
Choć obostrzenia dotyczące pandemii COVID -19 zostały poluzowane już wiosną tego roku, przemyscy radni nadal obradują na sesjach
w trybie zdalnym. Dlaczego? Otóż nikt nie wie, dlaczego. – To takie widzimisię przewodniczącego, nie wiadomo, czym podyktowane – uważają niektórzy z przemyskich rajców miejskich. Szef klubu Wspólnie dla Przemyśla, Marcin Kowalski, ,oficjalnie zapytuje o to przewodniczącego przemyskiej RM, Macieja Kamińskiego, który szefuje także klubowi swej partii, czyli PiS.
„Duża sala obrad”, jak nazywane jest pomieszczenie, w którym odbywają się normalnie sesje Rady Miejskiej w przemyskim magistracie, jest naprawdę duża. Wysoka na parę metrów i bardzo pojemna. Nawet wówczas, gdy obowiązywały covidowe obostrzenia dotyczące zachowania dystansu społecznego, bez trudu można by w tej sali prowadzić stacjonarne obrady bez ryzyka, że radni będą siedzieć zbyt blisko siebie i narażać się wzajemnie na zakażenie. Pomimo to, sesje przemyskiej RM odbywają się w trybie zdalnym od ponad roku. Dzieje się tak również w okresie, gdy obostrzenia zostały znacznie poluzowane i większość samorządów organizuje obrady swoich radnych stacjonarnie. Niektórym radnym się to nie podoba. Szef klubu radnych Wspólnie dla Przemyśla, Marcin Kowalski, już dopytywał przewodniczącego RM, Macieja Kamińskiego (PiS) skąd taki tryb prowadzenia obrad. – Otrzymałem odpowiedź, że ze względów zdrowotnych i sanitarnych – relacjonuje Kowalski.- Pan przewodniczący Kamiński stwierdził, że „jego” radni boją się obradować stacjonarnie, bo nie wszyscy są zaszczepieni – opowiada szef klubu Wspólnie dla Przemyśla. Te argumenty przewodniczącego nie przekonują jednak Marcina Kowalskiego. – Obrady komisji przemyskiej RM odbywają się w trybie stacjonarnym – wyjaśnia szef klubu WdP. – Radni klubu PiS, w tym sam pan Kamiński biorą wnich udział i jakoś nie obawiają się zakażenia COVID-19, a w przypadku połączonych komisji obraduje razem nawet 20 radnych – zauważa Kowalski.
Możliwość ucieszenia i manipulacji?
Szef klubu WdP napisał o tej sytuacji oficjalny post na swoim facebookowym profilu. W rozmowie z nami, pytany dlaczego, jego zdaniem, przewodniczący Kamiński tak uparcie trzyma się zdalnego trybu sesji, Kowalski odpowiada: – To oczywiste! Pan przewodniczący podczas zdalnych obrad może nieoczekiwanie ogłaszać przerwy, a także odbierać głos radnym wypowiadającym się nie po jego myśli wyciszając im mikrofony – stwierdza wprost. – Do tego prowadząc zdalną sesję ma możliwość manipulowania. Jak? Na przykład wciąż powtarza „Proszę mnie nie obrażać”, gdy nikt go nie obraża! Jednak oglądający sesję w Internecie mają odnieść wrażenie, że przewodniczący Kamiński nawiązuje w ten sposób do jakiegoś obrażania go, co wcale nie ma miejsca- wyjaśnia Kowalski. – Do tego zdalna sesja ma ten plus dla pana przewodniczącego, że widzi on głosowanie online, a pozostali radni go nie widzą. W związku z tym, gdy widzi, że np. jakiś „jego” radny jest niezalogowany, albo głosuje nie tak, jakby oczekiwał, może zarządzać przerwy i telefonicznie takiego radnego „przywołać do porządku” – opowiada dalej szef klubu WdP, dodając przy tym: – Niektórym radnym zdalne sesje są niewątpliwie na rękę, ponieważ nie ma ich na miejscu i gdyby sesje były stacjonarne, musieliby się pojawić, albo jakoś usprawiedliwić swą nieobecność. A przy zdalnych obradach mogą brać w nich udział z „drugiego końca świata” – podkreśla. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że zdalne obrady to brak obecności przy nich mieszkańców miasta i dziennikarzy oraz niewielkie zainteresowanie nimi ludzi. – Ostatnią sesję nadzwyczajną w Internecie oglądało 30 osób – zauważa Kowalski. – To mniej, niż czasem bywa publiczności w sali obrad, gdy obrady są stacjonarne – podkreśla.
Przykład idzie z góry?
Była przewodnicząca przemyskiej RM, Ewa Sawicka (KO) także uważa, że prowadzenie obrad zdalnie przy braku takiej konieczności ze względów epidemicznych jest nieuzasadnione. – W jakichś nagłych przypadkach, gdy sesja byłaby zwoływana z dnia na dzień, można by to uznać za całkiem do przyjęcia – stwierdza. – Ale normalne sesje, których termin jest z góry wiadomy, powinny być stacjonarne – uważa E. Sawicka. – Niestety, zdalne prowadzenie obrad pozwala na takie zachowania prowadzącego, o jakich wspomina pan Marcin Kowalski. Są to zachowania właściwe wywodzącym się z PiS marszałkom Sejmu RP, czyli panu Kuchcińskiemu, panu Terleckiemu, a także pani Witek – dodaje Sawicka.
Oczywiście zapytaliśmy przewodniczącego Kamińskiego, dlaczego, pomimo braku takich wymogów ze względów epidemicznych nadal sesje przemyskiej RM odbywają się w trybie zdalnym, a nie stacjonarnym. Niecierpliwie czekamy na jego odpowiedź, z której treścią z pewnością zapoznamy naszych Czytelników, gdy tylko odpowiedź ta nadejdzie.
Monika Kamińska



19 Responses to "Zdalnie, bo tak wygodnie… przewodniczącemu?"