
Przemyślanka Anna Grad – Mizgała była niedawno przesłuchiwana przez policję. Jest bowiem obwiniona o cały szereg wykroczeń, których dopuścić się miała podczas zeszłorocznych jesiennych marszów „Strajku Kobiet” organizowanych w całym kraju w związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej dotyczącym zakazu usuwania ciąży, gdy płód jest nieodwracalnie uszkodzony, albo nieuleczanie chory. Grad-Mizgała była jedną z organizatorek marszów w Przemyślu. Teraz ma zostać za to ukarana. – Nie przyznaję się do zarzucanych mi wykroczeń – mówi kobieta. – Chcę stanąć przed sądem i liczę na jego niezawisłość – podkreśla.
Kiedy jesienią zeszłego roku Anna Grad-Mizgała wracała z jednego z marszów „Strajku Kobiet”, dosłownie kilkanaście metrów od swego domu została napadnięta przez nieznanych jej zakapturzonych osobników. Zabrali jej flagi z logo „Strajku Kobiet”, a jej męża, który chciał napastnikom przeszkodzić, poturbowano. Wszystko to stało się w ścisłym centrum miasta, w miejscu, gdzie działa monitoring jednej z przemyskich firm mających tam siedzibę. Mimo to sprawców napaści na małżeństwo Mizgałów nie ustalono, a postępowanie umorzono, bo, jak wyjaśnili śledczy, sprawcy kradzieży flag nie działali z zamiarem wzbogacenia się, a same flagi mogły wzbudzać kontrowersje!
Teraz za organizację marszów „Strajku Kobiet” mają odpowiedzieć A. Grad-Mizgała, a także inne osoby współorganizujące je i zwyczajnie biorące w nich udział. Kobieta obwiniona jest o cały szereg wykroczeń. Na jej wezwaniu na przemyską Komendę Policji widzimy m.in. art. 141. kodeksu wykroczeń (Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany), art. 63 A par.1 kodeksu wykroczeń (Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.), art. 51. par 1. kodeksu wykroczeń (Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.) oraz art. 54. kodeksu wykroczeń (Kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany). Co najdziwniejsze, ten ostatni opatrzony jest adnotacją, że dotyczy on rozporządzenia Rady Ministrów z 6 maja tego roku!
Tak oto PiS zmienia nie tylko polski wymiar sprawiedliwości, ale i starą i niezmienną od wieków zasadę Prawa Rzymskiego: lex retro non agit (łac. prawo nie działa wstecz). W tym przypadku najwyraźniej jednak działa. – W państwie rządzonym przez PiS nic już nie jest w stanie mnie zaskoczyć – zauważa w rozmowie z Super Nowościami Anna Grad-Mizgała. – Także to, że łamana jest ta oczywista przecież rzymska zasada – uśmiecha się z przekąsem.
– Nie przyznałam się do zarzucanych mi wykroczeń, chcę stanąć przed sądem – deklaruje przemyślanka. – W podobnych sprawach jest już bogate orzecznictwo – podkreśla dodając, że: – Wierzę w rozsądek i niezawisłość sądu. Pytana o to, czy zamierza jeszcze kiedyś protestować przeciwko poczynaniom władzy Grad-Mizgała mówi wprost: – Zawsze, gdy działania władzy skierowane będą przeciwko nam, obywatelom – zapowiada aktywistka.
Monika Kamińska



7 Responses to "„Złamała” obostrzenia, których jesienią zeszłego roku… nie było"