Zburzą im rodzinny dom

Mieszkający w tym domu państwo Czopikowie nie mają się gdzie wyprowadzić, a za swój dom mieliby dostać tylko 86 tys. zł. Nie mogą pogodzić się z tym, że 120-metrowy dom z 10-arową działką mają zamieniać tylko na ponad 30-metrowe mieszkanko. - Nie spodziewaliśmy się, że coś takiego nas w życiu spotka, że z własnego domu nas będą wyrzucać - mówią Krystyna i Stanisław Czopikowie. Fot. Wit Hadło
Mieszkający w tym domu państwo Czopikowie nie mają się gdzie wyprowadzić, a za swój dom mieliby dostać tylko 86 tys. zł. Nie mogą pogodzić się z tym, że 120-metrowy dom z 10-arową działką mają zamieniać tylko na ponad 30-metrowe mieszkanko. – Nie spodziewaliśmy się, że coś takiego nas w życiu spotka, że z własnego domu nas będą wyrzucać – mówią Krystyna i Stanisław Czopikowie. Fot. Wit Hadło

Państwo Czopikowie od lat żyją w domu przy al. Sikorskiego. To miejsce pełne wspomnień. To tu wychowała się Krystyna, a po ślubie zamieszkała razem z mężem, Stanisławem. Tu dorastały ich dzieci. Teraz – przez rozbudowę al. Sikorskiego – wszystko ma lec w gruzach, a państwo Czopikowie nie mają się gdzie wyprowadzić. Boją się, ze zostaną bez dachu nad głową. Nerwy zatruwają im każdą chwilę, nie pozwalają spać. – Nie chcemy utrudniać rozbudowy ulicy, chcemy tylko żyć w godnych warunkach – tłumaczy Krystyna Czopik.

W 2016 roku Krystyna i Stanisław dostali pismo z urzędu wojewódzkiego z informacją, że muszą się wyprowadzić. Dowiedzieli się, że ich dom zostanie zburzony ze względu na prace drogowe – poszerzenie al. Sikorskiego.

Dom stoi przy granicy działki, na skrzyżowaniu z ul. Wschodnią, tuż przy zakręcie. Właściciele w liście od urzędników dowiedzieli się, że rzeczoznawca wycenił ich dom na 172 tys. 886 zł. Jednak małżeństwo nie może liczyć na całą kwotę ze względu na nieuregulowany stan prawny, bo do połowy odszkodowania prawo mają dzieci zmarłego kilkanaście lat temu brata Krystyny. – Wystąpiliśmy do sądu, żeby uregulować te sprawy własnościowe, bo teraz nam chcą dać 86 tys. zł. Co ja za to mam kupić? Namiot? – mówi Stanisław.

Krystyna ze łzami w oczach opowiedziała nam o nerwach, które od roku nie dają im żyć. – Nie spodziewałam się, że coś takiego mnie w życiu jeszcze spotka, że z własnego domu będą mnie wyrzucać. My nie chcemy utrudniać prac. Nie chcemy też luksusów. Chcemy mieć gdzie się wyprowadzić i móc żyć na starość w godnych warunkach – mówi.

Ze 120 metrów kw. na 30?!
Władze miasta Rzeszowa zaproponowały małżeństwu dwa mieszkania w mieście. Jedno ma 28 mkw., a drugie nieco ponad 30 mkw. – To pierwsze mieszkanie to jakaś melina, a drugie pokazali nam na Rejtana, małe takie i chcą jeszcze 60 tys. zł dopłaty. Co oni sobie myślą? Skąd ja to wezmę? Ludzie, bójcie się Boga – mówi Stanisław. – Chcą dopłaty, bo mówią, że mieszkanie jest w atrakcyjnym miejscu, a nasz dom to nie jest w atrakcyjnym? – pyta. – Zgodzilibyśmy się na mieszkanie, ale na normalne warunki. W tym małym mieszkaniu to łazienki nie ma wcale. Jest wanna, ale jak wstawię pralkę, to już umywalka się nie zmieści. Malusieńka taka ta łazienka. Ani lustra nie ma gdzie powiesić – mówi Krystyna.

Państwo Czopikowie są po sześćdziesiątce. Ona na emeryturze, a on na rencie. Nie stać ich, żeby dopłacić do przeprowadzki. Jak na to zareagowali miejscy urzędnicy?

W związku z tym, że mieszkanie przy al. Rejtana, które wstępnie zaakceptowali państwo Czopikowie jest warte ok. 120 – 130 tys. zł, a oni dostaliby tylko 85 tys. zł, prezydent podjął decyzję, że miasto kupi od nich dodatkowo połowę reszty działki o wartości ok. 70 tys. zł. W sumie odszkodowanie i zapłata za dalszą część działki to wartość ok. 150 – 160 tys. zł. Jeśli zapłacą za mieszkanie, zostanie im jeszcze kilkadziesiąt tysięcy złotych na urządzenie się – mówi Maciej Chłodnicki.

To jednak nie przekonuje państwa Czopików. Małżeństwo chciałoby na stare lata żyć w godnych warunkach. Zgodziliby się na przeprowadzkę do podobnego metrażowego lokalu, albo mieszkania o powierzchni ok. 50 mkw. W obecnym domu nie dość, że mają prawie 120 mkw. Powierzchni, to i 10 arów działki.

– A oni chcą nas na 30 mkw. zmieścić. Nas jest tutaj czwórka, a nie dwoje, bo tu jeszcze syn i wnuk zameldowani. Jak my się tam mamy wszyscy pomieścić. Właśnie sobie tego nie wyobrażam – mówi Krystyna.

Dom więcej wart?
Państwo Czopikowie twierdzą, że wycena przedstawiona przez urząd wojewódzki jest znacznie zaniżona. Zatrudnili nawet swojego rzeczoznawcę, który oszacował wartość domu, nie na 172 tys. zł, tylko 289 tys. zł. Na tą wycenę nie chcą się jednak zgodzić służby wojewody.

– Państwo Czopikowie zażądali przeprowadzenia ponownej wyceny przez innego rzeczoznawcę. Wniosek ten nie mógł być uwzględniony, ponieważ, zdaniem urzędu, sporządzona wycena jest prawidłowa, a samo niezadowolenie właściciela z oszacowanej wartości nie przesądza o wadliwości operatu. Dodatkowo, pani Krystynie Czopik powiększono przyznane odszkodowanie o 10 tys. zł z tytułu zamieszkania w budynku mieszkalnym znajdującym się na wywłaszczonej części nieruchomości – wyjaśnia Małgorzata Waksmundzka-Szarek.

Jak tłumaczy nam rzecznik prasowy wojewody, adwokat państwa Czopików odwołał się od operatu sporządzonego przez rzeczoznawcę z urzędu. Odwołanie trafiło zarówno do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, jak i Urzędu Miasta Rzeszowa. – Podkreślić w tym miejscu trzeba, że do czasu zwrotu sprawy z ministerstwa nie ma żadnych możliwości zmiany decyzji odszkodowawczej i to niezależnie od tego, czy decyzja wojewody zostanie uchylona, czy utrzymana w mocy – wyjaśnia Waksmundzka-Szarek.

Tragedia, nerwy i łzy
Małżeństwo nie ma już siły na rozmowy i walki z urzędnikami. Nawet w trakcie rozmowy z nami pani Krystynie puściły nerwy i zalała się łzami. – Tu się wychowałam, to mój dom – mówi. Ręce załamywał również jej mąż. – My nie wiemy, co mamy dalej zrobić. Najlepiej się wynieść, tylko gdzie? Pod most do Tyczyna? Widzi pani, jak nas tu obkopali. W razie jakiegoś deszczu to dom zjedzie i to jest narażanie naszego zdrowia lub życia. Mówiliśmy, żeby robotnicy zabezpieczyli to, to się z nas tylko śmieją – mówi Stanisław. Mężczyzna opowiada, że co chwilę ktoś do nich przychodzi z ponagleniem. – Mało tego, straszą nas, że nas stąd wyrzucą i jeszcze będziemy kary płacić nawet 50 tys. zł za to, że się nie wynosimy. Pytam się: gdzie się mamy wynieść? Dokąd? A ich to nie obchodzi – dodaje.

Państwo Czopikowie boją się, że w końcu ktoś będzie chciał ich wyrzucić z domu siłą. Wiedzą, że budowa drogi jest potrzebna i zgadzają się na wyprowadzkę, ale jak nam powiedzieli, nikt nie przedstawił im sprawiedliwej propozycji.

– Jakby nam dali mieszkanie koło 50 mkw., to byśmy się zaraz zaczęli przeprowadzać – mówi Stanisław. Krystyna dodaje: – Albo dom w pobliżu, bo przecież gospodarstwo jeszcze jest, a gdzie się z tym wszystkim pomieścić. Mąż ma ciągnik, swój warsztat. Jest budynek gospodarczy. Są kury, świnia i psy. Nie widzę tego w żaden sposób. To dom moich rodziców. Ja tu mieszkam od dziecka, tu się wychowałam.

Blanka Szlachcińska

12 Responses to "Zburzą im rodzinny dom"

Leave a Reply

Your email address will not be published.