Zniszczyli rywala i są liderem!

Na dźwięk hasła „Stal Mielec” piłkarzom Olimpii robi się słabo. W tym sezonie podkarpacki zespół pokonał grudziądzan dwukrotnie w lidze oraz w Pucharze Polski. Fot. Stal Mielec

OLIMPIA GRUDZIĄDZ – PGE STAL MIELEC. To była demonstracja siły podkarpackiej drużyny, która wyrasta na najpoważniejszego kandydata do awansu.

OLIMPIA 0
PGE STAL 5
(0-2)
0-1 Mak (4.), 0-2 Getinger (31.), 0-3 Prokić (48.), 0-4 Mi. Żyro (52.), 0-5 Nowak (70.)
OLIMPIA: Lewandowski – Ciechanowski (86. Szczepaniak), Duriska, Bogusławski, Szywacz, Kamiński (56. Medfai), Kona, Frelek (66. Janczukowicz), van Haaren, Handzlik, Criciuma.
PGE STAL: Primel – Stasik, Lisowski, Mateusz Żyro, Getinger, Mak (46. Tomasiewicz), Urbańczyk, Domański, Nowak, Prokić (72. Seweryn), Michał Żyro (74. Paluchowski).
Sędziował Dominik Sulikowski (Gdańsk). Żółta kartka Ciechanowski.

– Jak spaść to z wysokiego konia – mówił przed pierwszym gwizdkiem Jacek Trzeciak, trener Olimpii. Wykrakał, bo na gospodarzy spadła biało-niebieska szarańcza.

To była koszmarna niedziela dla Szymona Lewandowskiego. 19-latek zastąpił w bramce kontuzjowanego Łukasza Sapelę i przekonał się, na czym polega różnica między trzecią a pierwszą ligą. Występującemu do tej pory w Mieszku Gniezno zawodnikowi przytrafiły się zawstydzające pomyłki, ale robienie z niego kozła ofiarnego byłoby niesprawiedliwe. – Zawaliliśmy jako zespół. U siebie byliśmy mocni, tymczasem dziś ogarnęła nas niemoc. Nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy – przyznał po meczu kapitan grudziądzan Damian Ciechanowski, przy okazji przepraszając swoich kibiców. Bez sprzedanego do Lechii Gdańsk najlepszego strzelca Omrana Haydarego i pauzującego za kartki Jose Embalo, gospodarze nie mieli kim straszyć. A straty musieli odrabiać już po 4 minutach. Po dośrodkowaniu z rogu gola głową strzelił mierzący zaledwie 173 cm Mateusz Mak.

Dariusz Marzec podkreślał, że przy ustalaniu składu na pierwszy w 2020 roku ligowy pojedynek rozbolała go głowa. Trener Stali ma kłopot bogactwa, w niedzielę w jedenastce zmieścił dwóch nowych zawodników: Macieja Domańskiego w pomocy i Michała Żyrę w ataku. Ten pierwszy w końcówce zmarnował karnego. Huknął wysoko, w kierunku siedzących na drzewie szpaków. Ten drugi przypomniał, że przed fatalną kontuzją, jakiej doznał w Anglii, był jednym z najciekawszych polskich piłkarzy. Dawny reprezentant kraju zdobył gola, kilka razy pomylił się o centymetry, a pod koniec meczu razem z Bartoszem Nowakiem zabawił się z obrońcami Olimpii w ich polu karnym. To była akcja palce lizać, mielczanie podwyższyli na 5-0, udowadniając, że drzemie w nich niezwykły potencjał. Miejscowi od początku zostali zepchnięci do defensywy, atakowali sporadycznie, tylko wtedy, gdy stalowcy – realizując taktykę – wycofywali się na swoją połowę. Od razu zaznaczmy, że Damian Primel zbyt wiele pracy nie miał. Po raz czwarty zachował zresztą czyste konto. O wyższej kulturze gry i miażdżącej przewadze biało-niebieskich niech świadczy zdarzenie z pierwszej połowy, gdy w 70 sekund mogli oni strzelić trzy gole! Kolejno po sobie uderzali: Michał Żyro, Andreja Prokić (przegrany pojedynek oko w oko z bramkarzem) i Mateusz Mak.

Mielczanie odnieśli piąte z rzędu zwycięstwo i zostali liderem. Przynajmniej do poniedziałku, gdy zakończy się spotkanie Warty Poznań z Radomiakiem. I choć do finału daleko, wygląda na to, że tegoroczna wiosna może być na Podkarpaciu wyjątkowo piękna.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.