
STALOWA WOLA. Codziennie kilkudziesięciu kierowców płaci wysokie mandaty za wjechanie na skrzyżowanie przy czerwonych światłach. Wystarczy spóźnić się o ułamek sekundy.
Po raz kolejny kamery umiejscowione na głównym skrzyżowaniu miasta poróżniły radnych. Znów padł apel do ukaranych o niepłacenie mandatów. Zarządca drogi obiecał sprawdzić system sygnalizacji świetlnej, ale to niczego nie zmieniło. Radny Daniel Hausner stał ze swoją kamerą przed skrzyżowaniem i to, co nagrał, pokazał kolegom z samorządu. Sęk w tym, że kłopotliwe skrzyżowanie nie jest w zarządzie miejskim i radnym co najwyżej pozostają apele.
Skrzyżowanie al. Jana Pawła II i ul. KEN stalowowolanie nazywają rondem. Ono tylko rondo przypomina, a w istocie jest połączonym systemem czterech niezależnych skrzyżowań. To myli kierowców, którzy nie zawsze patrzą na światła „swojego skrzyżowania” i zbyt szybko albo za późno wjeżdżają na skrzyżowanie sąsiednie.
Płacić czy nie płacić?
Skrzyżowanie jest w zarządzie Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Inspekcja Transportu Drogowego wybrała 20 skrzyżowań w Polsce i zamontowała na nich kamery. Kamery wyłapują najmniejsze choćby uchybienie, a kierowcy przychodzi później zdjęcie z 500-złotowym mandatem, nie licząc punktów karnych. Codziennie w samej tylko Stalowej Woli wyłapywanych jest tak kilkudziesięciu kierowców, którzy o ułamek sekundy spóźniają się z wjazdem na światłach zielonych. Przykładem jest kobieta, która przepuściła karetkę pogotowia i wjechała na skrzyżowanie, gdy były już światła czerwone. Spóźniła się z wjazdem o 0,2 s! I co? I musi zapłacić 500 zł.
– ITD nie ma prawa do przetwarzania danych osobowych, a wypisywanie mandatów czymś takim jest – mówi Daniel Hausner. Radny zaapelował, by ukarani nie płacili mandatów, ponieważ ITD przegrywa takie sprawy w sądach. Kolegom z samorządu pokazał nagranie, na którym widać, jak działa sygnalizacja świetlna na głównym skrzyżowaniu. Działa po swojemu, czyli czasami zaświeca się żółta lampa, a czasami nie. W tej sprawie w GDDKiA był prezydent Lucjusz Nadbereżny. Uzyskał tyle, że zarządca drogi obiecał skontrolować program sterujący światłami. Kamery jednak zostaną. Prezydent Nadbereżny przyznał, że sam na skrzyżowanie wjeżdża „z duszą na ramieniu”, ale odradza mandatowe nieposłuszeństwo.
Problem mandatów na skrzyżowaniu na pewno zniknie za pięć lat. Wtedy to główne skrzyżowanie miasta wróci pod magistrackie skrzydła i ITD będzie musiała zabrać kamery. Do tego czasu będą korki na innych ulicach miasta, bo kierowcy bojąc się mandatów wybierają dziś inne trakty. A kasa państwa puchnie od kar płaconych za dwie dziesiąte sekundy.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Znów awantura o kamery"