciężki moment, może nie tak ciężki, jak Resovia teraz, ale zdołaliśmy się z niego otrząsnąć i zaczęliśmy wygrywać. Współczuję kolegom z Rzeszowa, bo było ich wielu po drugiej stronie siatki. Na pewno są w sytuacji, która jest bardzo ciężka. Jednak z drugiej strony jest to sytuacja do wyjścia, bo 8 zespołów gra w play-offach i na koniec sezonu nie będzie się liczyło to, jak kto się spisuje w listopadzie czy grudniu, tylko kto skończy na podium – mówił po meczu Jakub Popiwczak, libero Jastrzębskiego Węgla.

Zdmuchnięta iskierka nadziei

Druga partia była najlepsza w wykonaniu rzeszowian, ale marna to pociecha, skoro zdołali w niej ugrać zaledwie 20 punktów. Wprowadzony na boisku Rafał Buszek tchnął nieco wiary w poczynania gospodarzy, którzy prowadzili nawet 16:14. Gdy wśród miejscowych pojawiła się iskierka nadziei na wygranie seta, chwilę później brutalnie została ona zgaszona przez dobrze grających siatkarzy z Jastrzębia. Wszystko wróciło do normy, gdy w polu zagrywki stanął Tomasz Fornal, odrzucając rzeszowian od siatki mocnym serwisem. To z kolei sprawiło, że mieli oni ogromne kłopoty ze skończeniem ataków i drugiego seta także oddali gościom. – Dobrze trenowaliśmy przez ostatni tydzień, więc byłem pewien że nasza gra będzie dobrze wyglądała. Cieszę się, ze nie było spadków dyspozycji, które przytrafiały nam się w tym słabszym dla nas okresie, gdzie traciliśmy 5, 6 punktów, mając wcześniej wysoką przewagę. W Rzeszowie wygrywaliśmy i całą tę przewagę utrzymywaliśmy, a nawet ją powiększaliśmy. Może jakoś bardzo zdziwiony tym nie jestem, ale na pewno bardzo się cieszę że są te 3 punkty bez straty seta – przyznał jeden z bohaterów tej partii w ekipie z Jastrzębia, Tomasz Fornal, MVP całego spotkania. – Przede wszystkim jest nam wstyd, jak gramy i jak ta gra wygląda. Każdy by oddał wszystko, żeby to zmienić i wreszcie zacząć grać dobrze. Ten mecz pokazał, w jakim jesteśmy miejscu, pod jaką presją. Nie mówię tutaj o presji sportowej, czyli wyniku i miejscu, jakie mamy zająć. Każdy z nas sam sobie tworzy już taką presję, że tak bardzo chciałby już zagrać, że tracimy dwa, trzy punkty i ta bańka pęka i od nowa musimy budować pewność siebie. Ciężko się gra w ten sposób i tak naprawdę mogą nas uratować tylko zwycięstwa – przekonywał Grzegorz Kossok, rzeszowski środkowy, który trzy ostatnie sezony spędził w drużynie z Górnego Śląska.

Przeprosiny dla kibiców

Po przegranej drugiej partii skończyła się cierpliwość niektórych kibiców Asseco Resovii, którzy chyba przewidując, co może się wydarzyć w kolejnym secie, zaczęli powoli opuszczać halę na Podpromiu. Tymczasem w rzeszowskiej ekipie nadal działo się źle. Pozbawieni będących nie w pełni sił Marcina Możdżonka i Zbigniewa Bartmana gospodarze znowu była tylko tłem dla rywali i czerwoni ze wstydu, przy akompaniamencie gwizdów publiczności, schodzili do szatni. – Przykrość, zdenerwowanie, wstyd – takie słowa cisną się na usta po takim meczu. Jastrzębianie narzucili presję w zagrywce i wywierali ją na nas, ale my się im niestety nie postawiliśmy. Zagraliśmy kolejny słaby mecz w tym sezonie. Nie przystoi nam tak grać. Możemy tylko przeprosić kibiców i ciężko trenować, tak jak do tej pory i być cierpliwym. Myślę, że tu nie ma jednej przyczyny, a jest ich wiele. Każdy z nas indywidualnie dokłada cegiełkę do tego. Ciężko cokolwiek powiedzieć więcej po takim meczu, bowiem same wulgaryzmy cisną się na usta i to skierowane przede wszystkim do nas samych – mówił po meczu Marcin Komenda, rozgrywający Asseco Resovii. Ta kolejny mecz ligowym rozegra już w najbliższy czwartek w Będzinie. Czy nadal z Piotrem Gruszką w roli trenera? Trudno przewidzieć. Jedno nie ulega jednak wątpliwości – ten tydzień w Asseco Resovii może być naprawdę gorący.

[ngg src=”galleries” ids=”918″ display=”basic_thumbnail”]

One Response to "Żal było na to patrzeć"

Leave a Reply

Your email address will not be published.