
PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Grzegorzem Lato, legendą reprezentacji Polski i Stali Mielec.
100-krotny reprezentant Polski oglądał na stadionie Gryfu zmagania piłkarzy w Turnieju Dawnych Mistrzów. – Ściskam kciuki za moją Stal. Mam nadzieję, że utrzyma pierwsze miejsce i awansuje na zaplecze ekstraklasy – mówił Grzegorz Lato.
– Serce rośnie, gdy obserwuje pan, jak rozwija się mielecki klub?
– Słońce zaczyna świecić nad Stalą, przecież nie tak dawno zespół grał w czwartej lidze. Mamy dobrych trenerów, bo Janusz Białek i Krzysztof Łętocha z niejednego pieca chleb jedli. Nie brakuje nam specjalistów od pracy z młodzieżą. Pytanie tylko, czy można osiągnąć w sporcie sukces bez wsparcia możnego protektora, skoro nawet klubom ekstraklasy brakuje pieniędzy. Choć tam, dzięki 120 milionom zł od Canal Plus, każdy wykroi dla siebie część tortu i jest mu łatwiej.
– W Stali nie brakuje utalentowanej młodzieży, a i samo miasto od jakiegoś czasu mocno wspiera piłkarzy…
– Fakt, czapki z głów przed prezydentem Danielem Kozdębą. Co do talentów – mam obawy, czy będziemy w stanie ich zatrzymać. Spójrzmy na to, co się dzieje w Krakowie. Ledwie objawił się Bartosz Kapustka, a już ciągną go do Niemiec, Włoch albo Hiszpanii. Dlatego tak ważny jest sponsor. Mając zabezpieczenie finansowe można spokojniej budować klub, patrzeć w przyszłość z optymizmem. Już nie mówię jak to było dawniej, bo myśmy mieli w Stali opiekę niebywałą. Cała Polska zazdrościła nam Fabrycznego Klubu Sportowego.
– Na razie ekstraklasa zagościła w Mielcu jedynie za sprawą Termaliki Bruk-Bet Nieciecza.
– To było wydarzenie, dzięki beniaminkowi mogliśmy poczuć smak ekstraklasy. Łezka w oku się zakręciła, przypomniałem sobie, jak na nasze mecze przychodził cały Mielec, 20 tysięcy ludzi. Co do Termaliki – znam dobrze właścicieli klubu i chciałbym, żeby się utrzymali. Ale będzie ciężko. A tak na marginesie, nie podoba mi się regulamin rozgrywek. Jeśli już ktoś chciał podzielić ligę, to mógł to zrobić, lecz punkty trzeba było zostawić. Inaczej dochodzi do takich paradoksów jak w ubiegłym sezonie, gdy Legia straciła mistrza, przegrywając jeden mecz, z Lechem u siebie.
– Miało być atrakcyjnie, a wyszło niezbyt sprawiedliwie…
– Wyszło jak zawsze, gdy się za bardzo majstruje. Holendrzy i Belgowie też mieli podobny system, ale potem się z tego wycofali. Wiele rzeczy jest bowiem niejasnych, np. w jaki sposób zapłacić piłkarzom, za ile punktów, skoro później się je dzieli?
– Pan słynął z szybkości. Andreja Prokić mógłby z panem konkurować?
– Hmm, to kwestia złożona. Inaczej biega się po prostej na bieżni, a inaczej po boisku z piłką przy nodze. Tak czy owak, Stal ma kilku zdolnych zawodników. Koniecznie trzeba jednak wygrywać mecze u siebie i utrzymywać przewagę. Zostało 15 kolejek, wbrew pozorom to bardzo niewiele.
– Co pan obecnie porabia?
– Jestem na turnieju. A tak poważnie, 8 lutego zostałem emerytem i nie narzekam. Cieszę się życiem, jak to mówią – jesienią życia (śmiech).
– Porozmawiajmy o reprezentacji. Euro za pasem…
– Euro jest po 4,49 zł i rośnie ha, ha, ha! Z polską reprezentacją jestem na dobre i na złe, bo zdarzyło mi się rozegrać dla niej kilka spotkań. Powiem panu uczciwie, że nie lubię dziennikarzy, którzy pieją z zachwytu przed pierwszym gwizdkiem. Zastanawiają się, czy wyjdziemy z grupy z pierwszego czy drugiego miejsca. Tak samo było z piłkarzami ręcznymi. Mistrzostwo Europy na wyciągnięcie ręki, olimpiada, a przegraliśmy z Chorwacją i był wielki płacz. W Euro nie ma frajerów. Już pierwszy mecz z Irlandią Północną jest o być albo nie być. Następny gramy z Niemcami i jak dostaniemy w łeb, to potem będzie o wszystko z Ukrainą. A ja znam gorzki smak porażki z tą drużyną. Jak byłem prezesem PZPN dostaliśmy od niej w Warszawie trójkę. Polska ma jednego z najlepszych napastników świata, ale nie ma obrony. Jest Kamil Glik, Łukasz Piszczek wrócił do formy, ale co dalej? Zresztą w pomocy orłów też nie za wiele, jeden Grzegorz Krychowiak to za mało.
– Trochę tej zdolnej młodzieży jednak mamy.
– Młodzież to się wpuszcza, jak Kapustkę, w meczach towarzyskich, gdy wynik jest już przesądzony. W takim turnieju jak mistrzostwa Europy trzeba oprzeć kadrę na doświadczeniu. Mnie, Andrzeja Szarmacha i Janka Tomaszewskiego też kiedyś spisano na straty, a potem dzwoniono i proszono, żebyśmy wrócili. To było przed mundialem w Hiszpanii.
– Wybiera się pan do Francji?
– Bilety mam, to przywilej z obecności w Klubie Wybitnego Reprezentanta. Więc może się wybiorę. Ale wie pan, jak to jest z tymi biletami. 70 procent rozprowadzi UEFA wśród swoich ludzi, m.in. sponsorów.
– Taka to już polityka.
– Taaa, polityka. Mamy „Bolka”, za chwilę się za papieża weźmiemy…
Rozmawiał: Tomasz Szeliga


