Został mi tylko cmentarz

- Gdybym jeszcze na nogach mógł stanąć, to byłoby dobrze - mówi Michał Kwaśny. Fot. Paweł Bialic
– Gdybym jeszcze na nogach mógł stanąć, to byłoby dobrze – mówi Michał Kwaśny. Fot. Paweł Bialic

WOLA DALSZA, ŁAŃCUT. Sparaliżowany emeryt wraz z synem nie mają za co żyć.

Był w polu gdy dostał udaru mózgu. Przez cztery miesiące był w zakładzie opieki, dokąd przychodziła jego emerytura. Po odesłaniu go do domu emerytura przepadła. Od miesiąca żyje dzięki sąsiadce i sklepowej.

– Ja już nie chcę tak żyć – mówi Michał Kwaśny, który ma 83 lata, a od pół roku właściwie leży już tylko w łóżku. – Nie dość, że mnie takie nieszczęście spotkało, to teraz moja emerytura przepadła gdzieś w ZUS – cedzi prawie przez łzy pan Michał. – Od miesiąca nie mam za co żyć, a dzięki tej emeryturze utrzymujemy się razem z moim synem, który nie ma żadnych dochodów finansowych.

Zagubiona emerytura
Kłopoty zaczęły się, gdy pana Michała wypisano do domu z zakładu pielęgnacyjno-opiekuńczego w Żołyni. – Ja chciałem tam zostać. Miałem tam dobrą opiekę, ale kazali mi wracać do domu. Ja wróciłem ale moja emerytura nie – skarży się emeryt. Elżbieta Jagustyn, dyrektor zakładu, informuje, że ostatnia emerytura z listopada rzeczywiście przyszła na adres zakładu, ale została odesłana do ZUS.

– Pan Michał nie mógł u nas zostać, bo mamy takie przepisy, a on ma syna, który może się nim zaopiekować. W całej mojej karierze nie spotkałam nikogo, kto nie chciałby u nas zostać – mówi dyrektor Jagustyn.

Bieda aż piszczy
U Kwaśnych w domu jest bardzo ubogo. Stary drewniany dom, ciemna izba, niskie drzwi i małe okienka. W czystej izbie panuje półmrok. Pan Michał leży w kącie na starym, zdezelowanym łóżku – niegdyś inwalidzkim. – Jak ja mogę pomóc ojcu dojść do wychodka, skoro on nie może nawet na nogach ustać ani chwili – mówi rozżalony syn. – Gdybyśmy choć mieli w domu toaletę, umywalkę i wodę, to jeszcze może i dałoby radę tak żyć. A co będzie, jak przyjdą mrozy i śnieg? Jak ja mu pomogę? – martwi się syn. Kwaśnym pomagają sąsiedzi. Czasem coś ugotują i do domu im przyniosą. Pomagają też w sklepie, w którym dają na kredyt jedzenie. Pracowałem 30 lat. Byłem górnikiem, betoniarzem. Teraz koniec z chodzeniem. Z ręką też – wyciąga z trudem powykrzywianą lewą dłoń, przypominającą uschniętą gałązkę. Ojciec i syn nie mają na węgiel, ani na drzewo, a dom ogrzewany jest zimą piecem kaflowym. Nie są zwolnieni także z płacenia za śmieci. – Upodlili nas. Mi już został tylko cmentarz. Jest o tutaj, niedaleko, na moim polu – wskazuje pan Michał głową w kierunku okna. – Tam będę miał spokój.

W ZUS nic nie ginie
– Rzeczywiście, otrzymaliśmy informację z placówki pielęgnacyjno-opiekuńczej o zakończeniu pobytu zainteresowanego w tymże zakładzie – informuje Małgorzata Łyszczarz-Bukała, rzecznik prasowy ZUS. – Niestety, adres zamieszkania wskazany przez zakład nie był zgodny z adresem zamieszkania wskazanym uprzednio przez zainteresowanego. Świadczenie zostało mu ponownie przekazane w pierwszych dniach grudnia. Przykro nam, że taka sytuacja miała miejsce i że zainteresowany nie otrzymał w terminie wypłaty należnych świadczeń – informuje rzecznik.

Marcin Żminkowski

2 Responses to "Został mi tylko cmentarz"

Leave a Reply

Your email address will not be published.