
RZESZÓW. Tragiczny finał poszukiwań Mateusza Szylaka.
Poszukiwany od listopada 25-letni Mateusz Szylak, student Politechniki Rzeszowskiej, nie żyje. Jego zwłoki strażacy wyłowili w piątek (13.01.) z Wisłoka. Zauważyła je przypadkowa kobieta, która zaalarmowała służby. Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się od śledczych, na ciele nie było widocznych śladów, które świadczyłyby o udziale w jego śmierci osób trzecich. Nie zmienia to jednak faktu, że ciało zostanie dokładnie zbadane podczas poniedziałkowej sekcji zwłok. I to nie koniec sprawy, bo rzeszowska prokuratura bada ją wciąż pod kątem uprowadzenia studenta. Czy uda się wyjaśnić tę niezwykle tajemniczą sprawę?
– Po godz. 14 idąca mostem Zamkowym kobieta zauważyła w rzece coś, co wyglądało jak ludzkie zwłoki i zadzwoniła pod numer 112. Na miejsce przyjechali policjanci i strażacy. Wstępne rozpoznanie wykazało, że jest to ciało zaginionego Mateusza Szylaka. Znajdowało się ono na niezamarzniętej części Wisłoka w okolicy mostu Zamkowego, było odwrócone plecami do góry, zanurzone twarzą w wodzie. W sobotę rodzina Mateusza Szylaka rozpoznała ciało – poinformował kom. Adam Szeląg, oficer prasowy rzeszowskiej policji. – Zwłoki zostały zabezpieczone do badań sekcyjnych, przyczyny śmierci mężczyzny będzie wyjaśniał prokurator – dodaje.
Najprawdopodobniej o odnalezieniu ciała Mateusza Szylaka przesądził zwykły przypadek. Rejon, w którym znajdowały się zwłoki, był już wcześniej przeszukiwany przez strażaków wyposażonych w sonar. Na ciało jednak nie natrafili. W czwartek, czyli w dzień poprzedzający odnalezienie zwłok studenta, strażacy zostali wezwani nad Wisłok do przymarzniętych do lodu łabędzi. Prawdopodobnie ciało wypłynęło przez to, że zruszyli wodę w tamtym rejonie.
– Zwłoki mogły znajdować się na dnie przy konarze, czy przy filarze mostu ułożone w taki sposób, że obraz sonarowy nam go nie pokazał. Czasami się tak zdarza. Oprócz tego warunki pogodowe w dniach, w których w Wisłoku odbywały się poszukiwania, były bardzo trudne ze względu na intensywne opady śniegu – mówi mł. bryg. Grzegorz Wójcicki, rzecznik prasowy rzeszowskiej straży pożarnej. – Rzeczywiście mogło się zdarzyć tak, że ciało wypłynęło, bo interweniujący strażacy zruszyli wodę. Większy ruch wody może spowodować, że coś, co znajduje się pod jej powierzchnią, zostanie wyrzucone na wierzch.
Tajemnicze zaginięcie
Student zaginął z soboty na niedzielę (19/20 listopada ub.r.). Tamtej nocy bawił się w lokalu „Czarny Kot”. Wyszedł z niego sam około godz. 1.40. Ostatni raz kamery zarejestrowały go przed godz. 3 w rejonie ulicy Czackiego. Prawdopodobnie szedł w kierunku kładki prowadzącej do ulicy Podwisłocze, przy której mieszka jego dziewczyna. Kamery umiejscowione na Podwisłoczu nie odnotowały jednak studenta. W poniedziałek, po zgłoszeniu zaginięcia mężczyzny rozpoczęła się szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza.
Wkrótce prywatni detektywi, którzy na prośbę rodziny zaginionego Mateusza przyłączyli się do poszukiwań, ujawnili, że kamery monitoringu nagrały niepokojące wydarzenie w rejonie ul. Czackiego, kilkadziesiąt metrów od miejsca, gdzie po raz ostatni student widoczny był na nagraniach. Kamery uchwyciły samochód, który gwałtownie zawrócił. Widać przy nim ruch, a wszystko to miało dziać się między godz. 2.20 a 2.42. Jak przekonywali detektywi, mniej więcej właśnie wtedy telefon Mateusza Szylaka miał zostać wylogowany z sieci i od tego czasu był niedostępny. W związku z m.in. tymi doniesieniami rzeszowska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie uprowadzenia studenta.







10 Responses to "Z Wisłoka wyłowiono ciało zaginionego studenta"