
Podpalenie punktu szczepień i budynku sanepidu w Zamościu czy wcześniejszy atak na personel innego punktu w Gdyni czy Grodzisku Mazowieckim, szokuje. Ba, przeraża. Do czego jeszcze mogą się posunąć przeciwnicy szczepień? Obrzucą przysłowiowym błotem, wyzywając od doktora Mengele, Hitlera itp., a może kamieniami wychodzący personel, albo świeżo zaszczepionych? A jeszcze niedawno można było z nimi w miarę normalnie dyskutować, choć podnoszone przez nich argumenty mało miały wspólnego z naukową dysputą, a raczej rzucaniem pseudonaukowych bzdur typu „szczepionki są z abortowanych płodów” albo „w szczepionkach są mikroskopijne czipy, które nie tylko nas namierzą, ale zmienią naszą osobowość, płeć i Bóg wie co jeszcze”. Gdy zobaczyłam jednak na monitoringu upublicznionym przez policję typka podjeżdżającego na rowerze pod budynek punktu szczepień, rozglądającego się czujnie, a potem wyjmującego pojemnik z jakąś cieczą i zapalniczkę z kieszeni, pomyślałam, że to się nie może dziać w naszym kraju. Ale sekundę potem był wybuch płomieni, uciekający cień człowieka i wycie syren służb ratunkowych. Wtedy dotarło do mnie, że to nie przelewki, że „żarty się skończyły”. Antyszczepionkowcy zatracili poczucie realizmu, radykalizują się, ostro skręcając w kierunku siłowego rozwiązywania problemów. W piramidzie nienawiści przeskoczyli kilka pięter naraz, od ostrej polemiki po przemoc, a ostatnim etapem w tej piramidzie jest niestety eliminacja. Nie wystarczą już więc słowa potępienia. To ostatni dzwonek, by rząd stanowczo zareagował na to, co się dzieje. Ich terrorystyczne ataki są bowiem efektem bierności służb porządkowych na agresję słowną, hejt, groźby, które od wielu miesięcy wylewają się na osoby promujące szczepienia. Ostatnio prof. Krzysztofowi Simonowi i jego rodzinie grożono śmiercią oraz podłożeniem bomby pod szpital, tylko za to, że w wypowiedziach medialnych ostro krytykował środowisko antyszczepionkowców. Żeby więc nie było za późno. Czy wystarczą zapowiedziane działania w postaci kontrolowania i pilnowanie w dzień i w nocy mobilnych punktów szczepień przez funkcjonariuszy policji? Albo nadanie ich personelowi miana funkcjonariuszy publicznych? Wkrótce się okaże. Mam wrażenie, że rząd boi się antyszczepionkowców, a może nawet im po cichu sprzyja. Wszak podział na zaszczepionych i niezaszczepionych to też podział. A od dobrych kilku lat jesteśmy jako Polacy dzieleni przez rządzących, a to na lepszy i gorszy sort, a to na biednych i bogatych, dobrych i złych, bezpiecznych i resztę. To, że grupka oszołomów atakuje personel punktu szczepień czy zamaskowany dureń podpala inny punkt nie jest wyrwanym z kontekstu incydentem. Jest wynikiem usankcjonowania przez państwo agresji. Przecież Młodzież Wszechpolska od dawna wysyła pogróżki typu „Poderżnę ci ten głupi łep”, „zabiję cię na dniach”, „zadźgam jak Adamowicza”, „zginiesz k… za to co mi zrobiłeś”. Takie listy dostał nie tylko prezydent Wrocławia, Warszawy, Gdańska, Białegostoku, Bydgoszczy, Radomia. I co? Cisza. Najważniejsze osoby w państwie milczą jak grób. Bezkarność zaś ośmiela kolejnych durniów. Ale nie ma na co liczyć. Z Nowogrodzkiej nie wyjdzie przekaz dnia, by chamstwo i bandytyzm powstrzymać. Po co?
Redaktor Anna Moraniec



12 Responses to "Zero tolerancji dla antyszczepionkowych terrorystów"