
Nienawiść w Internecie jest już tak powszechna, że mało kto zwraca na nią uwagę.
Nie tylko tzw. celebryci są obiektem nienawiści w sieci. Lżone są również osoby znane jedynie w środowisku lokalnym. – Małomiasteczkowa nienawiść w połączeniu z tą internetową jest jeszcze gorsza od tej, z którą można się spotkać na portalach typu Pudelek – twierdzi Dorian Pik (28 l.) z Kolbuszowej. – Czyż to nie jest przykre, że ktoś anonimowo wylewa wiadro pomyj na głowę sąsiada?
Fora internetowe mieszają z błotem każdego, kto się wychyli ponad przeciętność. Nikogo to nie dziwi, ani nie oburza do czasu, kiedy nie dotknie go to osobiście…
„Swoich hejterów spotykam na ulicy”
Dorian Pik (28 l.) z Kolbuszowej to osoba bardzo aktywna: lider zespołu rockowego, radny, szef miejskiej komisji oświaty, działacz sportowy, czynny piłkarz itd. Krótko mówiąc – lokalny celebryta. A jak wiadomo, właśnie tacy ludzie stają się najczęściej obiektem nienawiści.
– Jako osoba publiczna jestem narażony na krytykę. I na to się godzę – mówi Dorian Pik. – Niemniej jest cienka linia pomiędzy krytyką a hejtowaniem. Ramy jednego i drugiego wyznacza kultura. Jestem przekonany, że większość postów, w których przeczytałem, że ze mnie ciepłe kluchy, że się stoczyłem, czy że jestem błaznem itd. pisze osoba, którą bardzo dobrze znam. Na co dzień na ulicy jest dla mnie uprzejma, ale ubliża mi w sieci. Tylko że ja szybko nauczyłem się z tym problemem radzić. Internetowych trolli najlepiej ignorować.
– Zjawisko hejtingu w Internecie jest niezauważane, dopóki rzecz nie dotyczy naszych bliskich – uważa Dorian. – Myślimy: „Pisze sobie jakiś anonimowy frustrat, to niech pisze”. Ale kiedy sprawa dotyka kogoś nam bliskiego, wtedy otwieramy oczy na to zjawisko. Pod płaszczykiem nikomu nic niemówiącej ksywy hejterzy wypisują w Internecie rzeczy, których nigdy nie odważyliby się powiedzieć na żywo nie zwracając uwagi na to, jak bardzo słowem można krzywdzić. Kompletnie nie wiem, skąd bierze się ta nienawiść.
„Nie ma argumentów, nie ma dyskusji, jest agresja”
– Czy czuję się ofiarą przemocy w Internecie? Nie. Absolutnie nie. To nie jest tak, że po mnie to spływa, bo każdemu byłoby przykro przeczytać o sobie niemiłe i nieprawdziwe rzeczy. Ale czy warto się przejmować anonimowymi pieniaczami? Chyba nie. Mam w Kolbuszowej wielu przyjaciół. Oni wiedzą, jakim jestem człowiekiem i do czego dążę. Nie wydaje mi się więc, żeby musieli się posiłkować tym, co na mój temat znajdą w Internecie.
– Jestem przekonany, że środowisko hejterów nie jest potężne. Ma za to potężny wydźwięk, bo ci ludzie potrafią na jednym blogu komentować pod kilkudziesięcioma pseudonimami, wylewając swój jad i frustrację. Nie ma argumentów, nie ma dyskusji, jest agresja. Niestety, małomiasteczkowa nienawiść w połączeniu z tą internetową jest jeszcze gorsza od tej na portalach typu Pudelek. Bo to dopiero przykre, kiedy w sposób anonimowy wiadro pomyj wylewa się na głowę sąsiada zza płotu – konstatuje nasz rozmówca.
Dorian Pik bierze aktywny udział w akcjach wymierzonych przeciwko internetowej nienawiści. – Muzycy z zespołu Lao Che zaprosili mnie do polubienia akcji na Facebooku „Nie hejtuję” – zdradza. – Zaangażowało się to wielu artystów, m.in. Natasza Urbańska, Joanna Horodyńska czy Adam Sztaba. Zaśpiewałem też w piosence „Nienawiść” punkowej formacji Clockwork. Utwór ten traktuje o hejtingu w Internecie, w szkole i na ulicach. Im więcej takich akcji, tym bardziej uwrażliwimy ludzi na problem hejtingu – dodaje muzyk.
Komu przeszkadzał sukces Sary Chmiel?
Z nienawiścią można spotkać się i na dębickich portalach. Swego czasu doświadczyła tego Sara Chmiel (23 l.), pochodząca z okolic Mielca wokalistka zespołu „Łzy”.
– Posty dotyczące Sary były złe, paskudne i absolutnie niezgodne z prawdą. To pokazuje, że chyba nie lubimy, jak ktoś z nas odnosi sukces – komentowała Elżbieta Kęsik (58 l.), dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy. – Ja z bliska widziałam, ile Sara włożyła wysiłku, żeby znaleźć się tam, gdzie jest. A tego typu opinie nic dobrego nie wnoszą, a często podcinają skrzydła. Tu smutne. Ale ludzie wiedzą lepiej – ubolewała Elżbieta Kęsik.
Jednak to, co spotkało Sarę Chmiel, jest niczym w porównaniu z tym, co w sieci napisano o burmistrzu Pawle Wolickim (41 l.). Na dębickich portalach mogliśmy przeczytać m.in., że jest on nałogowym alkoholikiem, Żydem i damskim bokserem, który codziennie katuje żonę. – Albo, że co miesiąc jestem w szpitalu – ironizował Wolicki.
„Internet jak brudna i śmierdząca ubikacja”
– Atakowany jestem ja, moja żona, rodzina i nasze relacje – przyznał burmistrz. – Pojawiło się dużo nieprawd ogromnie nas krzywdzących. Ale nie dopuszczam, żeby to stało się moim problemem. To jest sprawa tych internautów, ich nienawiści.

– Na szczęście funkcjonuję w środowisku ludzi, którzy doskonale wiedzą, że to, co wypisują na mnie, jest nieprawdą. Często słyszę od nich: zrób coś z tym. Ale trudno walczyć z przeciwnikiem, który jest całkowicie zakamuflowany. Choć oszczerstwo rzucone przez niego w sieci zaczyna żyć swoim życiem i słychać po Dębicy „słyszałem, że podobno Wolicki…”.
Burmistrz mówi, że pomówienia pod jego adresem sięgały zenitu podczas kampanii wyborczej. – Umieszczono w sieci treści obrażające mnie i moją rodzinę. Było też wredne ogłoszenie. To był plakat z moją twarzą z napisem, że oddam nieużywany mózg i że znęcam się nad żoną – wspomina. – Zgłosiłem sprawę prokuraturze. Ta ustaliła, że pisał to jeden z lokalnych działaczy SLD, który tłumaczył się, że to był żart. Tylko co w tym śmiesznego?
– Internet jest jak kiedyś ubikacja na dworcu. Można było tam wejść i bezkarnie napisać wszystko co się chciało na ścianie. Dziś ludzie też wylewają w sieci swoje frustracje, albo zwyczajną nienawiść w stosunku do innych. I to jest ohydne – puentuje Wolicki.
Internetowe bluzgi społecznie pożyteczne?
Paradoksalnie w obraźliwych atakach psychologowie dostrzegają pewnego rodzaju korzyści społeczne. Otóż okazuje się, że wrzucony w sieć bluzg bywa dla jego autora rozładowaniem negatywnych emocji. Poza tym specyfiką Internetu jest to, że głos tzw. szarego człowieka może być publicznie zauważony i wysłuchany, co jednak nie znaczy, że agresja, bluzgi i wylewanie pomyj na innych ludzi są w porządku. Wręcz przeciwnie.
Dr Krzysztof Krejtz (47 l.), psycholog Internetu, w wywiadzie dla serwisu Natemat.pl, tłumaczy, że Internet jest zbiorem grup społecznych, gdzie normą stały się obrzucanie innych błotem i prowokacja. – Wchodząc do takiego środowiska, musimy mieć świadomość, że może ono infekować nasze głowy agresją – uważa Krejtz. – Bywa, że agresywne zachowanie nakręca drugie. A agresja skumulowana w sieci promieniuje na inne sfery…
Paweł Galek



5 Responses to "Zgnoić bliźniego on-line"