Zostałem skazany za coś, czego nie zrobiłem

– Do końca życia będę próbował udowodnić, że naprawdę byłem niewinny – mówił pan Łukasz (nz. z prawej) na konferencji prasowej zorganizowanej 10 listopada przez biuro Krzysztofa Rutkowskiego.
Fot. Wit Hadło

– Odbyłem karę 5 lat pozbawienia wolności za coś, czego nie zrobiłem – mówił 38-letni pan Łukasz, którego sąd uznał winnym zlecenia napadu i próbę przekupienia świadka. – Mój pracodawca, który był poszkodowanym
i oskarżycielem posiłkowym, złożył wniosek o moje uniewinnienie, bo nie wierzył, że ja zleciłem napad. Kiedy zostałem skazany, pan M. zapytał mnie: „Lukas, w jakim ty państwie żyjesz?” – opowiadał.

Przed laty pan Łukasz pracował jako dyrektor ds. administracji w firmie mieszczącej się w podtarnobrzeskim Chmielowie. Jej właścicielem był Hiszpan. – Właściciel często przywoził gotówkę, którą później wymieniał i regulował nią faktury. Po firmie rozeszło się, że wozi pieniądze – opowiadał pan Łukasz na konferencji prasowej zorganizowanej przez Krzysztofa Rutkowskiego. Na początku 2011 r. miał przylecieć na podpisanie aktu notarialnego. Miał przywieźć ze sobą dużą kwotę.
– Kolega, którego zatrudniłem na stanowisku pracownika gospodarczego, zorganizował na niego napad – twierdzi skazany.
O zdarzeniu z 11 stycznia 2011 r. rozpisywały się lokalne media. Małżeństwo Hiszpanów wyszło z hotelu w centrum Tarnobrzega, kiedy dwóch zamaskowanych mężczyzn ich napadło. Parę sterroryzowali przedmiotem przypominającym broń, kobiecie przemocą wyrwali torebkę, w której zamiast oczekiwanego miliona, znajdowało się jedynie 500 euro. Policjanci złapali dwóch sprawców oraz kierowcę, z którym uciekli z miejsca.
W marcu 2014 r. zapadły wyroki skazujące. Arkadiuszowi Sz. wymierzono karę 6 lat pozbawienia wolności. Dariusz T., który udzielał pomocy sprawcom usłyszał karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Paweł K. po napadzie wyjechał do Anglii, ale i jego zatrzymano. Miał później „ujawnić”, kto był pomysłodawcą przestępstwa.

Zemsta?

– Dostawaliśmy sygnały od policji, że to prawdopodobnie pracownik, którego zatrudniłem, zorganizował napad. Z bilingów wynikało, że tuż przed i po nim kontaktował się ze wszystkimi sprawcami. Zwolniliśmy go – wspominał pan Łukasz. W lutym 2013 r. sam został napadnięty. – Pobili mnie, ukradli mercedesa. Złożyłem doniesienie na policję. Okazało się, że stał za tym ten zwolniony pracownik. Jeden ze sprawców napadu na pana M. w zemście za to, że jego kolega dostał wyrok i sam chcąc uniknąć większej odpowiedzialności, poszedł na tzw. małego świadka koronnego. Wrobił mnie w napad na Hiszpana – relacjonował.
Pan Łukasz trafił do aresztu tymczasowego. Twierdzi, że jego szef wpłacił 20 tys. zł poręczenia majątkowego, by mógł wyjść na wolność. Udało mu się też dotrzeć do kierowcy, który uczestniczył w napadzie na pracodawcę i zarejestrować rozmowę. – Na nagraniu ewidentnie wskazuje zleceniodawcę – Michała K., który przed samym napadem był przed hotelem, w którym był zameldowany pan M. Jego słowa brzmiały: „Michał musiał pójść do domu, żeby mieć alibi i mnie zwerbowali, bo miałem robić za kierowcę”. Błagałem go, żeby poszedł na policję z informacjami, które mi wyjawił, ale powiedziałem że mu za to nie zapłacę, bo mnie na to nie stać – opowiadał.
Kierowca wezwany później na policję, miał być mocno zaskoczony, a w końcu zeznać, że to była próba przekupstwa. – Podawał rożne kwoty i daty. Jego zeznania wskazywały na mataczenie – ocenia skazany mężczyzna. Ale prokuratura uznała, że pan Łukasz próbował ratować własną skórę, namawiając Dariusza T., by ten zrzucił winę na innego pracownika.

„Straciłem wszystko”

W 2015 r. w tarnobrzeskim sądzie rejonowym zapadł wyrok w sprawie. – Sąd skazał mnie na 6,5 roku. (Paweł K. usłyszał wyrok 3 lat i 4 miesięcy pozbawienia wolności). Ze względu na wysoki wymiar kary, zabrano mnie do aresztu śledczego. Odwołałem się do Sądu Okręgowego. Sędzia uznała, że proces był poszlakowy i uchyliła wyrok. Wydała wytyczne do przesłuchania pana M., bo w pierwszej instancji nawet nikt go nie przesłuchał – opowiada mężczyzna.
– Hiszpan wniósł wniosek o uniewinnienie mnie. Podkreślił, że miałem pełnomocnictwo do kierowania całą jego firmą. Gdybym miał go okraść, mogłem to zrobić w inny sposób. Sędzia nie potraktował tych zeznań jako dowodu w sprawie – podkreśla. Usłyszał wyrok 5 lat pozbawienia wolności. – Zwracałem się wszędzie, nawet do Kaczyńskiego. Składałem kasację. Pisałem skargę nadzwyczajną; do Strasburga, Rzecznika Praw Obywatelskich. Żona się ze mną rozwiodła, straciłem rodzinę, wszystko, co miałem. I niemal też życie… – wyznał mężczyzna. W marcu 2021 r. wyszedł z więzienia. – Do końca życia będę próbował udowodnić, że naprawdę byłem niewinny i przesiedziałem 5 lat za coś, czego nie zrobiłem – mówił pan Łukasz łamiącym się głosem. – Skazano mnie na jednym pomówieniu. W uzasadnieniach sąd wskazywał, że nie wyklucza udziału Michała K. w zdarzeniu, jednak nikt nie postawił mu zarzutów. Facet, który odpowiada za to, jest na wolności i śmieje się z wymiaru sprawiedliwości – dodał.
Poprosił o pomoc Krzysztofa Rutkowskiego, który jest przekonany o jego niewinności – Gdyby pan Łukasz był w jakikolwiek sposób winny tego, co zostało mu zarzucone, dziś nie występowałby z odkrytą twarzą, podając swoje imię i nazwisko, pokazując swój problem – mówił nielicencjonowany detektyw.
– Stara się dociec sprawiedliwości.

Wioletta Kruk

3 Responses to "Zostałem skazany za coś, czego nie zrobiłem"

Leave a Reply

Your email address will not be published.