Zawału serca nie wyleczy okulista

W interesie nas wszystkich: pacjentów, lekarzy, dyrektorów szpitali, ministerstwa zdrowia, rządzących jest, aby chorzy, zakażeni koronawirusem SARS CoV-2 byli leczeni na odpowiednim poziomie, a nie mieli tylko pomoc pozorowaną. Fot. Archiwum

„(Niektórych) dyrektorów szpitali i prezesów szpitali (…) trzeba uświadomić, że ich pojmowanie zawodu lekarza jako osoby mającej kwalifikacje do udzielania dowolnych świadczeń lekarskich– z racji posiadania prawa wykonywania zawodu – jest głęboko archaiczne. Takie podejście byłoby uzasadnione może 150 – 200 lat temu” – napisał w środę (25 listopada) na swojej stronie Zarząd Krajowy OZZL.

Związek, w liście otwartym do ministra zdrowia, pyta również: „Który z prezesów lub dyrektorów szpitali pójdzie leczyć zawał serca u okulisty, albo zoperuje kręgosłup u laryngologa? Dlaczego zatem ci sami dyrektorzy i prezesi kierują np. lekarza rehabilitanta, psychiatrę, okulistę do leczenia chorych na Covid-19?”. Dlaczego „oczekuje się od nich, że będą zorientowani nie tylko w tym jak leczyć wirusowe zapalenie płuc (COVID -19) ale i liczne, inne choroby, bo pamiętać należy, że osoby zakażone koronawirusem, wymagające leczenia szpitalnego, to w większości osoby starsze i/lub chorujące jednocześnie na inne choroby, zwykle przewlekłe. Niektórzy dyrektorzy oczekują nawet, że lekarze ww. specjalizacji będą prowadzić intensywną terapię chorych wymagających takiej terapii, a przecież w „normalnych” warunkach nawet nie wszystkim lekarzom ze specjalizacją anestezjologii pozwalano na samodzielne leczenie chorych w takim stanie”. Według związku takie podejście jest rażąco sprzeczne z deklaracjami składanymi przez dyrektorów szpitali (umieszczanymi często w „misjach” zakładu, prezentowanych dumnie na stronach internetowych), że bezpieczeństwo chorych i wysoka jakość świadczonych usług są dla nich priorytetem”. Dodaje też, że do ZK OZZL napływają skargi lekarzy, którzy za to, że nie czuli się kompetentni do udzielania świadczeń lekarskich na oddziałach covidowych i oświadczyli to dyrekcji szpitala, która ich na taki oddział delegowała – byli przez dyrektorów swoich szpitali nękani i straszeni groźbą zwolnienia z pracy. Jeden z nich zapowiedział nawet wniosek do izb lekarskich o odebranie takiemu lekarzowi prawa wykonywania zawodu, a przecież – warto o tym wspomnieć przy tej okazji – Kodeks Etyki Lekarskiej nakazuje wręcz (art.10) aby lekarz nie wykraczał „poza swoje umiejętności zawodowe przy wykonywaniu czynności diagnostycznych, zapobiegawczych, leczniczych i orzeczniczych”. „Walka z pandemią nie może być pretekstem do (dramatycznego) zaniżania poziomu świadczeń oferowanych przez publiczną ochronę zdrowia, bo pandemia minie, a złe nawyki i przyzwolenie na „bylejakość”, pozostaną”- piszą związkowcy.

Oddziały covidowe nie tylko bez tlenu, ale i gniazdek elektrycznych

Zarząd Krajowy OZZL zwrócił się też do ministra zdrowia, żeby ten zainteresował się faktycznymi warunkami na oddziałach przeznaczonych do leczenia chorych na Covid-19, przekształconych z innych oddziałów. „Otrzymujemy alarmistyczne sygnały od lekarzy, że oddziały, przeznaczone do leczenia chorych zakażonych koronawirusem SARS CoV-2, tworzone naprędce z różnych innych oddziałów, są nierzadko zupełnie nieprzystosowane do zadań, jakie mają spełniać. Chodzi tutaj o brak odpowiednich śluz, ciągów komunikacyjnych, instalacji tlenowych, stanowisk intensywnej terapii, a nawet…. gniazdek elektrycznych. Trudno powiedzieć czy przyczyną takiego stanu rzeczy jest niefrasobliwość wojewodów, wyznaczających niewłaściwe szpitale do pełnienia funkcji szpitali covidowych, czy nieodpowiedzialność dyrektorów (prezesów zarządów) tych szpitali, którzy – być może – licząc na dodatkowe środki, zapominają o istocie sprawy. Faktem jest, że takie szpitale (takie oddziały) będą w dużej mierze pozorować udzielanie odpowiedniej pomocy chorym na Covid-19 niż jej udzielać” – zauważa ZK OZZL.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.