
RESOVIA – STAL RZESZÓW. Gospodarzy dobił Patryk Zieliński. Wychowanek Resovii, syn Artura, znanego ongiś pomocnika „pasiaków”.
Tak jednostronnych derbów nie pamiętają najstarsi kibice. Stal była szybsza i dużo konkretniejsza w ataku od wystraszonej Resovii. – Zrobiliśmy swoje, możemy wypić szampana! – ogłosili biało-niebiescy, udając się na przyjęcie weselne Sebastiana Brockiego.
Kibice Stali przekonali się, że istnieje życie bez „Brokiego” i Petera Suswama (cierpiał za kartki), czyli kluczowych zawodników ataku i obrony. – Okazało się, że o jakości decyduje cała meczowa osiemnastka. W końcówce weszła młodzież i też dała radę – cieszył się Marcin Wołowiec, szkoleniowiec gości, mając na myśli Patryka Zielińskiego i debiutującego Arkadiusza Gila. O resoviakach ciężko powiedzieć coś dobrego. Poirytowani kibice domagali się od piłkarzy większego zaangażowania. – Zacznijcie biegać, zacznijcie walczyć! – krzyczeli.
Głowy nie wytrzymały
Nie przyniosło to jednak żadnego skutku, bo jak stwierdził Szymon Szydełko, trener Resovii, jego podopieczni nie udźwignęli presji. – Byliśmy przemotywowani. Nie wyglądaliśmy nawet w połowie tak jak w poprzednich meczach. Przez tydzień nie zapomnieliśmy jak się gra w piłkę, po prostu głowy nie wytrzymały – tłumaczył i nie ukrywał, że jest w szoku po tym, co zobaczył. – Mieliśmy zacząć odważnie, chcieliśmy narzucić swoje warunki. Tymczasem gra się nie kleiła, nerwowość narastała. Problemem stało się przeniesienie piłki na połowę Stali. W drugiej połowie wyglądało to nieco lepiej, ale nie na tyle dobrze, żeby odwrócić losy meczu. Pozostaje nam tylko przeprosić kibiców.
Największym zaskoczeniem była postawa doświadczonych obrońców Resovii. Najmocniejsza formacja drużyny w derbach popełniała kardynalne błędy. Przy pierwszej bramce Piotr Szkolnik nawet nie wyskoczył w górę, więc stojący za nim Łukasz Szczoczarz spokojnie umieścił piłkę w siatce. Przy drugim golu resoviacy stali jak wmurowani, sądząc, że futbolówka opuściła pole gry. Michał Lisańczuk powalczył jednak do końca, dośrodkował w „szesnastkę”, gdzie Piotr Prędota zrobił swoje.
Zbudowani przed Motorem
Stalowcy wyprzedzali przeciwnika, jakość też była po ich stronie. Szczoczarz i Sławomir Szeliga w perfekcyjny sposób chronili piłkę. Raz przyspieszali grę, innym razem zwalniali, dając się sfaulować. U gospodarzy rosła frustracja, a biało-niebiescy dominowali. I to od samego początku, bo już w 3 minucie Prędota znalazł się przed Marcinem Pietryką, ale pojedynek przegrał. To była różnica klasy. Stal strzeliła trzy bramki, „pasiaki” wyprodukowały przez 90 minut jedną akcję godną odnotowania! W 77 minucie Dawid Bieniasz uciekł skrzydłem, strzelił mocno i Dawid Kaszuba musiał interweniować. – Niespecjalnie zaczęliśmy rundę, ale dziś udowodniliśmy, że nie jest z nami tak źle. Tak spektakularne zwycięstwo zbuduje nas przed sobotnim starciem z Motorem. Aha, no i mam teraz ból głowy, kogo na ten mecz wystawić – uśmiechał się trener Wołowiec, który cztery dni wcześniej obchodził 40 urodziny. Buczek – Jędryas. Widzów 999.
RESOVIA 0
STAL Rzeszów 3
(0-1)
0-1 Szczoczarz (16.), 0-2 Prędota (54.), 0-3 Zieliński (90.)
RESOVIA: Pietryka – Ciećko, Żmuda, Baran, Szkolnik, Kasza (54. Mołdoch), Domoń (69. Świst), Kaliniec, Pałys-Rydzik (32. Adamski), Daniel (64. Bieniasz) – Buczek.
STAL: Kaszuba – Szymański, Baran (67. Wandzik), Drelich, Maślany, Szczoczarz, Kanach, Jędryas (77. Zieliński), Szeliga, Lisańczuk (86. Gil) – Prędota.
Sędziował: Radosław Wąsik (Lublin). Żółte kartki: Świst, Pałys-Rydzik, Buczek – Jędryas. Widzów 999.
Tomasz Szeliga


