
ZNICZ PRUSZKÓW – APKLAN RESOVIA. Rzeszowianie kontynuują świetną serię.
Tego w ekipie beniaminka jeszcze nie grali! Resoviacy odnieśli czwarte kolejne zwycięstwo, rewanżując się Zniczowi za bolesną porażkę na inaugurację sezonu.
ZNICZ Pruszków 0
APKLAN RESOVIA 2
(0-2)
0-1 Hass (22.), 0-2 Antonik (27.)
ZNICZ: Misztal – Bochenek, Budek, Długołęcki, Rackiewicz, Zagórski (46. Szymański), Małachowski, Kocot, Machalski (54. Chałas), Kubicki (46. Tarnowski) – Zjawiński
RESOVIA: Daniel – Geniec, Domoń, Zalepa, Mikulec (90. Feret), Antonik (88. Twardowski), Frankiewicz, Kaliniec, Hass (66. Pyrdek), Ogrodnik (75. M. Kantor) – Buczek.
Sędziował Marcin Bielawski (Katowice). Żółte kartki: Bochenek, Małachowski, Tarnowski – Buczek. Czerwone kartki: Bochenek (48. – druga żółta), Małachowski (90. – druga żółta) – Buczek (35. – druga żółta). Widzów 150.
Zemsta miała słodki smak, bo pruszkowianie zginęli od własnej broni. W pierwszym starciu w stolicy Podkarpacia okazali się bardziej wyrachowani od Apklan Resovii. Ustawieni z tyłu czekali na błędy rzeszowian i punktowali niczym wytrawny pięściarz. Gospodarze nie ukrywali rozczarowania, lecz minęło trochę czasu, zanim nauczyli się, że w futbolu za wartości artystyczne punktów się nie otrzymuje.
W sobotę na Mazowszu to piłkarze Apklan Resovii wystąpili w roli zimnych drani. Miejscowych do rozpaczy doprowadzał zwłaszcza Wojciech Daniel. Bramkarz „pasiaków” miał swój dzień i ratował kolegów na początku meczu oraz w pierwszych minutach drugiej połowy. Znicz nacierał z animuszem, wykonywał aż osiem rzutów rożnych, po jednym z nich piłka wylądowała na poprzeczce. Wszystko na nic. Wynik się nie zmieniał, a im bliżej było końca meczu, tym gracze gospodarzy bardziej się denerwowali. Od 35 minuty grali z przewagą zawodnika, ponieważ Bartłomiej Buczek wyleciał z boiska z dwiema żółtymi kartkami. Siły się wyrównały krótko po zmianie stron, gdy przeholował Marcin Bochenek.
– Zasłużyliśmy na trzy punkty. Graliśmy mądrze taktycznie i mieliśmy szansę na kolejne bramki – relacjonował Szymon Grabowski, trener „pasiaków”. – W drugiej połowie Przemek Pyrdek szedł sam na sam z bramkarzem, ale sędzia wymyślił spalonego, choć boczny nie podniósł chorągiewki. Po meczu nas przeprosił. Niektórzy niepotrzebnie się martwili, czy wystarczy nam sił po wyczerpującym pucharowym boju z Lechią Gdańsk. Fizycznie prezentowaliśmy się bez zarzutu.
Rzeszowianie zgasili Znicz w pięć minut. Wydawało się, że w tej lidze każdy wie, iż Konrad Domoń daleko wyrzuca piłkę z autu, ale pruszkowianie chyba nie odrobili zadania domowego. Kapitan podał więc na głowę do Pawła Hassa, a ten pokonał Piotra Misztala. Dryblas z Resovii trudniej miał w środę, gdy czubkiem buta trącił piłkę obok wychodzącego z bramki Duszana Kuciaka. Zanim drużyna Andrzeja Prawdy ochłonęła, zrobiło się 2-0 dla beniaminka. Hass uderzał z niewygodnej pozycji, kiepska próba przerodziła się w kapitalne podanie do Kamila Antonika, a ten strzelił mocno i precyzyjnie. To była już piąta bramka 20-latka, któremu w kilku innych sytuacjach tradycyjnie zabrakło chłodnej głowy. O przedłużenie świetnej serii rzeszowianie powalczą w najbliższą sobotę ze Stalą Stalowa Wola. Jej też mają się za co rewanżować.
tsz



One Response to "Zgasili Znicz w 5 minut"