
Okoliczności tragicznego wypadku, w którym 3 lipca br. w Stalowej Woli – Jamnicy zginęli rodzice trzech małych chłopców, były tematem piątkowego programu Uwaga! w TVN. Z wypowiedzi prokuratura wynika, że podejrzany o spowodowanie dramatu miał aż 2,89 promila alkoholu. Zmarły 39-latek był natomiast wybitnym kierowcą, odnoszącym szereg sukcesów w rajdach samochodowych na jedną czwartą mili. Przyjaciel rodziny jest przekonany, że choć pan Mariusz nie uratował siebie i żony, to swoimi umiejętnościami ocalił 2,5-letniego synka.
Choć od tragedii, która rozegrała się w sobotnie popołudnie 3 lipca br. minęło już kilka tygodni, wciąż nie milkną echa jednego z najbardziej wstrząsających wypadków, jakie miały miejsce na Podkarpaciu w ostatnim czasie. W wyniku zderzenia dwóch osobówek śmierć na miejscu ponieśli małżonkowie 37-letnia Marzena i 39-letni Mariusz. Para z Przędzela (pow. niżański) wracała ze szpitala w Tarnobrzegu, gdzie była na konsultacji medycznej z 2,5-letnim synkiem. Chłopiec podczas zabawy z rodzeństwem skaleczył się i trzeba było go opatrzeć.
Redakcja programu UWAGA! dotarła do przyjaciela zmarłych, który opisuje Marzenę i Mariusza jako idealnie dobraną parę. – Dla mnie to była idealna para pod względem dopasowania do siebie. To były dwie połówki całości. Dzielili pasje do motoryzacji, żona uczestniczyła w pasji Mariusza i bardzo go w niej wspierała – opowiada Adam Szprot, przyjaciel Mariusza i Marzeny.
Mężczyzna opowiedział także o motoryzacyjnej pasji małżonków. Pan Mariusz startował w wyścigach na jedną czwartą mili. Pani Marzena towarzyszyła mu w zawodach i podzielała hobby męża. Ostatni puchar 39–latek zdobył zaledwie dwa tygodnie przed śmiercią. – Mariusz był wybitnym kierowcą. Dbał o dziecko, miał świadomość, jak je wozić samochodem. Dzięki temu właśnie uratował swojego syna. To musiała być bardzo niecodzienna sytuacja. Jeśli byłaby szansa jakiejkolwiek reakcji, jestem przekonany, że Mariusz by to zrobił – mówi Adam Szprot.
Głos w sprawie tragedii zabrała w programie UWAGA! także matka Grzegorza G. To on siedział wówczas za kierownicą sportowego audi i jak ustaliła prokuratura, jechał z nadmierną prędkością, wyprzedzał na podwójnej ciągłej i był pod wpływem alkoholu.
Kobieta nie kryje rozpaczy. Przyznaje, że jest to tragedia, która zmieniła życie obu rodzin. – Dla tamtej rodziny to jest ogromna tragedia, a dla dzieci niewyobrażalna. Musimy żyć z tym bólem do końca życia, bólem tamtej rodziny też. Myślę o nich bez przerwy, to coś strasznego. Oglądałam nawet mszę pogrzebową pana Mariusza i pani Marzeny. I zapamiętałam takie jedno zdanie księdza proboszcza: „Nie wiemy nic o tamtym człowieku z wypadku, ale za to wiemy wszystko o Mariuszu i Marzenie”. Jak pięknie jest to powiedziane. Nie że to zabójca i morderca. Tylko „nie wiemy nic o tamtym człowieku z wypadku” – mówi matka Grzegorza G.
Matka 37-letniego podejrzanego nie wierzy, że jechał pijany. Mówi, że pojechał po jakieś specjalne piwo na wieczór. Przyznaje, że jej rodzina będzie dochodzić tego, co się wydarzyło, bo „my też musimy mieć w sobie jakiś spokój, żeby żyć” – nie kryje kobieta.
Grzegorz G. przebywa w areszcie tymczasowym. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości. Drugi natomiast prowadzenia samochodu osobowego w stanie nietrzeźwości.
Jak mówi prok. Jacek Węgrzynowicz z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, 37-latek nie przyznaje się do zarzuconych mu czynów. Początkowo nie chciał złożyć wyjaśnień, ale potem je złożył. – Sprowadzają się do negacji okoliczności przedstawionych w zarzutach. Tłumaczy, że nie spożywał alkoholu i prawidłowo poruszał się po drodze – mówi prokurator.
Mężczyźnie grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Trzema synami zmarłego małżeństwa zajmuje się rodzina.
mrok



2 Responses to "Zrozpaczona matka nie wierzy. Prokuratura nie pozostawia złudzeń"