Zbrojeniowe i polityczne gry

Potężny „Krab” od kilku przynajmniej lat powinien straszyć wrogów. Na razie jest fantem na stole politycznych przetargów. Fot. Jerzy Mielniczuk
Potężny „Krab” od kilku przynajmniej lat powinien straszyć wrogów. Na razie jest fantem na stole politycznych przetargów. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Fabryka ze Śląska ma zakusy na zamówienia, które powinny trafić nad San. Związkowcy stanęli w obronie. 

Związkowcy z Huty Stalowa Wola są gotowi zatrzymać zakład. – Palenia gum na razie nie będzie, ale nie damy się więcej poniewierać – mówi Henryk Szostak, przewodniczący Solidarności. W podłożu związkowego gniewu też jest solidarność, tylko zgoła odmiennie rozumiana. Zdaniem liderów wszystkich związków zawodowych działających w HSW, doły – bo już nie dołki – pod ich firmą kopią związkowi koledzy ze Śląska. Rząd na to patrzy i nic nie robi.

To jest spór wieloletni. HSW jest zakładem produkującym sprzęt zbrojeniowy. Podobnie ciężkiego kalibru jest produkcja Bumaru Łabędy (śląskie). Firma z Łabęd nie daruje HSW „Kraba”, czyli samobieżnej armatohaubicy, tylko dlatego, że w obecnie produkowanej wersji nie ma swojego udziału.

Problem „Raka” i nie tylko
Bumar dostarczał HSW gąsienicowe podwozia do „Kraba”. Na próbach poligonowych wyszło, że podwozia pękają. Bumar nie bardzo się zbierał do poprawek, zwalając winę na HSW. Huta mając nóż na gardle, kupiła nowe podwozia w Korei Płd. Między byłymi kooperantami wybuchła prawdziwa wojna. Teraz dosłownie zakipiało w tyglu, bowiem okazało się, że Bumar ma większe przełożenie na MON niż HSW. Wiąże się to z brakiem zamówień w hucie, a dla załogi z mniejszymi zarobkami. I oby tylko zarobkami. Armia nasza mogłaby mieć już samobieżny moździerz „Rak” kal. 120 mm. i 155-milimetrową haubicę „Krab”. Też samobieżną.

W strukturach Ministerstwa Obrony Narodowej funkcjonuje Inspektorat Uzbrojenia odpowiadający za militarne zamówienia dla naszej armii. To na tę instytucję są wściekli związkowcy. Chociażby dlatego, że od roku HSW nie może produkować samobieżnego moździerza „Rak”. W piśmie do premier Beaty Szydło solidarnościowcy z HSW podnieśli problem… zagłówka w fotelu dla dowódcy wozu „Rak”. Negocjacje o wymiary tego zagłówka trwały ponad 8 miesięcy. „Dziwne zachowania Inspektoratu Uzbrojenia nie mają nic wspólnego z procedurą przetargową” – czytamy w liście do premier RP. Padają dwa nazwiska odpowiedzialnych za przeciąganie przetargów. To gen. Adam Duda i płk Zbigniew Mężyński. Dziwnym trafem w Łabędach w tym samym czasie powstaje centrum produkcji podwozi gąsienicowych. I to na Śląsk podobno ma trafić produkcja ciężkich podwozi do armatohaubic „Krab”. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, to za 24 takie podwozia HSW zapłaciła Koreańczykom ponad 320 mln dolarów.

Bez czekania na rozmowy
– Zamiast produkować, pracowaliśmy o jeden dzień krócej w tygodniu – mówi Jacek Muskała, szef SNZZ Pracowników HSW. Nawiązał tym do ubiegłorocznej akcji ratowania firmy. Pracownicy HSW zgodzili się pracować krócej i zarabiać mniej, żeby ratować zbrojeniowy biznes i swoje miejsca pracy. Zeszłoroczne poświęcenia na niewiele się zdały. Groźba odebrania zamówień przez Bumar jest realna. Sytuacja jest poważna. Ze związkowcami HSW chce rozmawiać Bartosz Kownacki, wiceminister MON. Związkowcy bez czekania na rozmowy z resortem urządzają masówki. – Kolejny raz nie damy się wykolegować – zapewnia przewodniczący Szostak.

Jerzy Mielniczuk

One Response to "Zbrojeniowe i polityczne gry"

Leave a Reply

Your email address will not be published.