Znajomy rodziców z zarzutem zabójstwa półrocznego Maksymiliana

W poniedziałek w prokuraturze odbyła się konferencja prasowa, w czasie której podzielono się najnowszymi wstrząsającymi ustaleniami ws. śmierci półrocznego Maksymiliana. O szczegółach sprawy opowiedzieli od lewej: mł. insp. Konrad Wolak - zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, prok. Renata Krut-Wojnarowska - prokurator rejonowy dla miasta Rzeszów, prok. Łukasz Harpula - prokurator okręgowy i prok. Ewa Romankiewicz - rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Fot. Paweł Dubiel
W poniedziałek w prokuraturze odbyła się konferencja prasowa, w czasie której podzielono się najnowszymi wstrząsającymi ustaleniami ws. śmierci półrocznego Maksymiliana. O szczegółach sprawy opowiedzieli od lewej: mł. insp. Konrad Wolak – zastępca Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, prok. Renata Krut-Wojnarowska – prokurator rejonowy dla miasta Rzeszów, prok. Łukasz Harpula – prokurator okręgowy i prok. Ewa Romankiewicz – rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. 40-letni Grzegorz B. miał od dłuższego czasu znęcać się nad 2,5-letnią Leną, siostrą zmarłego niemowlęcia. Zwyrodnialec przyznał śledczym, że sprawiało mu to przyjemność.

Śledztwo w sprawie śmierci 6-miesięcznego chłopca przybrało nieoczekiwany obrót. To nie matka, jak jeszcze w niedzielę informowała rzeszowska prokuratura, jest główną podejrzaną o zabójstwo dziecka, ale przyjaciel rodziny – 40-letni Grzegorz B., były pracodawca ojca zmarłego niemowlęcia. – Wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka potwierdzają słuszność zarzutu zabójstwa – zdradził w poniedziałek Łukasz Harpula, prokurator okręgowy. Na tym nie koniec szokujących ustaleń śledczych. Okazuje się, że zwyrodnialec w tajemnicy przed rodzicami od dłuższego czasu maltretował 2,5-letnią Lenę, drugie dziecko pary. – Robił to z premedytacją i w sposób niezwykle perfidny – słyszymy w prokuraturze.

Jeszcze w niedzielę po południu, jak informowała prokuratura, wszystkie dowody w sprawie wskazywały na 23-letnią matkę Maksymiliana jako na winną śmierci chłopca. Pod wieczór nastąpił w sprawie nieoczekiwany zwrot. Zarówno kobieta, jak i 26-letni ojciec niemowlęcia, których zatrzymano w piątek, 28 lipca, zostali wypuszczeni do domów. Kobietę oczyszczono z zarzutów, a głównym podejrzanym o zabójstwo chłopca został 40-letni znajomy rodziny.

O drastycznych szczegółach ustaleń dotyczących bulwersujących wydarzeń ostatnich dni poinformowano w poniedziałek podczas konferencji prasowej, którą zorganizowała wspólnie rzeszowska Prokuratura Okręgowa, Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów i Policja.

– Na początku linia obrony kobiety wydawała się zupełnie nieprawdopodobna. Wszystko wskazywało na to, że to ona jest sprawcą – przyznał prok. Łukasz Harpula, szef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. – Podejrzewaliśmy jednak, że ze sprawą może mieć coś wspólnego zatrzymany w niedzielę znajomy rodziny. Mężczyzna początkowo zaprzeczał, jakoby miał coś wspólnego ze śmiercią chłopca, ale w pewnym momencie stwierdził, że chce jednak współpracować i opowiedział nam przerażającą historię – dodał prokurator.

Grzegorz B. przyznał śledczym, że od około 1,5 roku znęcał się nad 2,5-letnią Lenką, siostrą Maksymiliana. – Robił to w taki sposób, żeby nie wiedzieli o tym rodzice dziewczynki. Wykorzystywał każdy moment, kiedy zostawał z nią sam na sam – mówi Łukasz Harpula. – Dokuczał jej, przyduszał, szarpał. To, że dziecko się go boi, dawało mu satysfakcję i sprawiało przyjemność.

Opowiedział, jak zginął Maksymilian
40-latek opowiedział śledczym również, jak doszło do śmierci półrocznego chłopca. – W piątek, 28 lipca, Grzegorz B. zjawił się w domu rodziców dzieci. – Podejrzany wiedział, że matka ma iść do sklepu, ale żeby nie było jej w domu jak najdłużej, a żeby on w tym czasie mógł znęcać się nad Lenką, poprosił ją o przysługę – opowiada prokuratur. – Powiedział kobiecie, że na stację benzynową kurier ma mu przywieść przesyłkę i poprosił ją, żeby tam poszła i ją dla niego odebrała. 23-latka wyszła, a on w tym czasie zaczął znęcać się nad 2,5-roczną dziewczynką. W międzyczasie rozpłakał się Maksymilian. Mężczyzna twierdzi, że wyjął chłopca z łóżeczka i w tym momencie zadzwoniła matka dziecka. Obierając telefon miał upuścić chłopca, który rzekomo spadł na podłogę na głowę. Potem, jak opowiadał, próbował reanimować go i w czasie tej reanimacji twierdzi, że potrząsał dzieckiem i być może wtedy znowu uderzało ono głową o podłogę. Następnie odłożył chłopca do łóżeczka i poczekał na powrót jego matki. Podejrzany nie powiedział jej o tym, co zaszło, pospiesznie pożegnał się z nią i powiedział, że jedzie do domu. Kobieta widząc, że dziecko jest sine wezwała pogotowie. Chłopczyk posiadał liczne obrażenia, w tym obrażenia głowy.

Policję o tym, że do szpitala trafiło dziecko z licznymi obrażeniami wskazującymi na pobicie zawiadomił szpital. Trafiła do niego również Lenka, u której policjanci także zauważyli obrażenia, m.in. ślady przypalenia papierosami i liczne zasinienia. W sobotę pomimo starań lekarzy około godz. 15.30 chłopiec zmarł.

Zarzut zabójstwa i znęcania się
Grzegorzowi B. postawiono 2 zarzuty: zabójstwa półrocznego chłopca i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad malutką Lenką. W nocy z niedzieli na poniedziałek odbyła się wizja lokalna, w czasie której Grzegorz B. pokazał śledczym przebieg wydarzeń i szczegółowo je opisał. – Podejrzany przyznał się do znęcania nad dziewczynką, natomiast co do śmierci chłopca powiedział, że jak najbardziej może on być sprawcą, ale twierdzi, że był to wypadek i zrobił to nieumyślnie. Nie miał zamiaru zabicia chłopca – dodaje prok. Harpula.

W poniedziałek odbyła się sekcja zwłok Maksymiliana. – Wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka potwierdzają słuszność zarzutu zabójstwa – mówi Łukasz Harpula, prokurator okręgowy. – Na kompleksowy raport po sekcji musimy jeszcze poczekać, ale wstępne wyniki zaprzeczają wyjaśnieniom podejrzanego.

Rodzice dzieci od jakiegoś czasu nie mieszkali ze sobą, mieli założoną niebieską kartę, co oznacza, że w ich domu już wcześniej dochodziło do przemocy. Dlaczego nikt nie zareagował w porę na horror dzieci? Rok temu  Lenka trafiła do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie ze złamanymi podudziami obu nóżek. – Zgłaszałem na policji, że tego typu złamania nie mogły powstać w wyniku upadku z trzepaka, jak przekonywali rodzicie, tylko w wyniku uderzenia. Sprawa nie zosta jednak podjęta przez policjantów, a rodzice twierdzili, że nadinterpretuję fakty – mówi nam jeden z lekarzy, który wówczas zajmował się 1,5-roczną dziewczynką.

We wtorek w sądzie odbędzie się posiedzenie aresztowe, w czasie którego zapadnie decyzja o ewentualnym umieszczeniu 40-letniego Grzegorza B. w areszcie tymczasowym, o który wnioskuje prokuratura.

Katarzyna Szczyrek

Leave a Reply

Your email address will not be published.