
Pierwszym, który 40 lat temu zginął podczas pacyfikacji Kopalni „Wujek” był Zbigniew Wilk z Zaleszan koło Stalowej Woli. Dostał trzy kule w plecy. Osierocił żonę i dwoje dzieci. To dla niego i ośmiu pozostałych górników, którzy stracili wówczas życie, wyruszy dziś,
13 grudnia, z Zaleszan sztafetowy Bieg Dziewięciu Górników. 16 grudnia dotrą tam, gdzie rozegrała się największa tragedia stanu wojennego.
– W Kopalni „Wujek” stan wojenny zaczął się już 12 grudnia. Późnym wieczorem milicjanci przyszli po przewodniczącego związku z naszej kopalni – wspomina Krzysztof Pluszczyk, przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK „Wujek” .
– Powiedzieli, że było włamanie do siedziby związku i że musi iść – kontynuuje Pluszczyk. – On się jednak zorientował, że coś tu jest nie tak. Nie wpuścił ich i wewnętrzną linią zadzwonił na kopalnię. Kilku górników pobiegło pod jego mieszkanie. Natychmiast zjawili się także zomowcy. Górnicy zostali pobici, połamano im nosy, żebra. Przewodniczącego zabrała esbeka. Gdy zmasakrowani górnicy wrócili do kopalni, zaczął się strajk.
49 „zdrowasiek”
Z górnikami w tych tragicznych dniach był także ks. Henryk Bolczyk. Odprawił w kopalni msze święte 13 i 14 grudnia. 15 grudnia, sytuacja była już tak napięta, że na eucharystię nie było szans. Byłoby to zbyt ryzykowne, kapłan i górnicy odmawiali więc różaniec. Gdy byli przy 49 „zdrowaśce” ktoś krzyknął „idą!”.
– Wszyscy się rozpierzchli, mnie schowali w jakimś magazynku. Myślałem, że już żywy stamtąd nie wyjdę, ale Bóg miał inny plan. Naszą modlitwę, to ostatnie „Zdrowaś Mario” dokończyliśmy, ale dopiero w 1990 roku, już po odzyskaniu niepodległości – wspomina ks. Henryk Bolczyk.
16 grudnia 1981 r., około godz. 9 na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem Katowic, Jerzym Cyranem. Kiedy delegacja próbowała zabrać głos, górnicy zaczynali śpiewać hymn państwowy oraz pieśń „Boże, coś Polskę”. O godz. 10 siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje.
Zgromadzili na nas ogromną siłę
Odcięto kopalnię od miasta i o godz. 11 rozpoczęto akcję „oczyszczania przedpola”, czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą.
– Zgromadzili na nas ogromną siłę. 22 czołgi, 45 bojowych wozów, kilkadziesiąt wozów milicyjnych, armatki wodne i kilka tysięcy milicjantów – wspomina Krzysztof Pluszczyk. – Zanim do nas dotarli, musieli rozgonić tłum, który bronił do nas dostępu. Ludzie zagradzali drogę własnymi ciałami, wieszali się na lufach. A oni bili i lali zimną wodą z armatek i kobiety, i dzieci. W końcu się przebili. Rzucali na nas ogromne ilości gazu. Niektórzy nigdy nie wrócili po tym do zdrowia. Bito nas i katowano.
Zrywali bandaże, wyrwali dren z płuca
– O tym się nie mówi, ale bestialstwo zomowców było takie, że bili nie tylko górników, ale i personel karetek, które przyjechały na miejsce. Bito lekarzy, pielęgniarki i kierowców. Zatrzymywano karetki wiozące rannych, zrywano im bandaże, jednemu wyrwano dren płuca z klatki piersiowej. Nikt za to nie odpowiedział. Lekarze, którzy byli wtedy w „Wujku”, napisali nawet list do gen. Jaruzelskiego, w którym napisali, że nawet hitlerowcy się tak nie zachowywali, ale pozostał bez odpowiedzi.
W pacyfikacji „Wujka” zginęło 9 górników: Jan Stawisiński, Joachim Gnida, Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk i Zenon Zając, a 21 zostało rannych.
Zbigniew Wilk urodził się w Dzierdziówce koło Stalowej Woli. Zginął od trzech kul wymierzonych w plecy. Osierocił żonę i dwoje dzieci. I choć od czasu pacyfikacji Kopalni Węgla Kamiennego „Wujek” w Katowicach minęło już 40 lat, pamięć o tych, którzy wówczas stracili życie ciągle żyje. Serca ich najbliższych rozrywa natomiast jak wciąż niezagojona rana. Siostra Zbigniewa Wilka mówiła o tym podczas odsłonięcia w Tarnobrzegu tablicy poświęconej dziewięciu z „Wujka”.
Byłeś piękną kartą mojego życia
– Stojąc tu, wołam do mojego brata: byłeś piękną kartą mojego życia! Właśnie dlatego, nie tylko nigdy nie będę mogła o Tobie zapomnieć, ale będziesz stale obecny w mojej najgłębszej pamięci, jak powód, dla którego się żyje – mówiła Magdalena Pelc. Zbigniew Wilk, gdy zginął miał 30 lat.
Bieg Dziewięciu Górników rozpocznie się 13 grudnia 2021 r. w Zaleszanach. Biegacze będą uczestniczyli we mszy św., a następnie złożą kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym Dziewięciu z Wujka. Po złożeniu kwiatów biegacze wystartują w stronę Tarnobrzega. Dalej wyruszą w trasę do Chmielnika na plac przy kościele. 14 grudnia uczestnicy biegu wystartują w trasę do miejscowości Zawada Pilicka. A 15 grudnia, pokonają trasę do Katowic i dotrą na plac przy kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Brynowie. Dzień później dotrą pod Pomnik Górników Poległych 16 grudnia 1981. Tam zostaną przywitani przez Dyrektora Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności, i Społeczny Komitet Pamięci Górników KWK „Wujek”. Organizatorem biegu – pielgrzymki jest rodzina Zbigniewa Wilka, jednego z Dziewięciu Górników zastrzelonych w Kopalni Wujek oraz Klub Biegacza Witar w Tarnobrzegu.
Małgorzata Rokoszewska



4 Responses to "Zginął jako pierwszy, osierocił żonę i dwoje dzieci"