Ze strachu aż pobladłem

Krzysztof Hus przeżył w Siedlcach chwile grozy. Na szczęście badania lekarskie nie wykazały poważniejszych uszkodzeń kolana. Fot. Paweł Bialic
Krzysztof Hus przeżył w Siedlcach chwile grozy. Na szczęście badania lekarskie nie wykazały poważniejszych uszkodzeń kolana. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Obrońca Stali Rzeszów, Krzysztof Hus, o obiecującym początku rundy rewanżowej i drużynie gotowej do walki o czub tabeli.

Jesienią wrócił na boisko po ponad 2-letniej przerwie na leczenie kontuzji. Historia Krzysztofa Husa to krew, pot i łzy. W niedzielę wychowankowi Stali stanęły przed oczyma najgorsze obrazy – kwadrans przed końcem meczu z Pogonią Siedlce doznał urazu kolana, a koledzy znieśli go z murawy.

– Jak z pana zdrowiem?
– Na szczęście wszystko w porządku. Właśnie wracam ze szpitala (rozmawialiśmy w poniedziałek w południe – red.), gdzie miałem robione badanie USG. Mam tam zaprzyjaźnionego lekarza, zna moje kolana jak własną kieszeń. Zebrało się trochę płynu, jest obrzęk, ale nic się nie pourywało ani nie ponaciągało.

– W pana głosie słychać wielką radość…
– I ulgę! Naprawdę odetchnąłem po tym badaniu. Na meczu okropnie się przestraszyłem. Czterech chłopaków doskoczyło do mnie i pobladło, widząc mój wyraz twarzy. W autokarze, gdy emocje opadły, opowiadali, że wyglądałem jakby mnie postrzelili na Majdanie. Ale czy można się dziwić mojej reakcji? „Uciekło” mi kolano, które operowałem zaledwie rok temu. Wtedy zerwałem wiązadło krzyżowe. Momentalnie czarne myśli przebiegły mi przez głowę.

– Kto pana tak urządził? Piłkarz Pogoni?
– To nie było żadne starcie. Na pełnej prędkości chciałem zmienić kierunek biegu, uciekłem w prawo, a kolano zostało w miejscu. Wiązadeł nie zrywa się w kontakcie z przeciwnikiem, tylko samemu. Coś o tym wiedzą choćby narciarze.

– Przeszedł pan sześć operacji w dwa lata. O czymś takim trudno zapomnieć.
– Łatwo nie jest, tym bardziej, że rekonstrukcja kolan to nie złamana ręka, która po miesiącu się zrasta. Jesienią przygotowywałem się z doskoku, pewność siebie wracała stopniowo. W zimie mocno jednak pracowałem, jestem świetnie przygotowany do rundy i spoglądam na wszystko z większym optymizmem. Akumulatory ładujemy na boisku ze sztuczną trawą, niezdrową dla stawów. Mimo tego, nic złego mnie tam nie spotkało. Tymczasem już w pierwszym meczu na świetnej naturalnej murawie taki wypadek. Z mojego punktu widzenia – niewyobrażalny paradoks.

– Meczu nie dokończył również Szymon Kaźmierowski. Co z nim?
– Na szczęście też skończyło się na strachu. Podkręcił staw skokowy, już któryś raz. Wyjdzie z tego, może nawet zagra w sobotę przeciwko Concordii Elbląg. Ja jeszcze nie wiem. Zadecydujemy wspólnie z fizjoterapeutą.

– Ci, którzy byli na meczu mówią, że z remisu bardziej zadowolona powinna być Pogoń.
– Postraszyliśmy lidera. Stworzyliśmy więcej ciekawych akcji, oddaliśmy więcej strzałów. W pierwszej połowie mieliśmy kontrolować sytuację, trzymać rywala na dystans i to się udało. Po przerwie osiągnęliśmy przewagę, a w końcówce to my dążyliśmy do zdobycia zwycięskiego gola. Do dziś nie mogę się jednak pogodzić, iż sędzia uznał bramkę dla Pogoni. W walce o pozycję Odunka faulował. Można to obejrzeć na stronie Stali.

– Jesteście niepokonani od siedmiu spotkań, coraz lepiej bronicie dostępu do własnej bramki. Czujecie, że to może być wiosna Stali Rzeszów?
– Jestem o tym przekonany. Gram w Stali, z krótkimi przerwami, od zawsze. Ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek mieli drużynę tak pewną swoich umiejętności. Nie robi nam różnicy, czy jesteśmy na boisku lidera, czy u siebie. Już teraz powalczymy o czub tabeli!

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.