Zło nie spada z nieba

Gerhard Palitzsch był przystojnym, młodym człowiekiem, który w obozie nikogo nie uderzył, bo to nie było w jego stylu. Ten sadysta o twarzy cherubinka przykładał więźniom pod czaszkę z tyłu głowy mały karabinek, czasem używał bolca do zabijania bydła. Dziewczętom kazał się rozbierać i biegać wokół dziedzińca. Stojąc w środku, wybierał, potem mierzył i strzelał. Im dłużej to trwało, tym większą Palitzschowi sprawiało satysfakcję. Sam komendant Rudolf Hoess mówił o nim, że mógł zabijać bez przerwy, nie zdradzając przy tym żadnych emocji.

Ernst Krankemann, kapo karnej kompanii, uwielbiał się znęcać nad księżmi. Z zawodu był fryzjerem, choć posturą przypominał rzeźnika. Popisywał się zabijaniem człowieka jednym uderzeniem. Ciosem w szczękę, od dołu ku górze, przerywał rdzeń pacierzowy. Szczęśliwie dla ofiar, śmierć następowała natychmiast.

Dla pielęgniarza Josefa Klehra wstrzyknięcie fenolu w serce kilkudziesięciu osobom było wydarzeniem tak prozaicznym, że zaraz po nim przechodził do rozmów o sporcie albo pogodzie. Klehr dowoził też do obozu puszki cyklonu B.

Więźniarki nazywały ją “Mańcia Migdał”, ale pod zabawnym pseudonimem i perfekcyjnym ciałem, ukrywał się potwór. Dla Marie Mandel dzień bez zabitego więźnia był dniem straconym. Dziwiono się, skąd w tak drobnej istocie tyle siły, gdyż szczęki łamała jednym uderzeniem pięści. Ubrana była w obcisły strój, a perwersyjne żądze zaspokajała kopaniem w podbrzusze kobiet i mężczyzn.

Gerhard Palitzsch kończył szkołę, gdy w Berlinie, w centrum miasta, na ławkach pojawił się napis: “Żydom siadać tu nie wolno!”. Potem w pływalni pojawił się napis: “Żydom wstęp wzbroniony”. – Cóż, przyjemne to nie jest, ale Berlin ma tyle miejsc, gdzie można się kąpać, tyle jezior, kanałów, prawie Wenecja, więc można gdzieś indziej. Jednocześnie pojawia się napis: “Żydom nie wolno należeć do niemieckich związków śpiewaczych”. No to co? Chcą śpiewać, muzykować, niech zbiorą się oddzielnie, będą śpiewali – opowiadał Marian Turski, niezwykły świadek ówczesnych wydarzeń – Następny był rozkaz: “Dzieciom żydowskim, niearyjskim nie wolno bawić się z dziećmi niemieckimi, aryjskimi. Uwaga, uwaga, zaczynamy się oswajać z myślą, że można kogoś wykluczyć, stygmatyzować, wyalienować. I tak powolutku, stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają się z tym oswajać. Ofiary, oprawcy i świadkowie zaczynają przywykać do myśli, że ta mniejszość, która wydała Einsteina jest inna, że może być wypchnięta ze społeczeństwa, że to są ludzie obcy. Ludzie roznoszący zarazki, epidemie. To już jest straszne, niebezpieczne. To początek tego, co za chwilę może nastąpić.

Za chwilę zdarzył się Auschwitz. – Jesteście w niemieckim obozie koncentracyjnym jako element wrogi Trzeciej Rzeszy. Żydzi dwa tygodnie, księża miesiąc, młodzi i zdrowi trzy miesiące mają prawo tu być, nie dłużej. Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin krematoriów – przywitał więźniów Lagerfuhrer SS Karl Fritzsch. Dla ponad miliona Żydów, Polaków, Romów, Rosjan i innych nieszczęśników rozpoczęła się gehenna.

Marian Turski przeszedł przez łódzkie getto i piekło Auschwitz. Kilka dni temu, podczas 75. rocznicy wyzwolenia obozu, poruszył świat 20-minutowym wystąpieniem o genezie zła. Apelował, by nie fałszować historii dla osiągnięcia politycznych celów i nie być obojętnym na krzywdę mniejszości. – Holokaust nie spadł z nieba. On tuptał, dreptał kroczkami – przypominał Turski. Każde jego słowo było poruszające i porażające. To niezwykle cenna lekcja dla nas wszystkich, a trzeba dodać, że Turski zwracał się do pokolenia swojej córki i wnuków. Generacji wychowanej w czasach pokoju, której nieustannie należy przypominać, że Auschwitz, Treblinka, Babi Jar czy Srebrenica mogą się powtórzyć pod każdą szerokością geograficzną, zawsze tam, gdzie łamane są zasady demokracji i prawa człowieka. A wszystko zaczyna się od niewinnego napisu na ławkach w parku…

– Najgorsza jest obojętność! – ostrzegał Marian Turski. Obojętny wobec jego wystąpienia nie pozostał choćby premier Xavier Bettel, wręczając mu medal Oficera Orderu Zasługi Wielkiego Księcia Luksemburga. Polacy z Turskim mają jednak problem. W Internecie wylało szambo z obraźliwymi komentarzami. Głośno zrobiło się m.in. o pewnej pani z pieskiem, która żałowała, iż Niemcom nie starczyło gazu na Turskiego. Skandaliczne wpisy są zgłaszane do prokuratury, a Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych w ostatnich dniach na brak zajęć nie narzeka. Gorzej, że z lekcji Turskiego niczego nie wynieśli politycy (Krzysztof Bosak) tudzież osoby piastujące wysokie stanowiska w mediach publicznych (Samuel Pereira). Od nich bowiem powinniśmy wymagać więcej.

Marian Turski nie został wypuszczony z Auschwitz z powodu choroby. Marian Turski nie był komunistycznym oprawcą, choć pracował w wydziale prasy PZPR, a od 1958 roku kierował działem historycznym tygodnika “Polityka”. Marian Turski nie jest lewakiem ani polakożercą. Nieprawdopodobne, że komukolwiek trzeba tłumaczyć takie rzeczy.

Tomasz Szeliga, redaktor naczelny Super Nowości

One Response to "Zło nie spada z nieba"

Leave a Reply

Your email address will not be published.