W tzw. mediach rządowych politycy opcji innej niż „jedynie słusznie rządząca” nie są mile widziani, ale czasem się ich zaprasza, głównie po to, by ich adwersarze ze Zjednoczonej Prawicy mogli Polakom pokazać, jak bardzo są oni zepsuci, źli i beznadziejni oraz jak działają na szkodę Polski. I tak na przykład niedawno do TVP Info zaproszono europosła Koalicji Europejskiej, Bogusława Liberadzkiego, byłego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W programie „Gość Wiadomości” Liberadzki miał się i swoich kolegów wytłumaczyć dlaczego Parlament Europejski przegłosował rezolucję, w której domaga się mocniejszego powiązania unijnego budżetu z praworządnością państw. No i europoseł KE odpowiedział, że taka jest wola większości europarlamentarzystów dodał przy tym, że ta większość chce, by pakiet dla Polski – w postaci finansów – był najlepszy. Przeciwniczką Liberadzkiego w „Gościu Wiadomości” była europosłanka PiS, Beata Mazurek, eksrzeczniczka PiS. Zareagowała we właściwy swojemu ugrupowaniu „elegancki” sposób mówiąc do Liberadzkiego:- Niech pan nie powiada bajek! Można rzec, że chwała pani europoseł z PiS za to, że wzorem swego partyjnego kolegi, Ryszarda Terleckiego nie „radziła” swemu adwersarzowi puknąć się w czoło. – Przegłosowaliście rezolucję, w której chcecie powiązania wydatkowania środków finansowych z UE z praworządnością (…) – kontynuowała Mazurek. – To nie są działania, które sprzyjają temu, żeby w Polsce było coraz lepiej – dodała. I tu należałoby się „zatrzymać” i zastanowić dlaczego pani europosłanka Mazurek ma takie zdanie. Wszak każdy wie, że gdy praworządność w danym państwie jest przestrzegana, to jest dobrze, a nie źle. Źle jest, gdy jest łamania, ale dalej pani Beata Mazurek, pozostając w swej „bajkowej” konwencji wypowiedzi, powiedziała, że „bajką są opowieści, że w Polsce nie ma praworządności”.
Doprawdy zatem trudno jest uchwycić o co pani mazurek tak naprawdę chodzi z tą „niedobrą” rezolucją. Według niej bowiem rezolucja jest zła, bo kasę z UE uzależnia od praworządności i to nie jest dobre dla Polski, ale w Polsce jest praworządność. Konia z rzędem temu, kto potrafi logicznie wyjaśnić dlaczego zatem europosłance Mazurek i jej partyjnym kolegom ta rezolucja wadzi! Powinna wszak, jako i oni cieszyć się, że Polska jako praworządne państwo najpierwsze będzie do unijnych pieniędzy i ich wydatkowania.
A tymczasem pani europoseł podkreślała, że „nie zna innych posłów z innych państw, którzy byliby tak aktywni w krytykowaniu swojego kraju, jak posłowie polskiej opozycji”. Tu pani Mazurek troszkę się chyba pogubiła, bo owszem polska opozycja krytykuje, ale nie kraj, a państwo. A krytykuje, bo państwem tym rządzą ludzie z partii pani Mazurek, którzy tę osławioną już praworządność mają za nic. Trudno tego nie krytykować, bo to dla Polski i Polaków jest bardzo szkodliwe.
Jednak pani europosłanka z PiS zapomniała chyba o czymś, albo też celowo nie wspomniała o tym na antenie medium rządowego. Otóż UE nie kieruje się w swoich decyzjach tym, kto kogo skrytykuje i za co, tylko tym, co sama ustali. Na przykład w kwestii praworządności w Polsce. Skoro zatem w Polsce w tym zakresie wszystko jest w porządku, to opozycja może sobie krytykować państwo polskie do woli, a pieniądze z UE i tak popłyną nieskrępowanym niczym strumieniem. Skąd zatem ta niepewność to drżenie i ta obawa u pani Mazurek i reszty PiS-u? No właśnie…
Redaktor Monika Kamińska



6 Responses to "Zdaniem europosłanki z PiS praworządność to nie jest coś od czego w Polsce miałoby być lepiej"