
Sprawa oszustw w sklepach internetowych to prawdopodobnie największe śledztwo prowadzone w Polsce.
Zajmujący się procederem mogli zarobić nawet kilkanaście milionów złotych, a oszukać grubo ponad 100 tys. ludzi, w tym wielu ludzi z Podkarpacia. A model ich działania był niezwykle prosty – otwierali sklepy internetowe, w których oferowali markowe ubrania, dodajmy, bardzo drogie ubrania, w okazyjnych cenach. Wysyłali jednak jakąś tandetę, a w wielu przypadkach nie wysyłali nic, otrzymując wcześniej pieniądze. Gdy palił im się grunt pod nogami, zakładali kolejny sklep i tak w kółko. Śledztwo w płockiej prokuraturze trwa już dwa lata i jego końca nie widać. – To gigantyczne postępowanie i cały czas coś się w nim dzieje, dlatego tak długo trwa – wyjaśnia Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Dlaczego sprawą dotyczącą m.in. wielu mieszkańców Podkarpacia zajmuje się prokuratura z Płocka? – Początkowo zawiadomienia o przestępstwie wpływały do prokuratur w całej Polsce. Następnie nasza prokuratura w Płocku została wyznaczona do prowadzenia tej sprawy i zebrała z całego kraju wszystkie postępowania, żeby można było łatwiej prowadzić śledztwo i zobaczyć skalę tego procederu – tłumaczy prokurator Śmigielska-Kowalska.
Największe śledztwo w Polsce
Jak duża to sprawa, świadczy liczba osób przewijających się w śledztwie. W sumie wykonano czynności z około 90 tys. osób pokrzywdzonych! A jak słyszymy w płockiej prokuraturze, to jeszcze nie koniec, bo systematycznie przybywa nowych, więc śledczy podejrzewają, że takich osób może być grubo ponad 100 tysięcy.
Jakie były początki całego procederu? – Osoby zajmujące się nielegalnym procederem założyły sklepy: pilkasklep.pl, 66procent.pl, 66prezent.pl i retrobut.pl. Pierwszy sklep sportowy powstał tuż przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej w Polsce i Ukrainie. Reklamy sklepu wyświetlały się m.in. w najpopularniejszych portalach internetowych, więc ludzie nabierali zaufania – opowiada prokurator.
Co więcej, organizatorzy procederu wysyłali za darmo ubrania do różnych celebrytów i blogerek modowych, żeby zachwalali publicznie ich sklep. We wspomnianych sklepach sprzedawane były markowe ubrania i buty, znanych i światowych firm, i to często tych z najwyższej półki. Przykładowo: koszula znanej marki kosztująca 500 zł była do kupienia za 100 zł. Początkowo organizatorzy procederu dla zapewnienia wiarygodności wysyłali zamówiony towar i to ten oryginalny. – Co ciekawe, wśród przesłuchanych jest trochę osób, które były zadowolone z usług tych sklepów – dodaje prokurator Śmigielska-Kowalska.
Następnie oszuści po tym krótkim okresie zaczęli wysyłać towar, ale były to już podróbki, które w Azji robiono za kilka złotych za sztukę. Później już się nawet i w to nie bawili, bo brali pieniądze i nie wysyłali ludziom nic. Firmy oszukujące ludzi zakładane były m.in. w Singapurze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy na Malediwach i czyniono to nieprzypadkowo, bo jak później dochodzić swoich praw w krajach, w których obowiązuje diametralnie inne prawo? Tym bardziej, że chodziło tu o kwoty rzędu kilkuset złotych, a nie kilkudziesięciu tysięcy złotych, więc nikt nie bawiłby się w wynajmowanie prawników itd.
Firmy zakładane były w egzotycznych państwach, ale konta bankowe, na które przelewano pieniądze, funkcjonowały w Polsce. Śledczy nie mogli ich zająć, bo, jak usłyszeliśmy w prokuraturze, postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko komuś.
Sklepy nie były otwierane jednocześnie. Powstawał jeden i jak pojawiało się w sieci mnóstwo wpisów mówiących o tym, że to oszustwo, to był zamykany i otwierany kolejny.
Ogólnopolskie media podają, że organizatorzy procederu otwierają w miejsce tych „spalonych” sklepów kolejne i w lipcu 2014 r. miał powstać następny sklep internetowy z ogromnymi przecenami. Tyle, że firma ta nie jest już zarejestrowana w Azji, a w Polsce, dlatego trudno powiedzieć czy stoją za nią te same osoby i czy są to oszuści. – My się tym sklepem obecnie nie zajmujemy. W sieci funkcjonuje mnóstwo różnych sklepów, z czego pewnie 80 proc. działa w uczciwy sposób. Nie każdy jednak sklep, który prowadzą nieuczciwi ludzie musi być powiązany z naszą sprawą. Oczywiście badamy, czy są jakieś powiązania, ale na razie mogę powiedzieć, że oszustwa z naszego śledztwa były dokonywane w czterech sklepach – wyjaśnia prokurator Śmigielska-Kowalska.
Ukrywają się w Azji
Pozostaje bardzo ważna kwestia – a mianowicie: kto wymyślił „biznes”, na który nabrało się tyle osób? Prawdopodobnie ten nielegalny „biznes” wymyślili dwaj młodzi ludzie – 27-letni Mateusz G. i 26-letni Rafał K. – Ale nie tylko oni stali za tym procederem, bo ludzi, którzy z nimi współpracowali i zarabiali na tych sklepach jest dużo więcej nie tylko w Europie, ale także w Azji – mówi prokurator.
Co się dzieje z dwoma wspomnianymi mężczyznami? – Nie mogę o tym dużo powiedzieć, bo oni też śledzą to, co pokazują media i nie chcemy, żeby wiedzieli to, co już my ustaliliśmy – dodaje prokurator Śmigielska-Kowalska. Nie jest jednak tajemnicą, że mężczyźni uciekli do Azji i zmieniają miejsce zamieszkania. I tu jest kłopot, bo gdyby ukrywali się na terenie Unii Europejskiej, to wówczas wysyła się Europejski Nakaz Aresztowania, a policjanci z krajów unijnych ze sobą współpracują i łatwo przestępcę zatrzymać dajmy na to w Wielkiej Brytanii. Później to już tylko kwestia czasu, kiedy zatrzymany zostanie przekonwojowany samolotem do Polski. – W Azji nie mamy umów ekstradycyjnych z wieloma krajami. Ale co my mówimy o ekstradycji, najpierw trzeba ich zatrzymać. A jak my w Polsce możemy wpłynąć na policję w Chinach, żeby zatrzymała tych mężczyzn? – pyta prokurator.
Śledczy mają jednak nadzieję, że podejrzewani o zorganizowanie całego procederu kiedyś zatęsknią za Europą albo zacznie palić im się grunt pod nogami w Azji i wrócą, a wtedy zostaną natychmiast zatrzymani. – Sprawa cały czas jest prowadzona i potrwa jeszcze długo, ale to nie oznacza, że nic nie robimy. Skala tego procederu jest tak ogromna, że potrzeba nam jeszcze wiele czasu. Mogę powiedzieć, że przesłuchane zostały już pewne osoby zamieszane w tę sprawę, ale nie zostały zatrzymane i nie usłyszały żadnych zarzutów – tłumaczy prokurator.
Co, jeśli wpadną mężczyźni odpowiedzialni za ten gigantyczny przekręt? Przede wszystkim będą odpowiadać w sprawie oszustw. To jednak nie koniec, bo do prokuratury zgłosiły się także duże firmy znane na całym świecie, których produkty były podrabiane. I za to także odpowiedzą. Mężczyźni oferowali również te wspaniałe „okazje” na największym portalu aukcyjnym w Polsce. – I nie wywiązali się z umów, dlatego ten portal także zgłosił popełnienie przestępstwa – wyjaśnia prokurator.
Specjalna policyjna grupa tropi oszustów
Czynności w tym prawdopodobnie największym w Polsce śledztwie wykonuje specjalnie powołana grupa kilku policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. To doświadczeni funkcjonariusze, którzy niczym innym się nie zajmują, tylko oszustwami dotyczącymi wymienionych wcześniej sklepów. Dowiedzieliśmy się, że policjanci mają specjalne programy komputerowe, które pomagają im zbadać tę sprawę, m.in. do segregowania przesłuchanych ludzi i dopasowania ich do każdego oszustwa. Śmiało można powiedzieć, że to ogromne przedsięwzięcie logistyczne.
Pytamy doświadczonego policjanta, który zajmuje się tego typu przestępstwami w sieci, dlaczego oszuści potrafili wyprowadzić w pole tak ogromną liczbę Polaków? – Ludzie zawsze będą się nabierać, bo już taka natura człowieka. Trzeba przede wszystkim racjonalnie myśleć. Jak buty kosztują 1 tys. zł, a można je kupić za 200 zł, to powinna się komuś zaświecić czerwona lampka, że to oszustwo albo rzecz kradziona – mówi. – Owszem, można korzystać z promocji i to tych dużych np. w sklepie stacjonarnym znanej sieci, która przecenia towar o 60 proc. lub nawet kupować przez Internet w superpromocjach, ale na oficjalnej stronie znanego sklepu lub znanej marki. Powiedzmy jednak szczerze – na Zachodzie często można złapać takie okazje, w Polsce bardzo rzadko – dodaje.
Grzegorz Anton



6 Responses to "Złodzieje z Internetu"