
Rozmowa z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem, lekarzem, psychiatrą i seksuologiem
– Słowo seks nadal wywołuje onieśmielenie?
– Poczucie nieśmiałości i wstydu coraz bardziej zanikają. Za sprawą internetu określenie zostało przyswojone w naszej codzienności. Przeglądając większość stron internetowych każdego dnia natrafiamy na nagłówki, sondaże, wyniki badań czy opinie na temat seksualności, trudno więc o odczuwania zakłopotania. Mówienie o fizyczności nie wzbudza onieśmielenia, ale raczej całą gamę emocji – od radości przez zaciekawienie po niechęć. Dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
– Kto dziś przejmuje inicjatywę w łóżku – kobieta czy mężczyzna?
– Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat sporo w tej materii się zmieniło. Kobiety dziś są bardziej wyzwolone, chętne i otwarte na relacje. Należy jednak zaznaczyć, że nadal oczekują inicjatywy mężczyzny. Wynika to z tradycyjnego kanonu płci. Mężczyzna nie powinien potrafić jedynie wbić gwoździa w ścianę czy naprawić gniazdko, ale także zainicjować kontakt fizyczny. To swego rodzaju archetyp kulturowy, który oczywiście zna wiele wyjątków od reguły.
– Kiedyś kobieta realizowała się poprzez rolę matki i żony. Dziś także poprzez fizyczność?
– Zdecydowanie. Nie wszystkie kobiety mają dzieci. Obecnie potomstwo pojawia się w wieku 30, a niekiedy nawet 35 lat. Trudno wyobrazić sobie, aby panie do upływu tego wieku miały czuć się niespełnione. Kontakt seksualny pozwala się realizować. Praca również nie zawsze daje satysfakcję. Istnieją zawody, które pozwalają się spełniać, lecz znajdą się profesje, które nie są szczytem ambicji. Nie sądzę, aby kobieta pracująca przy kasie w sklepie czuła olbrzymią satysfakcję, dlatego dla niej obszarem ukojenia może być intymność seksualna.
– Wydaje się więc, że to kobiety mają większy potencjał seksualny…
– Kiedyś entuzjazm seksualny kobiet był tłumiony kulturowo. Teraz sytuacja się zmieniła, zniknęło wiele konwenansów, społeczeństwo jest lepiej wykształcone i bardziej otwarte. To duży atut. Poza tym porównajmy figurę dzisiejszej 50–latki z wyglądem jej babci w tym samym wieku. Tu również poczyniony został olbrzymi progres. Do tego dochodzą wszystkie kwestie związane z wigorem, ruchliwością, aktywnością. Pojawiło się lepsze odżywianie, postawy prozdrowotne. Cały ten styl życia wpisuje się w potencjał erotyczny. Kobiety zdają sobie z niego sprawę.
– To efekt edukacji seksualnej?
– W Polsce nie istnieje edukacja seksualna. Rodzice unikają tego tematu, a w systemie oświaty edukacja to mit. Przedmiot, który funkcjonuje w szkołach możemy zdefiniować jako przygotowanie do życia w rodzinie katolickiej. Niestety, żadna władza nie kwapiła się do tego, aby zmienić pewne formuły w tym zakresie. Dotyczy to rządzącej wcześniej lewicy, jak i obecnie prawicy. Edukacja jest ważna, bo dzięki niej stale się rozwijamy.
– Niektórzy twierdzą, że przez brak edukacji popularność zyskuje pornografia?
– Pornografia straciła pierwotne znaczenie. Powstała jako afrodyzjak dla starzejących się mężczyzn, którzy mogli za jej sprawą stymulować swoje organy płciowe. W kolejnej fazie stała się owocem zakazanym, aż ewoluowała w zjawisko przemysłowe, które napędza ludzka ciekawość, wyobraźnia, poszukiwanie informacji i potrzeba zaspokajania potrzeb. Lista negatywnych następstw pornografii jest dość długa. Uzależnienie często powoduje, że nie potrafimy odnaleźć się w seksualnej relacji związkowej, gdyż mamy w głowie nierealne wyobrażenia z pism czy filmów wideo.
– Skoro tak, to dlaczego wiele osób lubi oglądać tego typu filmy czy zdjęcia?
– Bo pornografia, w największym uproszczeniu, jest źródłem przyjemności, podobnie jak inne używki: alkohol, papierosy, narkotyki. Oddziałuje na mózgowy szlak dopaminy, czyli mówiąc wprost, dostarcza nam szczęście. To prosty mechanizm, który dla wielu osób jest uzależnieniem.
– Wracając do relacji damsko-męskich – czy praca, dom, dzieci, obowiązki – w takim natłoku nadal w związkach istnieje miejsce na pożądanie?
– Wszystko zależy od wyjściowego libido. Każdy dysponuje własnym temperamentem seksualnym i istnieją osoby, które mogą pracować na dwa etaty, zajmować się trójką dzieci i nadal mieć wielką ochotę na seks. Znajdzie się jednak całe mnóstwo osób, które nie potrzebują częstych relacji. Ważna jest fascynacja. Jedne pary lubią urozmaicenia eksperymenty i dopiero wtedy czują satysfakcję, a inne zbliżają się całe życie w jednej pozycji i też czują spełnienie.
– Wspólnym mianownikiem musi być miłość, która gwarantuje udane zbliżenie?
– Nie. Udany seks można odbyć także w agencji towarzyskiej (śmiech). Bliskość nie zawsze jest podszyta uczuciami miłosnymi. Oczywiście istnieje optymalny model:
– zakochana para, atrakcyjny związek i wyjątkowy, pełen finezji oraz fascynacji stosunek seksualny. Nie zawsze jednak to jest realne. Na świecie jest mnóstwo singli, kochających się małżeństw, a także par, które nie były wobec siebie wierne.
– Zdrada może wnieść coś pozytywnego do związku?
– Zdrada, przy całym negatywnym tle, w niektórych, bardzo rzadkich sytuacjach, może stanowić bodziec do ratowania związku. Kiedy kobieta cały czas słyszy od partnera, że jest zimna, bierna i leży jak kłoda, a w oczach innego mężczyzny dostrzeże zainteresowanie i ogień, to po bliższej relacji z nim może poczuć się doceniona oraz dowartościowana. Jej pozycja wyjściowa może stać się zdecydowanie inna. U mężczyzny z kolei pojawi się poczucie utraty i rozpocznie walka o związek. To przypadki ekstremalne, dlatego zdrady na pewno nie poleca się jako lekarstwa. W związkach jednak różnie bywa, a życie pisze przeróżne scenariusze.
Rozmawiał Kamil Lech



5 Responses to "Zdrady nie poleca się jako lekarstwa"