PLUSLIGA. Po raz piąty już w tym sezonie mecz z udziałem Asseco Resovii zakończył się tie-breakiem.
Mistrzowie Polski przełamali wreszcie serię czterech porażek z rzędu, choć w sobotni wieczór wystawili swoich kibiców na dużą próbę nerwów. Po tym, co Asseco Resovia pokazała w II secie, można śmiało przyznać, iż żeby się odbić, to trzeba było sięgnąć dna.
– W tym II secie byliśmy już totalnie rozbici, ale ogromny szacunek należy się chłopakom, zwłaszcza zmiennikom, którzy weszli i pokazali charakter oraz świetną grę – mówi Andrzej Kowal, szkoleniowiec ekipy z Rzeszowa, która przez dwa sety nie miała zbyt wiele do powiedzenia w konfrontacji z akademikami z Olsztyna.
– Pewnie przed meczem wzięlibyśmy ten punkt w ciemno, bo w końcu graliśmy z mistrzem Polski – mówi Maciej Zajder, środkowy Indykpolu AZS. – Aczkolwiek patrząc na ostatnie wyniki Resovii, to nie przyjechaliśmy do Rzeszowa jak na skazanie. Naszym celem było zagranie dobrego meczu i uważam, że tak było. Wystarczyło to niestety na wygranie dwóch setów, ale trzeba też oddać, że rywale od III partii zaczęli grać rewelacyjnie. I to, co nam dało zwycięstwa na początku, czyli dobra zagrywka, stało się ich atutem, a my nie mogliśmy sobie poradzić w przyjęciu. W każdym z tych trzech setów gospodarze konsekwentnie budowali swoją przewagę i dowozili ją do końca – mówi środkowy ekipy z Olsztyna, który dał się mocno we znaki resoviakom swoją zagrywką. W II secie przy stanie 14:16 w polu serwisowym stanął właśnie Zajder i zagrywał jak w transie, a mistrzowie Polski byli bezradni i sparaliżowani. W miejsce Oliega Achrema i Krzysztofa Ignaczaka trener Kowal desygnował do gry Thomasa Jaeschke oraz Damiana Wojtaszka, ale początkowo nie zmieniło to obrazu gry. Gospodarze jak już nawet przyjęli piłkę, to popełniali proste błędy w ataku. Rywale zdobyli wówczas siedem punktów z rzędu, a na Podpromiu – co było do tej pory rzadkością – pojawiły się głośne gwizdy dezaprobaty.
Mistrzowie Polski jednak się nie poddali. Trafnym posunięciem okazało się desygnowanie do gry zmienników: Aleksandra Śliwki, Lukasa Tichacka czy też Damiana Wojtaszka (ci dwaj ostatni dostali od władz klubu zakaz rozmów z dziennikarzami). Resoviacy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeszli diametralną metamorfozę. – Wszyscy słyszeliśmy, jaka była atmosfera na trybunach po II secie i powiedziałem chłopakom, że dziś kibice nam nie pomogą w tym meczu i musimy liczyć na siebie – opisuje trener Kowal. – Jeżeli będziemy słabo grali, to będziemy cały czas wygwizdywani. Liczyliśmy na siebie i zespół zagrał te trzy pozostałe sety na bardzo dobrym poziomie, równo, no i zaczęła wreszcie funkcjonować zagrywka. Nasze przyjęcie nie było w tym meczu najgorszą stroną, ale traciliśmy pojedyncze akcje, gdzie powiedzmy, graliśmy punkt za punkt i po jakimś czasie straciliśmy bezpośredni punkt w przyjęciu. Na pewno nie mieliśmy aż tak dobrego rytmu gry, ale sam procent skuteczności w tym elemencie nie był zły (53 proc. – przyp. red). Natomiast w tej drugiej części meczu graliśmy dużo spokojniej i pewniej w przyjęciu. Bardzo dobrą zmianę dał Olek Śliwka. Fajnie, że wytrzymał trudy tego meczu – mówi Kowal.
Olsztynianie nie byli w stanie skutecznie przeciwstawić się rozkręcającej się z minuty na minutę Asseco Resovii. – Na pewno nie zadowoliliśmy się tymi dwoma wygranymi setami – mówi Zajder. – Każdy z nas chciał zwyciężyć, bo nadarzyła się okazja, żeby wygrać za trzy punkty w hali mistrza Polski. Nie można więc mówić o rozluźnieniu, czy spadku koncentracji. Trzeba grać od początku do końca na maksa. To Resovia ograniczyła swoje błędy, zaczęła grać zdecydowanie lepiej i nasza gra już nie wystarczyła, żeby ich pokonać. Była na to szansa na początku tie-breaka. Po pierwszej punktowej zagrywce kolejna była również bardzo dobra, ale przegraliśmy kontrę. Możemy teraz gdybać, że jakbyśmy prowadzili 2:0, to może kolejna zagrywka byłaby również skuteczna i jakaś seria by się pojawiła jak w II secie i pozwoliłoby to nam na wygranie tie-breaka. Ten piąty set to jest zawsze loteria, ale szczęście było już po stronie gospodarzy – mówi środkowy ekipy z Olsztyna, która z Rzeszowa mimo porażki wyjeżdżała z podniesionymi głowami.
Poprawiły się też nieco nastroje w ekipie mistrza Polski, która przerwała serię porażek. – Tak naprawdę to zwycięstwo nic nie zmienia na ten moment w naszych oczekiwaniach – mówi szkoleniowiec Asseco Resovii. – Jedynie to, że po raz pierwszy wreszcie wygraliśmy tie-breaka w tym sezonie. Natomiast i tak dla nas kolejne mecze będą najważniejsze, jak będziemy się zachowywać, prezentować itd. Jednakże po serii porażek każda wygrana jest dla nas na wagę złota i nie ma znaczenia obecnie, z jakim gramy przeciwnikiem. Tak jest w sporcie, że prawdziwy charakter zespołu kształtuje się w trudnych momentach. Mam nadzieję, że ten mecz potwierdzi regułę – kończy trener Andrzej Kowal.
Asseco Resovia 3
Indykpol AZS Olsztyn 2
(22:25, 17:25, 25:17, 25:12, 15:10)
RESOVIA: Drzyzga, Penczew 3, Holmes 8, Kurek 21, Achrem 19, Paszycki 9 oraz Ignaczak (libero), Wojtaszek (libero), Perłowski, Śliwka 11, Jaeschke, Tichacek 1, Witczak
INDYKPOL: Woicki 1, Stoilović 9, Zajder 7, van den Dries 16, Bednorz 18, Koelewijn 5 oraz Potera (libero), Adamajtis 3, Zniszczoł 1, Waliński 4, Bieńkowski 1.
Sędziowali. A. Kuchna (Katowice) i W. Maroszek (Żory). Widzów: 4189. MVP meczu: Olieg Achrem.
rm
[print_gllr id=168724]


