
TAURON BASKET LIGA. „Jeziorowcy” przegrali we Włocławku i była to porażka niejako na własne życzenie.
Ekipa z Tarnobrzega była blisko wygranej w Hali Mistrzów we Włocławku, ale w samej końcówce meczu podopieczni trenera Zbigniewa Pyszniaka dwukrotnie pozwolili sobie wybrać piłkę z rąk i nieznacznie przegrali. Była to trzecia porażka z rzędu odniesiona w podobnych okolicznościach.
– Szkoda, że przegrywamy trzeci raz po nerwowej końcówce. Mamy ostatnio dużo pecha. Koszykówka jest taka, że czasami szczęście decyduje o wszystkim i niestety, obecna sytuacja nie jest dla nas łatwa. Na pewno po takich meczach spada morale, ale musimy się podnieść. Nie jest możliwe grać w ten sposób i cały czas przegrywać. Wkrótce zaczniemy wygrywać – mówi Kevin Wysocki, kapitan Jeziora, który w sobotę musiał uznać wyższość brata grającego w Anwilu. – Konrad już pierwszy prezent na święta otrzymał w postaci zwycięstwa. Sezon jest jednak jeszcze długi, dużo meczów przed nami, w tym rewanż w Tarnobrzegu – powiedział Wysocki, którego zespół po raz kolejny pokazał dużą wole walki i determinację i nie odpuszczał do końca.
Znów prezent dla rywali
Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 9:3, ale w końcówce kwarty do remisu doprowadził Dominique Johnson. Nieznaczna przewaga gospodarzy zarysowała się w II kwarcie i po trafieniu Deonty Vaughna na przerwę gospodarze zeszli prowadząc 41:34. Na początku III kwarty po akcjach Josh Miller i Kacper Młynarski „Jeziorowcy” wyszli nawet na prowadzenie 47:46, ale za chwilę zdecydowanie już warunki zaczęli dyktować gospodarze. W 33. min po trójce Eitutaviciusa Anwil wygrywał już różnicą 17 „oczek” (71:54). To jednak nie zatrzymało ekipy z Tarnobrzega. Niesamowity był Johnson – jego 11 punktów z rzędu pozwoliło zmniejszyć ich straty do tylko trzech punktów. Tarnobrzeżanie potrzebowali kilku minut, by doprowadzić do stanu 73:75.
– Szkoda, że pozwoliliśmy rywalom na taki „odjazd”. Mimo wszystko pokazaliśmy charakter i wróciliśmy do gry, ale niestety w samej końcówce znów popełniliśmy o jeden błąd za dużo w kluczowym momencie – stwierdził Kevin Wysocki, skrzydłowy Jeziora. Na 25 s przed końcem goście mogli nawet doprowadzić do remisu, ale przy stanie 79:78 Kacper Młynarski nie wykorzystał rzutu wolnego, jaki przysługiwał mu dodatkowo po celnej trójce. W kolejnej akcji przy wyniku 80:78 Daniło Kozłow popełnił stratę, piłkę przechwycił Chase Simon i przypieczętował sukces przeciwko byłemu pracodawcy.
Sędziowska pomyłka
Po meczu sporo uzasadnionych zastrzeżeń do pracy sędziów miał trener „Jeziorowców”, a najbardziej o sytuację w końcówce meczu przy stanie 77:73. Wówczas z dystansu trafił Josh Miller, ale w jeden z arbitrów zagwizdał przewinienie, po czym z niego się wycofał, ale punkty nie zostały zaliczone, a „Jeziorowcy” musieli na nowo konstruować akcję. – Nie chcę mówić, że to było decydujące, bo w końcówce spotkania popełniliśmy błędy, ale ten rzut z pewnością by nam pomógł. Przegrywalibyśmy bowiem tylko jednym punktem – mówi trener Zbigniew Pyszniak i dodaje. – To był ewidentny błąd sędziów, ale nie wiem, czy potrafią się do niego przyznać. – Po meczu rozmawiałem z komisarzem zawodów, rozmawiałem z sędziami i co usłyszałem? „Gwizdnęło się”. I tylko patrzą na siebie, twierdząc, że nic nie można zrobić. Oni za coś biorą pieniądze, kluby inwestują niemałe pieniądze, a sędziom się gwizdnęło. Sędziowie muszą przyznawać się do błędów. Gwizdnąłem? Pomyliłem się? OK, trudno, ale cofam decyzję, przyznaję punkty i gramy dalej. Nie może być tak, że sędzia tłumaczy się tym, że nic nie może – mówił po meczu zdenerwowany szkoleniowiec ekipy z Tarnobrzega.
Anwil Włocławek – Jezioro Tarnobrzeg 82:78 (17:17, 24:17, 17:16, 24:28)
ANWIL: Simon 16 (2×3, 7 a, 4 p), Surmacz 14 (2×3, 8 zb), Wysocki 13 (1×3, 12 zb), Crosariol 11, Vaughn 8 (2×3)oraz Eitutavicius 14 (3×3), Hajric 6, Witliński 0, Krajniewski 0.
JEZIORO: Johnson 25 (4×3, 5 a), Młynarski 15 (3×3, 12 zb), Wysocki 13, Miller 12 (1×3, 5 a), Williams 8 (1×3, 9 zb) oraz Kozłow 5 (1×3), Patoka 0.
Sędziowie: W. Liszka, P. Białas i D. Ottenburger. Widzów: 1400.


