
RZESZÓW. Dlaczego władze szpitala miejskiego zwolniły cenionego urologa?
W piątkowym wydaniu Super Nowości, zobligowani pytaniami zaniepokojonych pacjentów, pisaliśmy o zwolnionym ordynatorze Oddziału Urologii i Urologii Onkologicznej w Szpitalu Miejskim, który odszedł z placówki z dniem 31 maja. Razem z nim pracę na oddziale straciło sześć doświadczonych pielęgniarek i oddziałowa. O przyczyny odejścia ze Szpitala Miejskiego i dalszym losie jego pacjentów zapytaliśmy dr n. med. Tadeusza Ossolińskiego.
– Przestał Pan kierować oddziałem urologii w Szpitalu Miejskim. Co dalej, co z pacjentami, którzy chcą się leczyć u Pana?
– Co mogę powiedzieć? Zostałem zaskoczony nagłą decyzją dyrektora o moim wypowiedzeniu. Owszem, planowaliśmy jako zespół stworzenie w przyszłości nowego oddziału w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie przy ul. Lwowskiej, co było związane z decyzją o umieszczeniu właśnie w tym szpitalu robota Da Vinci, jednakże były to plany dotyczące bliżej nieokreślonej przyszłości. Na razie szukam pracy. Jeżeli zostanę zatrudniony w KSW nr 2 w Rzeszowie (prowadzę takie rozmowy), to w kontakcie z pacjentami będę się starał zapewnić im możliwie bliskie terminy zabiegów. Dla mnie dobro pacjentów jest i zawsze było najważniejsze, dlatego cała ta sytuacja jest dla mnie niezrozumiała i bardzo przykra.
– Dlaczego chciał Pan odejść ze Szpitala Miejskiego?
– Kiedy zapadła decyzja o zakupie robota Da Vinci (supernowoczesne urządzenie, które pozwala operować precyzyjniej, zmniejsza ból pacjenta i skraca czas leczenia po zabiegu chirurgicznym. Dzięki niemu podczas zabiegu chirurg widzi trójwymiarowy obraz operowanej okolicy w dziesięciokrotnym powiększeniu, w naturalnych barwach) i jego umiejscowieniu w Szpitalu nr 2 w Rzeszowie, a nie w Szpitalu Miejskim, jak planowano pierwotnie, cały zespół deklarował przejście tam, gdzie są lepsze perspektywy rozwoju dla nas i większy komfort i bezpieczeństwo dla pacjentów. W Szpitalu Miejskim brakuje oddziału nefrologii, kardiologii inwazyjnej, radiologii inwazyjnej, codziennego, całodobowego dyżuru lekarza radiologa. Chęć przeniesienia wyrazili wszyscy, to nie był więc tylko mój zamiar. Wypowiedzenie dostałem tylko ja. Dziś (31 maja) wypowiedzenie sam złożył doktor Marek Piotrowski.
– Czy Pana odejście powoduje jakieś dalsze perturbacje na oddziale?
– Martwi mnie, że pan dyrektor przenosi z oddziału 6 pielęgniarek, które 9 lat temu przyszły tu ze mną, by wspólnie pracować. Teraz pan dyrektor zamiast pozostawić je na oddziale, ze względu na 20 – 30-letnie doświadczenie, wykształcenie w kierunku urologii, z dniem 1 czerwca przenosi je na inne oddziały.
– Czy oddziałowi grozi degradacja?
– Jest to oddział kliniczny, na którym leczyliśmy najtrudniejsze, niekiedy bardzo skomplikowane przypadki medyczne, kierowane do nas z całego województwa. Rocznie przyjmowaliśmy do 4 tys. pacjentów, stworzyliśmy tu dobry zespół. Mam nadzieję, że tak będzie nadal.
– Co jest potrzebne, żeby stworzyć możliwość urologicznych operacji w rzeszowskiej „dwójce”?
– Przede wszystkim potrzeba doświadczonego zespołu lekarzy i pielęgniarek wyposażonego w dobry sprzęt medyczny i możliwości dalszego kształcenia się w najlepszych ośrodkach w Europie, w tym w klinice w Leverkusen, z którą została nawiązana współpraca, oraz kontynuowania badań klinicznych. Spośród rzeszowskich szpitali Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 w Rzeszowie daje największe możliwości na realizację tego projektu.
Rozmawiała Anna Moraniec



7 Responses to "„Zostałem zaskoczony nagłą decyzją dyrektora o moim wypowiedzeniu”"