
O zagrożenia, jakie stanowią wyładowania atmosferyczne, a także o to, jak pomóc człowiekowi rażonemu piorunem, pytamy dr hab. inż. Grzegorza Masłowskiego, prof. Politechniki Rzeszowskiej. Kieruje on pracami Katedry Elektrotechniki i Podstaw Informatyki, w ramach której funkcjonuje m.in. stacja rejestracji piorunowych i laboratorium oddziaływań piorunowych na systemy elektroniczne statków powietrznych.
– Czy o gwałtownych zjawiskach pogodowych występujących w górach rzeczywiście możemy mówić jako o zaskakujących?
– W górach warunki pogodowe zmieniają się bardzo szybko i w tym kontekście możemy mówić o zaskoczeniu. Jednakże zgodnie z zasadami zachowania się w trakcie burzy, które od kilku lat są już oficjalnie dostępne na stronie internetowej Polskiego Komitetu Ochrony Odgromowej SEP, nie tylko należy śledzić prognozy pogody pod kątem możliwości wystąpienia burz, ale również powinno się obserwować pogodę na bieżąco. Zwłaszcza dotyczy to rozwoju specyficznych chmur burzowych zwanych cumulonimbusami i kierunku ich przemieszczania.
– Są jeszcze inne metody?
– Oprócz obserwacji tych symptomów należy bezwzględnie stosować zarówno w terenie nizinnym, jak i górskim zasadę „30-30”. Zgodnie z tą zasadą, jeśli upływa nie więcej niż 30 sekund między błyskiem a grzmotem, to oznacza to, że burza jest w odległości do 10 km i powinniśmy podjąć stosowne środki ochrony, które w praktyce sprowadzają się do znalezienia bezpiecznego schronienia. Sytuacja staje się bardzo groźna, jeśli chmura burzowa znajduje się nad nami, tuż obok lub odczuwamy „stawanie” włosów. Charakterystyczne syczenie lub iskry z wysokich punktów wskazują również na bezpośrednie zagrożenie. W takim przypadku należy działać natychmiast. Druga trzydziestka dotyczy końca burzy i oznacza, że ryzyko jest pomijalnie małe dopiero wówczas, gdy od ostatniego grzmotu upłynie czas co najmniej 30 minut. Wówczas dopiero możemy wyjść z naszego schronienia.
– A jeśli już podejmujemy ryzyko i w drodze zastanie nas burza… co robić?
– Na otwartej przestrzeni należy trzymać się z dala od wszelkich wysokich konstrukcji (maszty, słupy, wieże, …) i unikać granicy lasu – należy wejść do lasu. Ponadto nie należy zbliżać się do samotnych lub tworzących małe grupy drzew, powinniśmy także unikać przebywania w pobliżu ogrodzeń i wszelkich metalowych konstrukcji. Niebezpieczne są również wilgotne miejsca dobrze przewodzące prąd elektryczny. Bezwzględnie powinniśmy wyjść z wody (jeziora, rzeki, morza). Wzrasta nasze zagrożenie również wtedy, gdy trzymamy w dłoniach znacznych rozmiarów przedmioty, jak kije golfowe, wędki, narzędzia ogrodnicze itp.
– Jak się zachować na otwartej przestrzeni?
– Gdy nie mamy gdzie się schronić, należy przykucnąć i złączyć stopy razem, aby zminimalizować napięcie krokowe i powierzchnię styku z ziemią. Nie wolno kłaść się na ziemi z uwagi na groźbę przepływu prądu piorunowego przez całe nasze ciało. Niestety, takie zalecenie coraz częściej możemy usłyszeć w różnych informacjach medialnych! Będąc w grupie powinniśmy pozostawać w odległości co najmniej 5 m od innych osób. Jeśli piorun uderza tuż obok człowieka, to może on zostać odrzucony nawet na kilka metrów na skutek oddziaływania tzw. fali uderzeniowej szybko rozprężającego się, rozgrzanego powietrza. Na taką ewentualność również powinniśmy się przygotować w miarę możliwości, zwłaszcza w górach.
– Czy ci ludzie, którzy wędrowali po Tatrach, mieli jakieś szanse w starciu z żywiołem?
– W bezpośrednim starciu z groźnym żywiołem, jakim są z pewnością wyładowania atmosferyczne, nie mieli żadnych szans. Jedyne co można zrobić w takich sytuacjach, to zmniejszyć prawdopodobieństwo zagrożenia poprzez stosowanie się do wymienionych zasad zachowania się w trakcie burzy. Żyjemy aktualnie w czasach, gdy powszechne poczucie bezpieczeństwa jest na bardzo wysokim poziomie, głównie dzięki rozwojowi techniki i ogromnemu potencjałowi jaki z tym się wiąże w zakresie systemów zabezpieczeń. W konsekwencji jako społeczeństwo zatracamy powoli instynkt samozachowawczy i lekceważymy zasady bezpieczeństwa, a wówczas dochodzi do takich tragedii jak ostatnio w Tatrach.
– Co dzieje się z człowiekiem rażonym piorunem?
– Gdy piorun uderza w człowieka bezpośrednio to w ułamku sekundy przepływa przez jego ciało prąd elektryczny o bardzo dużym natężeniu dochodzącym do kilkudziesięciu tysięcy amperów, a w niektórych przypadkach natężenie to może być nawet większe od stu tysięcy amperów. Prąd ten szybko się zmienia, więc zgodnie z prawami fizyki płynie tylko po powierzchni ciała powodując oparzenia, natomiast bardzo silne pole elektromagnetyczne oddziałuje na wszystkie organy wewnętrzne i układ nerwowy.
– Jak pomóc porażonemu?
– Najbardziej narażone jest serce i właśnie zatrzymanie krążenia jest najczęstszą przyczyną śmierci. Dlatego też czas rozpoczęcia resuscytacji krążeniowo-oddechowej odgrywa kluczową rolę. Z wieloletnich obserwacji wynika, że uderzenie pioruna w głowę zawsze kończy się śmiercią, natomiast w inną część ciała zwiększa prawdopodobieństwo przeżycia. Ofiary, które uniknęły śmierci często jednak mają problemy z funkcjonowaniem układu nerwowego (mózgu, nerwów obwodowych i układu autonomicznego). Skutkiem tego dochodzi do zaburzenia widzenia, bezdechu, migotania komór serca i skurczu mięśni. W dłuższej perspektywie czasowej dochodzi również często do zaburzenia osobowości, kłopotów z pamięcią i groźnej depresji. Gdy sytuacja jest opanowana w wyniku pierwszej pomocy dalsze leczenia powinno odbywać się pod nadzorem lekarzy, którzy zdobyli specjalistyczną, ale niestety niedostatecznie jeszcze rozpowszechnioną, nawet w środowisku medycznym, wiedzę na temat niesienia pomocy osobom porażonym prądem piorunowym.
– Burza w mieście może być równie groźna?
– Burza w terenie zurbanizowanym jest równie groźna dla człowieka jak w górach, jeśli nie są przestrzegane zasady bezpieczeństwa. Mamy bowiem do czynienia z tym samym zjawiskiem fizycznym, więc efekty jego oddziaływania są identyczne. W mieście dużo łatwiej jest jednak znaleźć schronienie w stosunkowo krótkim czasie.
– Jak zminimalizować zagrożenie?
– W budynkach możemy czuć się bezpiecznie, szczególnie wtedy, gdy wyposażone są one w urządzenia piorunochronne – im większy budynek, tym lepiej! Należy jednak unikać dotykania i przebywania w pobliżu lamp i innych urządzeń elektrycznych, telefonów stacjonarnych, systemów grzewczych, instalacji wodnych (krany, prysznice), kominków. Powinniśmy zamknąć wszystkie drzwi i okna oraz unikać przebywania na balkonach, tarasach i innych otwartych miejscach. Samochody i inne zamknięte metalowe pojazdy dają w zasadzie bezpieczne schronienie, ale duże okna i inne niemetalowe powierzchnie zmniejszają bezpieczeństwo. Będąc w samochodzie w trakcie burzy nie wolno dotykać żadnych metalowych części. Powinniśmy się również zatrzymać na czas burzy, gdyż piorun może zniszczyć opony i uszkodzić elektronikę samochodu doprowadzając nawet do wyłączenia silnika.
– Telefony należy wyłączyć na czas burzy?
Korzystanie z telefonów komórkowych i innych osobistych urządzeń elektronicznych nie zwiększa ryzyka piorunowego. Wręcz przeciwnie – w razie potrzeby powinno się skorzystać z telefonu komórkowego celem wezwania służb ratunkowych.
Zachęcamy do zapoznania się z pełnym stanowiskiem nt. zasad bezpieczeństwa w trakcie burzy i używania telefonów komórkowych. Jest ono dostępne na stronie internetowej Polskiego Komitetu Ochrony Odgromowej, w zakładce: komunikaty. www.pkoo.sep.warszawa.pl
***
W czwartek nad Tatrami przeszła gwałtowna burza. Z powodu nawałnicy zginęli turyści zarówno po stronie polskiej, jak i słowackiej. Piorun miał uderzyć w łańcuch, którego trzymali się turyści zmierzający szlakiem na Giewont. – Część osób była rażona bezpośrednio – relacjonował Jan Krzysztof, naczelnik TOPR.
W sumie podczas czwartkowej burzy w Tatrach zostało poszkodowanych ponad 140 turystów, którzy przebywali w okolicach Giewontu i Czerwonych Wierchów. Gwałtowne wyładowania atmosferyczne spowodowały śmierć czterech spośród nich, w tym dwojga dzieci. Poszkodowani nadal przebywają w szpitalach w Zakopanem, Nowym Targu, Suchej Beskidzkiej oraz w Krakowie.
W piątek zapytaliśmy o udział podkarpackich służb w akcji ratunkowej Kingę Czerwińską, zastępcę rzecznika prasowego Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – W akcji ratowniczej brał udział sanocki odział pogotowia lotniczego. Do pomocy ruszył on wczoraj (czw. – 22.08.) o godz. 14.56, jako trzecia załoga. Śmigłowce TOPR-u oraz te z Krakowa transportowały pacjentów na lądowisko w Zakopanem, a stamtąd załoga sanocka zabierała ich do ośrodków leczniczych – mówiła.
Rozmawiał Marcin Czarnik



One Response to "Zatracamy instynkt samozachowawczy"