
– Dyrektor IC chce mnie wyrzucić, bo za dużo gadam – mówi Artur Kaczor, działacz ZZ CELNICY.PL
– To już kolejna próba wydalenia mnie z pracy pod pozorem wielkiej korzyści z tego dla Służby Celnej – mówi wiceprzewodniczący Związku Zawodowego CELNICY.PL, Artur Kaczor. – Dyrekcja nawet nie kryje, że to ma być kara za powiadamianie organów ścigania o nieprawidłowościach w przemyskiej Izbie Celnej – podkreśla. – Między innymi o istnieniu i działaniu tzw. grupy lubaczowskiej , o której pisały “Super Nowości”, a która to rzekomo miała nie istnieć – dodaje celniczy związkowiec. Zapytaliśmy dyrektora IC w Przemyślu o szczegóły postępowania zmierzającego do wydalenia ze służby Artura Kaczora i otrzymaliśmy bardzo lakoniczną odpowiedź. Udało nam się jednak dotrzeć do oficjalnych dokumentów, w których wyjaśnia dlaczego nie chce już Kaczora wśród swoich celników.
Artur Kaczor na Podkarpaciu służy od 8 lat. W sierpniu 2004 roku został tu przeniesiony z wrocławskiej IC w ramach alokacji. Koledzy mówią o nim, ze nie da się zbajerować, ani dmuchać sobie w kaszę. Dyrektor IC w Przemyślu, Piotr Daniel pisze do nas, że podstawą do wszczęcia postępowania zmierzającego do wydalenia A. Kaczora ze służby jest “ postawa ww funkcjonariusza i podejmowane przez niego działania mające wpływ na utratę zaufania do niego oraz dobro służby”. Nie ujawnia jednak nam, co to tak naprawdę oznacza. Dotarliśmy jednak do dokumentów, w których dyrektor Daniel szerzej opisuje, dlaczego chce wydalenia Kaczora ze służby
W myśl obowiązującego prawa zarówno utrata zaufania, jak i dobro Służby Celnej mogą być podstawą do wydalenia celnika ze służby.
Dyrektor Daniel sam w oficjalnych pismach stwierdza, że oba terminy są “nieostre” i “trudne do zdefiniowania”, niemniej uzasadnia wszczęcie działań zmierzających do wydalenia Kaczora ze służby powołując się właśnie na nie i na wyrok Sądu Najwyższego. Zdaniem dyrektora Daniela fakt, iż Artur Kaczor kwestionuje decyzje swych przełożonych, krytykuje ich działania, a także zawiadamia organa ścigania o domniemanych przestępstwach w przemyskiej IC zakłóca prawidłową pracę w tej instytucji, a także niekorzystnie wpływa na obraz Służby Celnej w społeczeństwie. – Wolne żarty – mówi Artur Kaczor. – Jako związkowiec mam prawo odnosić się do działań kadry kierowniczej, także oceniając je negatywnie – wyjaśnia. – A jako funkcjonariusz mam nie tylko prawo, ale i obowiązek zawiadamiać organa ścigania o podejrzeniu o przestępstwie w Służbie Celnej – dodaje. Cóż, kiedy dyrektor Piotr Daniel podkreśla, że zawiadomienia Kaczora nie znajdują odzwierciedlenia w faktach. – Czyżby? – dopytuje związkowiec. – O ile pamiętam, to wasze doniesienia o tzw. “grupie lubaczowskiej” to też miały być bajki, wymysły i nieprawda, a co się teraz dzieje? – pyta.
Kaczor: – To zwyczajne szykany
Jednak krytyka przełożonych i doniesienia do nie wszystko co zarzuca dyrekcja IC Kaczorowi. Piotr Daniel podkreśla też, że toczą się przeciw niemu trzy postępowania dyscyplinarne i poza służbą zachowuje się w sposób niegodny i nielicujący z powagą munduru, który nosi. – Owe “dyscyplinarki” to zwyczajne szykany – mówi na to Kaczor. – Mieszkam w gminie Wielkie Oczy i przeniesiono mnie do OC w Jarosławiu – wyjaśnia. – Nie miałem żadnego bezpośredniego połączenia komunikacyjnego z mojej wsi do pracy, co tajemnicą wcale nie było. W związku z tym, że zwykle sporą część drogi pokonywałem pieszo, albo tzw. “okazją” istotnie zdarzyło mi się parę razy spóźnić do pracy – przyznaje celnik – związkowiec. – A jedna sprawa dotyczy przeoczenia przeze mnie 18 kartonów papierosów w odprawianym samochodzie – tłumaczy A. Kaczor. – Kierownik Oddziału kazał mi szybko odprawiać, a potem zaprzeczył, by wydał takie polecenie – dodaje celnik przypominając, że niektórzy koledzy pouczenie, albo i nic “zaliczali” za przeoczenie 250 kartonów “fajek”. Co do swego niegodnego munduru zachowania Kaczor tylko się uśmiecha. – Raz w sytuacji, gdy w klepie upadłem na ladę wezwano policję – opowiada celnik. – Przesłuchano mnie wówczas w charakterze świadka i sprawę umorzono – wyjaśnia. – Nie tak dawno czytałem w “Super Nowościach”, że w służbie w przemyskiej IC pozostaje celnik, który zabił człowieka – wspomina. – Nieumyślnie, fakt. Ja też nieumyślnie upadłem na ladę, tylko, ze ja wyroku nie mam – ironizuje.
Za dużo chorował?
Kolejny powód, dla którego zdaniem dyrektora IC Kaczora w Służbie Celnej być nie powinien to fakt, iż celnik sporo przebywał na zwolnieniu lekarskim. – Owszem, byłem na zwolnieniu – przyznaje Kaczor. – Ale nie jakimś “lewym” – podkreśla. – Uległem wypadkom i byłem połamany – wyjaśnia. Teraz jestem już zdrowy i zdolny do pracy – zapewnia celnik.
Zdaniem Kaczora po prostu szuka się na niego “haka”, bo zauważa nieprawidłowości i mówi o nich głośno. – Gdybym donosił na szarych “zoli” (żargonowe określenie szeregowego celnika przyp. autora), to nikt by na mnie uwagi nie zwracał – uważa celnik. – Ale, że pokazuje, iż “ryba psuje się od głowy”, a zachowania korupcjogenne cechują ludzi z kadry kierowniczej, to jestem niewygodny – podkreśla. – Wiem, że za nagonką na mnie stoi naczelnik Gruszecki – dodaje Kaczor. – Po prostu naczelnik uważa, że jeśli celnik śmie krytykować działania kadry, to można i trzeba się go pozbyć – zauważa związkowiec.
Z naszych informacji wynika, że trzy celnicze organizacje związkowe, do których dyrekcja IC zwróciła się o opinię ta temat wydalenia A. Kaczora ze służby nie wyraziły zgody na zwolnienie związkowca ze służby.
Monika Kamińska



8 Responses to "Związkowy działacz niewygodny dla kadry kierowniczej Izby Celnej?"