
RZESZÓW. Mężczyzna przewrócił się na chodniku, a przechodnie nie udzielili mu pierwszej pomocy.
Ratownicy medyczni, którzy przybyli na wezwanie świadka upadku mężczyzny nie zdołali uratować życia 50-latkowi, który we wtorek, niedaleko rzeszowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zasłabł i przewrócił się na chodnik. Według ratowników, zabiła go znieczulica.
– Samo wezwanie pogotowia NIE jest udzieleniem pomocy. Niestety, najczęściej świadkowie dzwonią po pogotowie i ,,znikają”, a poszkodowany może wymagać udrożnienia dróg oddechowych czy zwykłego uciskania klatki piersiowej, by natleniona krew dotarła do mózgu. Trzeba pamiętać, że niedotleniony mózg zaczyna umierać po czterech minutach i wtedy nawet najlepsi ratownicy nie są w stanie już pomóc – mówi Przemysław Chmaj, ratownik medyczny z Rzeszowie.
Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie o zdarzeniu na skrzyżowaniu ul. Głowackiego i al. Piłsudskiego została poinformowana ok. godz. 12:40. – Mężczyzna przewrócił się, uderzył głową o chodnik, po czym stracił przytomność. Dyspozytorzy medyczni udzielili osobie zgłaszającej instrukcji co ma zrobić do czasu przyjazdu karetki. Niestety, tak się nie stało. 50-letniemu mężczyźnie nie pomogli także przechodnie, którzy zgromadzili się na miejscu. Reanimacja poszkodowanego trwała około pół godziny. Niestety, nie powiodła się. Przyczyny śmierci wyjaśni sekcja zwłok.
am



6 Responses to "Znieczulica „zabiła” 50-letniego mężczyznę"