„Znany lekarz zabił mi syna na przejściu”

Jacek H. zaznaczył, że w sądzie będzie odpowiadać tylko na pytania swojego obrońcy. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Ruszył proces lekarza oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku. Na pasach zginął 27-latek. Ojciec ofiary liczy na sprawiedliwy wyrok.

W piątek w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie ruszył proces 58-letniego Jacka H., znanego lekarza gastrologa, którego prokuratura oskarżyła o nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku na ul. Krakowskiej w Rzeszowie. H. zasiadł na ławie oskarżonych po 17 miesiącach od tamtego tragicznego zdarzenia. W sali sądowej przyznał się do stawianego mu zarzutu, ale słowo „przepraszam” nie padło z jego ust, choć – jak przyznał później Super Nowościom – liczył na nie obecny na rozprawie Leszek Lutak, ojciec tragicznie zmarłego 27-letniego Andrzeja.

Przed wejściem do sądu – obowiązkowa dezynfekcja rąk i mierzenie temperatury. W sali sądowej – przyłbice, maseczki i 2-metrowe odstępy. Tak wyglądają teraz rozprawy w dobie koronawirusa. Nie inaczej było w piątek. Proces Jacka H. rozpoczął się przed godz. 9 od odczytania aktu oskarżenia. – Oskarżam Jacka H. o to, że w dniu 3 grudnia 2018 r. nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym – rozpoczął prokurator Witold Maćkowski z Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów. Zdaniem śledczych, Jacek H., jadąc swoim volvo lewym pasem ul. Krakowskiej w kierunku Świlczy „przyjął niewłaściwą technikę jazdy polegającą na nienależytym obserwowaniu drogi przed pojazdem oraz spóźnieniu z reakcją na dynamicznie zmieniającą się sytuację na drodze” – chodzi prokuraturze o wejście 27-latka – od strony prawej na oznakowane przejście dla pieszych. – „W wyniku czego Jacek H. nieumyślnie spowodował wypadek drogowy w ten sposób, że kierowanym pojazdem potrącił Andrzeja Lutaka, który w wyniku tego doznał obrażeń wielonarządowych i poniósł śmierć na miejscu” – odczytywał dalej prokurator Maćkowski.

– Mnie nie chodzi o zemstę, bo nikt ani nic nie wróci życia Andrzejowi. Chcę tylko sprawiedliwego wyroku za śmierć mojego syna – mówi Leszek Lutak, ojciec śmiertelnie potrąconego na przejściu dla pieszych 27-latka.

Twierdzi, że nie wiedział o przejściu dla pieszych

Na pytanie orzekającej w tej sprawie sędzi Alicji Kuroń: „Czy przyznaje się do winy”, Jacek H. odpowiedział, że tak. Dodał, że w procesie będzie odpowiadał tylko na pytania swojego obrońcy. Następnie sędzia odczytała jego wyjaśnienia, które składał jeszcze w prokuraturze. Początkowo H. nie przyznawał się do stawianego mu zarzutu. Potem zmienił wyjaśnienia – przesłuchiwany po raz drugi powiedział już, że przyznaje się, a „sprawa jest dla niego oczywista”. Tłumaczył wówczas, że zazwyczaj jeździ do pracy autostradą A4, omijając Rzeszów, a trasą przez ul. Krakowską – niezwykle rzadko. „Wtedy warunki były bardzo kiepskie, było mokro, była mżawka, przejrzystość była ograniczona” – czytała sędzia Kuroń wyjaśnienia Jacka H. Twierdzi w nich, że nie widział, że w miejscu, w którym doszło do wypadku jest przejście dla pieszych. „Nie było znaku, który pozwoliłby zobaczyć, że jest tam przejście” (…) „Tego pieszego zobaczyłem dopiero przed maską”. Broni się, że dotąd był ukarany tylko dwukrotnie za drobne kolizje, „nie byłem nigdy karany za przekroczenie prędkości”. W akcie oskarżenia nie ma informacji, z jaką prędkością jechał Jacek H. w chwili, w której doszło do wypadku.

Dlaczego zmienił zdanie?

Jak tłumaczył Jacek H. już przed sądem (pytany o to przez swojego obrońcę), początkowo nie przyznawał się do winy, bo chciał najpierw zobaczyć nagranie z monitoringu. – Było to dla mnie bardzo niejasne, nawet nie wiedziałem z której strony przejścia wyszedł – mówił. Odniósł się również do kwestii nieudzielenia pomocy ofierze. – Byłem strasznie zszokowany (…) Wtedy jakiś przypadkowy człowiek powiedział że jest lekarzem, nie znałem tego człowieka, podszedł do przechodnia, zbadał mu odruchy źreniczne i powiedział do mnie że oddał kilka oddechów i zmarł – opisywał tłumacząc, że „są pewne granice interwencji”. O 27-latku mówił natomiast, że miał na sobie ciemną odzież. Pytany o to, czy próbował skontaktować się z rodziną ofiary stwierdził, że zrobił w tym celu „parę wysiłków”, ale „prokurator powiedział, żeby się z tym nie spieszyć, że przyjdzie czas na przeproszenie w sądzie”. Dodał, że: „Bardzo współczuje rodzinie” i „ To jest nieszczęście straszne dla rodziny, ale też i dla mnie”.

„Z mojego syna zrobiłoby się winowajcę”

Po zakończeniu rozprawy na której obrońca Jacka H. podtrzymał złożony wcześniej wniosek o… zwrot prawa jazdy oskarżonego (sąd rozpozna go na niejawnym posiedzeniu) ojciec 27-latka zdecydował się na chwilę rozmowy z dziennikarzami. Odniósł się m. in. do kwestii nieudzielenia pomocy synowi. – Na nagraniu z monitoringu widać syna jak wchodzi na jezdnię, moment w którym Jacek H. go uderza, jak syn leci w powietrzu i upada – mówił Leszek Lutak przed sądem. – Nie było tam żadnego lekarza, który podszedł do syna, tak jak twierdził oskarżony na sali rozpraw. Na nagraniu nic takiego nie widać. Widać natomiast  jak oskarżony po uderzeniu w syna podszedł, nachylił się i odszedł nie udzielając pomocy – dodał.

Szczególnie przykre dla niego jest to, że do dzisiaj nie usłyszał słowa „przepraszam”. – Słyszeli państwo żeby powiedział na sali? Nie, bo on nie przeprosił tylko wyraził skruchę tłumacząc się, że prokurator mu nie kazał. Ale „przepraszam” nie padło – skomentował gorzko.

Dorota Misior-Simoni, która jest pełnomocnikiem Leszka Lutaka wniosła w piątek o przeprowadzenie kolejnych dowodów w tym o ustalenie, czy tuż przed wypadkiem Jacek H. korzystał z telefonu komórkowego. – W mojej ocenie to bardzo istotne dla tej sprawy bo Andrzej Lutak nie wtargnął na jezdnię, tylko szedł spokojnym krokiem i do tego tragicznego zdarzenia doszło praktycznie pod koniec opuszczania przez niego przejścia dla pieszych – skomentowała po opuszczeniu sali. – Wbrew temu, co padło dzisiaj na sali sądowej, nie był też ubrany w ciemną odzież tylko w ciemne spodnie i jasną bluzę, co widać na nagraniu z monitoringu. Warunki drogowe natomiast, wbrew temu co twierdzi oskarżony nie były „kiepskie”. Pan oskarżony część albo praktycznie całą winę za zaistniałą sytuację chciałby przerzucić na pokrzywdzonego, co moim zdaniem, gdy przeanalizuje się monitoring jest bezzasadne – stwierdziła.

– Gdyby nie pani mecenas, która ujawniła się dzięki Super Nowościom i jest dla mnie wsparciem, z mojego syna zrobiłoby się winowajcę  – podkreślił na koniec Leszek Lutak. Pani mecenas skontaktowała się z naszą redakcją po opublikowaniu rozmowy z nim, proponując Leszkowi Lutakowi pomoc. W procesie działa jako oskarżyciel posiłkowy.

Jacek H. złożył wcześniej do sądu wniosek o dobrowolne poddanie się karze proponując karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 8 tys. zł grzywny, poniesienie kosztów postępowania i zakaz prowadzenia pojazdów przez trzy lata. – Znany lekarz zabił mi syna na przejściu dla pieszych. Rok w zawieszeniu za śmierć człowieka?! Co to jest za kara… – komentował wówczas Super Nowościom Leszek Lutak. W wyniku jego sprzeciwu doszło do procesu. Do przesłuchania w tej sprawie jest 13 świadków. Za spowodowanie wypadku Jackowi H. grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. 

Katarzyna Szczyrek

16 Responses to "„Znany lekarz zabił mi syna na przejściu”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.