Zwinął flagi i wraca pod dach

- Nie chcą do żadnych schronisk. Mam zdrowe ręce i potrafię na siebie zarobić. Jestem mieszkańcem tego miasta i tu należy mi się jakiś dach nad głową - mówił Stanisław Trybowski podczas swojego protestu. Fot. Jerzy Mielniczuk
– Nie chcą do żadnych schronisk. Mam zdrowe ręce i potrafię na siebie zarobić. Jestem mieszkańcem tego miasta i tu należy mi się jakiś dach nad głową – mówił Stanisław Trybowski podczas swojego protestu. Fot. Jerzy Mielniczuk

RUDNIK n. SANEM. Bezdomny zamieszkał w namiocie pod drzwiami magistratu. Wywiesił flagi i czekał. Władz o przyczynach protestu nie informował, bo w takim miasteczku każdy wie, o co chodzi.

Stanisław Trybowski kończy swój namiotowy protest pod Urzędem Miasta i Gminy w Rudniku. W poniedziałek przed drzwiami magistratu spotkał się z burmistrzem Waldemarem Grochowskim. Protestujący nastawiony był ugodowo, bo już wcześniej zwinął flagi. Po rozmowie zaczął składać namiot, który przez kilkanaście październikowych dni był jego domem. – Panu Trybowskiemu należy się pomoc i taką uzyska – mówi burmistrz Grochowski.

Bezdomny rudniczanin postawił namiot na wprost drzwi do magistratu po 10 października. Nikogo z urzędu nie informował dlaczego zajął reprezentacyjny trawnik. – Oni dobrze wiedzą dlaczego – mówił dziennikarzom. Namiot oflagował i czekał. Od czasu do czasu ktoś wsparł go drobną kwotą. Burmistrz wchodząc i wychodząc z magistratu, też mu dawał na strawę. Oczywiście, jak obaj się spotykali, bo lokator namiotu cały czas w nim nie siedział.

Uznał, że mieszkanie mu się należy
– Sam jest sobie winien – tak o protestującym bezrobotnym mężczyźnie mówiła większość rudniczan. Co prawda, to prawda. Rozwód i nakaz eksmisji z domu za znęcanie się nad rodziną. Co ciekawe, sąd orzekł eksmisję bez przydziału lokalu socjalnego. Jego krewki charakter zna wielu z otoczenia sześćdziesięciolatka. Na jakiś czas wyjechał do pracy za granicę, bo w rękach ma dobry stolarski fach. Trochę żył w konkubinacie, trochę pomieszkiwał u znajomego. Jedno i drugie się skończyło, a on został na lodzie. Po jego zmarłej krewnej opustoszało mieszkanie przy rudnickim rynku. Postanowił o nie zawalczyć. Rozbił namiot i czekał.

W kręgu zainteresowania opieki społecznej był już od dłuższego czasu, ale pokazywał, że mu na tym specjalnie nie zależy. Twardo mówi, że ma zdrowe ręce i może na siebie zarobić. Deklaracji nie przekuwa jednak w czyn. Panie z opieki społecznej przyszły do namiotu Trybowskiego i zaprosiły go do siebie. Pomogły napisać podanie o mieszkanie socjalne. W tym tkwiła cała tajemnica namiotowego protestu. Po śmierci krewnej uznał, że mieszkanie komunalne przy rynku zostanie mu przyznane. Sęk w tym, że ostatnie podanie o mieszkanie napisał do magistratu 6 lat temu, a powinien takie pisać co roku. Po prostu wypadł z kolejki oczekujących. Do tego zaprotestowali sąsiedzi, którzy wprost mówią, że gdyby dostał to mieszkanie, to zamieniłby je w melinę. Opieka społeczna zaproponowała mu miejsce w albertyńskim schronisku w Stalowej Woli. Odmówił, tłumacząc się opieką nad dwoma psami.

Protest wywołał autentyczną dyskusję
– Trochę nieszczęśliwie się zachował – mówi o proteście Trybowskiego burmistrz Rudnika. – Mógł wcześniej zatroszczyć się o siebie, a przynajmniej pilnować kolejki do mieszkania. Swoje tym namiotem ugrał, ale dużo więcej zyskała cała gmina. Wreszcie doszło do autentycznej dyskusji o bezrobociu, bezdomności i mieszkaniach socjalnych.
Gdzie wyprowadził się Trybowski? – Jakieś lokum na razie sobie znalazł – odpowiada burmistrz. Opieka społeczna ma przygotowany dla niego lokal, ale wymaga on małego remontu. Do tego również przygotowania sąsiadów, żeby z kolei ci się nie oflagowali przeciwko odgórnemu przydziałowi.

Jerzy Mielniczuk

4 Responses to "Zwinął flagi i wraca pod dach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.