
OLIMPIA GRUDZIĄDZ – APKLAN RESOVIA. „Pasiaki” odniosły najbardziej spektakularne zwycięstwo, odrabiając dwubramkową stratę.
Nieporadni ostatnio na obcych boiskach resoviacy potwierdzili w Grudziądzu, że są drużyną absolutnie nieprzewidywalną. Mecze z ich udziałem są jak przygoda w parku rozrywki Cedar Point w USA z największą jej atrakcją – najbardziej stromym na świecie rollercoasterem.
OLIMPIA Grudziądz 3
APKLAN RESOVIA 4
(2-1)
1-0 Papikjan (17.), 2-0 Hirsz (26. – karny), 2-1 Buczek (38.), 2-2 Kaliniec (50.), 2-3 Buczek (75.- karny), 2-4 Hass (78.), 3-4 Kaczmarek (90.).
OLIMPIA: Muzyk – Ciechanowski, Nakrosius, Witasik, Wawszczyk (76. Marzec), Kaczmarek, Poręba (70. Skibicki), Ziętarski, Kita, Papikjan – Hirsz (65. Śmietanko)
RESOVIA: Daniel – M. Kantor, Domoń, Zalepa, Geniec, Ogrodnik (88. Adamski), Frankiewicz, Kaliniec (90. Kmiotek), Antonik (90. Feret) – Pyrdek (72. Hass), Buczek.
Sędziował: Piotr Łęgosz (Włocławek). Żółte kartki: Nakrosius, Wawszczyk, Kita, Papikjan – Daniel, Domoń, M. Kantor. Czerwona kartka: Papikjan (60., druga żółta). Widzów: 1300.
Gdy po 26 minutach Olimpia prowadziła 2-0, przed oczyma stanęły obrazki z Radomia i Chorzowa, skąd Apklan Resovia przywiozła bagaż 10 goli. A jednak w dawnej krzyżackiej twierdzy piłkarze z Podkarpacia poczuli przypływ energii i przykra historia się nie powtórzyła. Jeszcze przed przerwą odżyły nadzieje na korzystny wynik. Dariusz Frankiewicz dośrodkował z rzutu rożnego zaś Bartłomiej Buczek efektowną „główką” umieścił futbolówkę w siatce. Nieco wcześniej szalenie ważną interwencją popisał się Wojciech Daniel, powstrzymując Aghwana Papikjana. Odrabianie strat od wyniku 0-3 mogłoby się okazać zadaniem przekraczającym możliwości Resovii.
Tymczasem krótko po zmianie stron Szymon Kaliniec uciszył trybuny. Pomocnik „pasiaków” huknął pod poprzeczkę i zapachniało niespodzianką. Co prawda zespół Mariusza Pawlaka znajdował się w kryzysie, ale to zawsze spadkowicz z otrzaskaną w bojach grupą zawodników. Od meczu z Resovią Olimpia miała wrócić na zwycięską ścieżkę. Nie zrobiła tego między innymi przez nieodpowiedzialne zachowanie Papikjana. Ormianin urodzony w Łodzi postanowił w 60 minucie wymusić rzut karny. Sędzia nie dał się nabrać, pokazał „nurkowi” żółtą kartkę, a za moment drugą, bo pomocnik Olimpii zbyt gorąco protestował. To był chyba kluczowy moment spotkania. Resoviacy zaatakowali z pasją, ich akcje napędzał niezmordowany Kamil Antonik. Aż nadeszły trzy minuty, które wstrząsnęły kandydatem do awansu: najpierw karnego wykorzystał Buczek, później do siatki trafił Paweł Hass. Resovia nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zafundowała kibicom emocji w końcówce. W doliczonym czasie Marcin Kaczmarek pokonał Daniela, gospodarze złapali kontakt i rzucili się do rozpaczliwych ataków. Szokujące jest to, iż stworzyli sobie jeszcze jedną dobrą okazję.
Po zakończeniu meczu Szymon Grabowski musiał wziąć bardzo głęboki oddech. – Wykonaliśmy kawał roboty. Świetnie zareagowaliśmy na stracone bramki. Gdyby jednak Kamil Antonik i Michał Ogrodnik wykorzystali tysiącprocentowe okazje, nie drżałbym do końca o wynik – podsumował trener „pasiaków”, którzy uciekli z zagrożonej spadkiem strefy. Kapitalne zawody rozegrał Bartłomiej Buczek. Napastnik Resovii do dwóch bramek dołożył asystę. Na wysokie noty zasłużyli również Daniel, Frankiewicz i mimo nieskuteczności Antonik. Szefowie rzeszowskiego klubu powinni jak najszybciej pomyśleć o nowym kontrakcie dla młodego skrzydłowego.
tsz


