
STALOWA WOLA. Sąsiedzi mówią, że miał problemy z emocjami. Nikt tego nie wziął na poważnie i doszło do dramatu.
W niedzielne przedpołudnie młody mężczyzna wypał z okna bloku na 10. piętrze. Sąsiedzi wezwali pogotowie. Przybyły na miejsce lekarz zajął się rodziną; na pomoc dla ofiary upadku było za późno. 21-latek zmarł na miejscu.
Do tragedii doszło przy al. Jana Pawła II. W pobliskim kościele kończyła się właśnie msza. Wychodzący z kościoła mimowolnie zasilili rzeszę gapiów. Policja musiała utworzyć kordon wokół zmarłego leżącego na zamarzniętym trawniku.
Długa lista „wysokościowych” desperatów
– Kątem oka widziałem lecącego w dół człowieka – mówi świadek upadku. – To niewiarygodny widok. Stanąłem ja wryty. Wtedy zobaczyłem, że inni biegną w kierunku nieszczęśnika. W otwartym oknie na 10. piętrze pojawiła się głowa jakiejś kobiety.
Wiadomo już, że w mieszkaniu, z którego wypadł stalowowolanin, były inne osoby, ale policjanci przyjmują wersję samobójstwa. Młody człowiek mieszkał z siostrą. Przed wypadkiem do mieszkania miała przyjść ich matka z konkubentem. Sąsiedzi mówią, że zmarły miał problemy z emocjami. W mieszkaniu mogło dojść do wymiany zdań. W takich sytuacjach do tragedii prowadzi mały krok, w tym przypadku otwarcie okna i nieduży przechył do przodu.
Niedzielna ofiara – o ile potwierdzi się wstępna wersja policji – powiększyła bardzo długą już listę skutecznych samobójców przez skok z wysokości. W mieście zostało już niewiele wieżowców bez tragicznych historii. Jest za to kilka bloków, z których już kilka osób wypadło ponosząc śmierć. Poprzednią była starsza kobieta, która latem wyskoczyła z okna bloku przy ul. Okulickiego. Zagadką takich samobójstw zajmowali się psychologowie, ale nie znaleźli wyjaśnienia, dlaczego ta forma rozstania z życiem dominuje w mieście nad Sanem.
jam


